Wtorek przyniósł zdecydowane wzrosty na japońskim parkiecie. Indeks Nikkei225 osiągnął najwyższy kurs zamknięcia od 1992 roku, ale wciąż jeszcze wiele brakuje mu do historycznego rekordu z roku 1989.


Nie minął miesiąc, od kiedy pisaliśmy o pokonaniu przez Nikkei225 poziomu 21 000 punktów. Był to wówczas najwyższy poziom tego indeksu od roku 1996, co oznaczało zakończenie serii 5125 (!) sesji poniżej 21 000 pkt. Na zamknięciu wtorkowej sesji Nikkei zbliżył się do 23 000 punktów, rosnąc o 1,8%.
Od początku 2017 roku japońskie akcje dały zarobić 20%. Hossa rozpoczęta niemal równo pięć lat temu przyniosła inwestorom imponującą stopę zwrotu w wysokości 155%. Co jednak nie zmienia faktu, że Nikkei w dalszym ciągu znajduje się 41% poniżej szczytu giełdowej bańki z ostatniej sesji roku 1989.
Hossa w Tokio jest jednak specyficzna. Nie stoi za nią ani wzrost gospodarki japońskiej, ani jakiś fenomenalny wzrost zysków lokalnych spółek, ani przełom technologiczny. Głównym czynnikiem pchającym w góry wyceny japońskich akcji jest bowiem Bank Japonii, który od kilku lat pompuje biliony jenów w system finansowy. O ile jednak Fed, EBC czy Bank Anglii kupują (kupowały) głównie obligacje, to BoJ nie waha się inwestować w akcje poprzez fundusze ETF. Od lipca 2016 roku skala miesięczna zakupów jednostek ETF przez Bank Japonii wynosi 6 bilionów jenów.
Przeczytaj także
Mamy więc do czynienia z kuriozalną sytuacją. We wrześniu Bank Japonii posiadał już 75% udziałów we wszystkich funduszach ETF inwestujących w japońskie akcje. Łączna wartość akcyjnego „portfela inwestycyjnego” BoJ sięgnęła 25 bilionów jenów (230 mld USD). Do końca roku BoJ może posiadać 80% udziałów w japońskich ETF-ach, co przekłada się na przeszło 5% udziałów w kapitalizacji spółek tworzących indeks Topix.

Jednakże giełdowa hossa w Azji nie ogranicza się tylko do Tokio. Indeks MSCI dla regionu Azji i Pacyfiku z wyłączeniem akcji japońskich sięgnął najwyższego poziomu od szczytu poprzedniej hossy z listopada 2007 roku. Dzień wcześniej już kolejny raz w tym roku swoje historyczne maksima poprawiły trzy główne indeksy w Nowym Jorku. Mający wsparcie w ultra luźnej polityce banków centralnych rynek akcji od dłuższego czasu kompletnie ignoruje wszystkie czynniki ryzyka, łącznie z najnowszymi wydarzeniami w Arabii Saudyjskiej.
Krzysztof Kolany



























































