Inflacja powyżej celu NBP. Co oznacza jej wzrost?

założyciel SpotData.pl

Po raz pierwszy od sześciu i pół roku inflacja w Polsce przekroczyła cel inflacyjny NBP. Jest to symboliczne wydarzenie, które pokazuje, że po wieloletnim okresie niskiej inflacji wpływamy na nowe wody.

Wchodzimy w erę wyższego wzrostu cen, czyli jednocześnie wyraźnie ujemnych realnych stóp procentowych i niższego wzrostu płac realnych. Sądzę, że to jest zmiana korzystna dla przedsiębiorstw i właścicieli aktywów, a mało korzystna dla konsumentów (w krótkim okresie) i oszczędzających konserwatywnie na lokatach (na długo). Wątpię też, by była to zmiana o istotnym wpływie na politykę.

Inflacja w czerwcu wyniosła 2,6 proc., wobec 2,4 proc. w maju. Tak wynika z tzw. wstępnego odczytu – ostateczne dane poznamy w połowie miesiąca. Dane potwierdzają właściwie trendy, które były widoczne już od marca. Od końca zimy bowiem widoczne były istotne przyspieszenie cen, wynikające po części z wyższych cen żywności, a po części z przerzucania kosztów płac na ceny przez firmy usługowe. Przekroczenie celu inflacyjnego NBP (2,5 proc.) to tylko akt symboliczny.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych, w proc. rok do roku
Ceny towarów i usług konsumpcyjnych, w proc. rok do roku (SpotData)

Co to oznacza? Oto kilka luźnych wniosków.  

Po pierwsze, firmy mają większą moc cenową i są w stanie przerzucić rosnące koszty na kupujących. To może oznaczać, że poprawią się wyniki finansowe, choć na potwierdzenie tej hipotezy trzeba będzie jeszcze poczekać. Niemożność przerzucenia rosnących kosztów na kupujących sprawiała, że marże firmy kurczyły się w ostatnich latach, mimo doskonałego wzrostu gospodarczego. Teraz może się to zmienić. To może być teoretycznie dobra zmiana dla inwestorów giełdowych.

Po drugie, odwrotną stroną medalu będzie niższy realny wzrost wynagrodzeń. Płace od dwóch lat rosną nominalnie w średnim tempie 7 proc. rocznie, ale przy inflacji rzędu 2,5-3 proc. realny wzrost wynagrodzeń obniży się z ok. 5,5-6 proc. do 4-4,5 proc. To może negatywnie wpłynąć na dynamikę konsumpcji, choć transfery fiskalne powinny łagodzić te efekty.

Po trzecie, wchodzimy w okres ujemnych realnych stóp procentowych, nie tylko krótkookresowych, ale też długookresowych. To może być trwała zmiana, będąca odzwierciedleniem procesów globalnych (wysoki popyt na bezpieczne aktywa). Jest to oczywiście fatalna informacja dla ludzi oszczędzających na lokatach i w obligacjach skarbowych. Choć jednocześnie może być to dobra zmiana dla obecnych właścicieli innych aktywów, m.in. akcji. Teoretycznie obniżenie realnej bezpiecznej stopy procentowej powinno wpłynąć na wycenę bardziej ryzykownych aktywów.

Po czwarte, mało prawdopodobne jest, by na rosnącą inflację bank centralny zareagował podnoszeniem stóp procentowych. Na świecie istnieje raczej tendencja do obniżania stóp, a nasz bank centralny będzie dostosowywał się do trendów globalnych. Główne pytanie, to czy w Polsce dojdzie do cięć kosztu pieniądza. Wydaje się, że na razie nie.

Po piąte, wraz z rosnącą inflacją zwiększa się liczba komentarzy politycznych na temat cen. W naturalny sposób wzrost inflacji stara się wykorzystać opozycja (zrobiłaby to każda opozycja w każdych warunkach), szczególnie, że szybko rosną ceny tak wrażliwego towaru jakim jest żywność. Jednak moje szacunki ekonometryczne wskazują, że ceny żywności nie mają istotnego wpływu na nastroje polityczne – musiałoby dojść do jakiejś erupcji cen, a na to się nie zanosi. Wątpię, by szybki wzrost cen żywności mógł być czynnikiem, który istotnie wpłynie na poparcie dla rządu. Opozycja może wykorzystywać ten temat, ale nie powinna pokładać w nim dużych nadziei.

