Pan Grabek parzy kawę
"Król żelatyny" w siedzibie funduszu przestał się czuć, jak u siebie w domu. - Niedawno pan Grabek przyszedł do sekretariatu i nie zastawszy sekretarki najpierw zadzwonił z naszego telefonu, a potem poszedł do kuchni i zaparzył sobie kawę. Nie ukrywam, że zaszokowało nas takie zachowanie - przyznaje Anna Adamska, wiceprezes funduszu. - Dlatego gdy przyszedł kolejny raz, poprosiliśmy go, aby zaczekał w poczekalni.
Sprawa, która zbulwersowała opinię publiczną, dotyczy pożyczek w wysokości 5 i 4 mln zł, które w funduszu zaciągnęły pięć lat temu firmy żony i córki "króla żelatyny": Industry Anny Grabek oraz Konsumprod Anny i Haliny Grabek. Pieniądze z pożyczek miały pójść na budowę zakładu utylizacji odpadów poubojowych. Zakład taki powstał, ale razem z... fabryką żelatyny, która jest główną inwestycją.
Pożyczkę wydano więc zapewne niezgodnie z przeznaczeniem. Na dodatek termin jej zwrotu minął w 2003 roku, a jak dotąd firmy Grabka oddały funduszowi zaledwie 650 tys. zł. Stąd podejrzenia, że pożyczka została wyłudzona. Dlatego dziwi, iż włodarze funduszu przez ostatnie lata nic nie zrobili, aby odzyskać pieniądze. Wreszcie skierowano dwa zawiadomienia do prokuratury o popełnieniu przestępstwa.
Konto jak kamfora
Zabezpieczeniem pożyczek był m.in. dostęp funduszu do konta bankowego firmy MG, powstałej z przekształcenia Konsumprodu. Firma nieoczekiwanie zlikwidowała swoje konto, nie informując o tym funduszu. - Likwidacja konta może oznaczać uchylanie się od spłaty pożyczki - mówi Robert Kozubal, rzecznik WFOŚ. - Dlatego uważamy, że doszło do przestępstwa i zaalarmowaliśmy prokuraturę.
Najnowsze doniesienie do prokuratury dotyczy zaskakujących przekształceń firm - pożyczkobiorców. - W wyniku przekształceń własnościowych przedsiębiorstw kontrolowanych przez rodzinę Grabków może dojść do sytuacji, gdy ani Anna Grabek, ani Halina Grabek nie będą musiały odpowiadać za zaciągnięte pożyczki - twierdzi rzecznik funduszu. - Oznacza to, że wspólnicy spółki Konsumprod podjęli działania zmierzające do uniknięcia odpowiedzialności z tytułu umowy o pożyczce.
Wprawdzie obie sprawy trafiły do prokuratury, ale fundusz wciąż nie może odzyskać "utopionych w żelatynie" pieniędzy.
- Jednym z zabezpieczeń pożyczki były weksle podpisane in blanco przez Annę i Kazimierza Grabków - informuje Anna Adamska. - Będziemy więc tą drogą starali się odzyskać pieniądze. Jeśli nam się nie uda, wystąpimy do sądu o nakaz komorniczy.
Niedawno szefowie funduszu i przedstawiciele magistratu i starostwa w Zgierzu porozumieli się, by wspólnie działać w sprawach dotyczących firm rodziny Grabka. Także zgierskim samorządom firmy "króla żelatyny" winne są spore pieniądze.
Ślijcie faksy na Berdyczów
- Firmy związane z panem Grabkiem nie zapłaciły nam podatku od nieruchomości na kwotę około 350 tys. zł - wyjaśnia Marcin Granosik, zastępca skarbnika Zgierza. - Usiłując odzyskać te pieniądze, weszliśmy na hipotekę tych firm, zajmując w ten sposób 171 tysięcy złotych. Staramy się też kontaktować z tymi firmami, ale bardzo często listy polecone wracają do nas z adnotacją "nie odebrano". Pan Grabek od kilku miesięcy nie pojawia się w magistracie.
Także zgierskie starostwo ma problemy ze skontaktowaniem się z Kazimierzem Grabkiem. Firmy związane z "królem żelatyny" są winne starostwu ponad 230 tys. zł. - Są to opłaty za wieczyste użytkowanie nieruchomości z fabryką - tłumaczy Marcin Karpiński z Zarządu Powiatu w Zgierzu. - Dwa lata temu sprawa ta trafiła do komornika, któremu jednak do dziś nie udało się odzyskać tych należności.
Fabryką żelatyny w Zgierzu zajął się też Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska w Łodzi. Okazało się, że do zalesionego terenu przylegającego do zakładu wypuszczano groźne ścieki. Skażony został teren o powierzchni 300 m kw. Stężenie zanieczyszczeń jest tak duże, że niektóre dopuszczalne wskaźniki zostały przekroczone kilkadziesiąt tysięcy razy.
- Po styczniowej kontroli rozlewiska wystąpiliśmy do właścicieli fabryki, aby usunęli skutki odprowadzania zanieczyszczeń - przyznaje Paweł Trzaskowski, dyrektor WIOŚ. - Niestety, w wyznaczonym terminie wykonano jedynie część prac. Dlatego wystąpiliśmy do starosty zgierskiego, aby w sprawie tej wydał decyzję administracyjną.
Decyzja ta ma być wydana w najbliższych dniach.
Dziennik Łódzki
Wiesław Pierzchała































































