Na polskim rynku mamy dostępnych coraz więcej możliwości inwestowania. Można inwestować w akcje, obligacje, instrumenty pochodne czy wreszcie waluty, ale wymaga to dwóch cennych w dzisiejszych czasach rzeczy: wiedzy i czasu. Inną formą, która pozwala ma inwestowanie ciężko zarobionych pieniędzy są fundusze inwestycyjne - którymi zarządzają specjaliści.
Fundusz - co to takiego?
Fundusz posiada kapitał złożony z wpłat dokonywanych przez jego uczestników. Uczestnicy, poprzez wpłaty środków pieniężnych, nabywają jednostki uczestnictwa danego funduszu, np. funduszu obligacji. Następnie kapitał ten jest inwestowany przez grupę specjalistów w papiery wartościowe lub inne aktywa. Co pewien czas (najczęściej codziennie), każdy fundusz wycenia posiadany kapitał. Dzięki temu, jego uczestnicy mogą śledzić wartość jednostek uczestnictwa funduszu i obserwować czy wpłacone przez nich pieniądze dały zysk czy też przyniosły stratę. Fundusze inwestycyjne zarządzane są przez towarzystwa funduszy inwestycyjnych. W trakcie ostatnich kilku lat rynek funduszy inwestycyjnych w Polsce dynamicznie się rozrastał. Pojawiają się też stale nowości na tym rynku, jak na przykład fundusze lokujące środki pieniężne w nieruchomości.
Każdy inwestor dokonuje wyboru funduszu, któremu chce powierzyć swoje oszczędności według własnych preferencji. Zawsze też pomocą służą sztaby wykwalifikowanych doradców, którzy na co dzień mają do czynienia z inwestycjami. Obecnie na rynku dostępne są fundusze: akcji, papierów dłużnych, zrównoważone, stabilnego wzrostu, obligacji i rynku pieniężnego. Występują również fundusze aktywnej alokacji i zagraniczne-akcji.
Na przykładzie Nowaka
Załóżmy, że inwestor Pan Nowak podjął decyzję o zakupie jednostek uczestnictwa w funduszu obligacji „X” w lipcu 2003 r., ponieważ nie był zadowolony z niskiego oprocentowania lokat bankowych. Wyniki funduszu obligacji „X” za ostatnie lata prezentowały się bardzo przyzwoicie, dawały dobrą stopę zwrotu zainwestowanego kapitału. Było to kilkakrotnie więcej niż można było uzyskać z lokat bankowych. Dlatego Pan Nowak długo się nie zastanawiał. Wziął 20 000 zł i poszedł z nimi do banku. Obecnie w większości banków można kupić jednostki uczestnictwa funduszy inwestycyjnych. Pan Nowak wybrał fundusz i usłyszał zapewnienia, że dokonał bardzo dobrego wyboru. Jednak jak się później okazało nie do końca. Samo dokonanie inwestycji zajęło mu zaledwie kilkanaście minut. Jednak przed podjęciem decyzji warto sięgnąć do prasy („Parkiet”, „Gazeta Wyborcza”, czy zielone strony „Rzeczpospolitej”) i prześledzić, jaką poszczególne fundusze wygenerowały stopę zwrotu, czyli ile udało się im zarobić w ostatnim kwartale czy roku. W tym przypadku wybrany przez Pana Nowaka fundusz obligacji „X” wykazywał wysoką stopę zwrotu, więc nie było obaw podczas podejmowania decyzji. Kolejną istotną kwestią jest to, jaką prowizję przy podpisywaniu umowy pobiera dany fundusz. Może okazać się, że po kilku tygodniach inwestor otrzyma list potwierdzający zakup i przekona się, że z zainwestowanej przez niego kwoty zostało mu niespełna 20 000 zł. W tym przypadku już na początku pobrano od Pana Nowaka 110 zł, a więc na zakup jednostek zostało mu 19 890 zł. W korespondencji została też zawarta data nabycia, ilość nabytych jednostek i cena, po jakiej nabyto pojedynczą jednostkę funduszu obligacji „X”. Taki list to standardowa formuła, jaką przesyła bank lub inna instytucja finansowa. Przy zakupie warto też zwrócić uwagę, że w momencie, gdy kupujemy jednostki danego funduszu, cena zakupu nie jest równa wycenie jednostki funduszu w tym samym dniu. Często, dopiero po uważnej analizie listu, okazuje się, że cena jednostki, jaką opublikowano, jest inna od ceny jej zakupu. Niekiedy, aby wyjść na przysłowiowe zero cena jednostki musiałaby znacznie wzrosnąć. Znacznie, czyli w sytuacji Pana Nowaka o ok. 1 - 1,50 zł. Choć kwota ta może wydawać się śmiesznie mała, w rzeczywistości jednak wzrost wartości jednostki uczestnictwa funduszu obligacji o taką wartość może trwać nawet kilka miesięcy.
Inwestycja w fundusz obligacji to inwestycja minimum na rok. W ostatnich dwóch latach, po pogorszeniu koniunktury na rynku obligacji pojawiły się opinie, że zarabianie na prowizję może trwać nawet rok. Pan Nowak, który zakupił jednostki uczestnictwa funduszu obligacji „X” zauważył, że ich cena spadła nawet o ok. 3,50 zł. Po roku od zakupu jednostek inwestor tracił - niewiele, bo około kilkadziesiąt złotych od całej zainwestowanej kwoty. Sytuacja się jednak zmieniła i cena jednostki wzrosła. Pozwoliło to odrobić straty, a nawet zarobić ok. 200 zł. Niestety, Pan Nowak bardzo długo musiał czekać zanim pojawiły się zyski z tej inwestycji.
Nowak zarobił czy stracił?
Po głębszej analizie można dojść do wniosku, że wprawdzie fundusz obligacji „X” zyskał 4-5 proc., natomiast Pan Nowak wyszedł na tym znacznie gorzej. Warto dodać, że zakładając lokatę bankową na okres czasu, przez który Pan Nowak posiadał jednostki uczestnictwa w funduszu obligacji „X” wyszedłby na tym znacznie lepiej. Przykład Pana Nowaka pokazuje, że próby pomnażania oszczędności, nawet w funduszach uznawanych za bezpieczne i mogące pochwalić się dobrymi wynikami nie zawsze muszą się kończyć sukcesem. Przy inwestowaniu warto zwrócić uwagę na rzeczy, których nie do końca był świadomy Pan Nowak. Przed kolejną inwestycją Pan Nowak dłużej zastanowi się zanim stanie się szczęśliwym posiadaczem jednostek uczestnictwa funduszu inwestycyjnego „X”. Jedyna rzecz, która udała się Panu Nowakowi, to fakt, że nie stracił swoich 20 000 złotych, choć przez 16 miesięcy zarobił netto zaledwie 1,5 proc.
Robert Maciejewski



























