Po szóste
, i ostatnie, otoczenie polskiej gospodarki w tym momencie nie sprzyja długotrwałemu wzrostowi inflacji w Polsce powyżej celu inflacyjnego, ale to może się zmienić. Warto pamiętać, że trendy cenowe w Polsce zwykle podążały za trendami w strefie euro. Tam inflacja jest mizerna – zaledwie 1,2 proc. w czerwcu. W Polsce inflacja będzie podbijana przez wyjątkowo mocny wzrost płac i prawdopodobny wzrost cen energii, ale wyżej niż 3-4 proc. w obecnych warunkach nie powinna sięgnąć. Natomiast warunki zewnętrzne mogą się zmienić. Europa będzie zapewne coraz bardziej zdeterminowana, by porzucić niemiecki konserwatyzm monetarny i mocniej stymulować gospodarkę. Prezes EBC Mario Draghi powiedział niedawno, że bank może pozwolić na wzrost inflacji powyżej celu banku („blisko, ale poniżej 2 proc.”) by nadrobić lata zbyt niskiej inflacji. To były wyjątkowe słowa. Nie jest więc wykluczone, że w najbliższej dekadzie inflacja będzie średnio wyraźnie wyższa niż w mijającej.

Chcesz codziennie takie informacje na swoją skrzynkę? Zapisz się na newsletter SpotData.

Chcesz samodzielnie analizować dane ekonomiczne? Platforma SpotData to darmowy dostęp do ponad 40 tysięcy danych z polskiej i światowej gospodarki, które można analizować, przetwarzać i pobierać w formie wykresów i tabel do Excela. Sprawdź na: https://spotdata.pl/ogolna.

Ignacy Morawski

Źródło:
Tematy:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
17 7 silvio_gesell

Niewielka inflacja jest zdrowa bo odzwierciedla starzenie się dóbr kapitałowych. Bez inflacji nie opłaca się inwestować w ich modernizację. To co boli, to że zwroty z inwestycji nie przekraczają inflacji, gdyż maleje popyt z powodu starzenia się społeczeństwa. Ale na demografię już nikt nie poradzi, bo możliwości wpuszczania imigrantów są ograniczone.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
5 4 silvio_gesell

Można to powiedzieć inaczej. Bez inflacji aby dobra kapitałowe były utrzymywane w stanie niepogorszonym musiałyby być znacjonalizowane. W środowisku dysinflacyjnym prywatnie nikt nie będzie frajerem inwestującym w czynniki produkcji z których wszyscy korzystamy tylko wszyscy przejedzą kapitał i upadnie produkcja jak w Grecji.

! Odpowiedz
23 34 zamknackw

A myśleliście, że co, poziom cen uda się utrzymać jak tu sprowadzono 1 mln ukraińców - czyli 1 mln popytu na żywność - to musiało mieć wpływ na ceny. A teraz jeszcze rząd dowala 500 plus dla każdej rodziny, co także zwiastuje wzrost inflacji. Oprócz tego jakieś wyprawki, i 13 emerytura co roku. Żyjemy w państwie socjalistycznym, gdzie pracującego się skubie jak się da, żeby zasuwał na innych. Polityka socjalna pisu powinna się skończyć na 500 plus, ale nie, oni ją rozdmuchali do granic możliwości. Szkoda, że nie ma jeszcze dochodu podstawowego dla każdego. Idzie druga Wenezuela.

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
24 28 ojkonomist

Tak, to prawda, że najbardziej uderzy inflacja w emerytów, rencistów i drobnych ciułaczy. Jeszcze nic by się nie działo, gdyby na koniec roku ogłosili rzetelna waloryzację rent i emerytur. Ale tak nie będzie - GUS wmówi ludziom, ze inflacji prawie że nie było, ze to tylko propaganda która rozsiewa opozycja. Chcę tu dodać, że tak powie każdy rząd, nie tylko obecny PIS-owski jak po wyborach zostanie, bo emerytów gnębili od zawsze jak pamiętam. To grupa społeczna "do piachu".

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
23 39 mith21

Skoro PiS i GUS już dłużej nie mogą ukrywać rosnącej ceny...to musi być już bardzo źle.

! Odpowiedz
21 52 carlito1

To oznacza bidę dla bezdzietnych, pobierających najniższe renty czy emerytury.

! Odpowiedz
47 125 r4k

3-4% inflacji, to już katastrofa.
Ale rząd jakoś musi zabrać to co dał w 500+

! Odpowiedz
Polecane
Najnowsze
Popularne

Wskaźniki makroekonomiczne

Inflacja rdr 4,4% I 2020
PKB rdr 3,1% IV kw. 2019
Stopa bezrobocia 5,5% I 2020
Przeciętne wynagrodzenie 5 282,8 zł I 2020
Produkcja przemysłowa rdr 1,1% I 2020

Znajdź profil