
Źródło: iStockphoto/Thinkstock
Pod budynkiem parlamentu zebrali się pracownicy sfery budżetowej - grupy najbardziej dotkniętej oszczędnościami rządu. Czekali na premiera, ten jednak wyszedł tylnymi drzwiami.
W stronę madryckiego Puerta del Sol maszerował tłum przeciwników cięć budżetowych. Plac został otoczony przez policję. W Barcelonie, na Placu Katalońskim zebrały się tysiące osób, które zapowiedziały akcje i protesty. Planują je też związki zawodowe. Ich przedstawiciele spotkali się dzisiaj, żeby omówić szczegóły akcji.
| » Premier mistrzów Europy ogłasza 65 mld euro cięć |
Górnicy też nie odpuszczają
Do niepokojów doszło w nocy, na centralnym placu Puerta del Sol, gdzie odbywał się wiec poparcia dla górników. Aresztowano 9 osób. Do starć doszło też pod budynkiem parlamentu. Do najostrzejszych starć doszło, kiedy do Puerta del Sol wrócili górnicy i wspierający ich mieszkańcy miasta. Policja użyła gumowych kul. Wśród rannych są turyści i przypadkowi przechodnie. Protestujący ustawili barykady i podpalili kontenery ze śmieciami. Spłonął jeden sklep.
Wcześniej, podczas czarnego marszu pracowników kopalń też doszło do starć. Rannych zostało 76 osób, aresztowano 8.
Marsze górników w Madrycie o przywrócenie dotacji dla kopalń zbiegły się z ogłoszeniem przez rząd najostrzejszego planu cięć budżetowych w dziejach hiszpańskiej demokracji. Zapowiedziano m.in.podniesienie podatków i zmniejszenie płac sferze budżetowej. Dlatego centrum Madrytu, wejścia do parlamentu i do ministerstw były od południa okupowane przez manifestujących.
Niech strzelają!
W "czarnym marszu" uczestniczyło około 20 tysięcy osób, bo do górników dołączyli przedstawiciele związków zawodowych i mieszkańcy miasta. Po godzinie marszu doszło do niepokojów. Policja twierdzi, że została obrzucona kamieniami, protestujący zapewniają, że to policja pierwsza zaczęła strzelać do nich z gumowych kul.
"Niech strzelają. Odebranie kopalniom pieniędzy oznacza utratę pracy przez 8 tysięcy osób. Nie możemy się poddać" - argumentował jeden z manifestujących.
Górnicy zapewniają, że dalej będą domagać się swoich praw. I ostrzegają, że wkrótce wrócą do Madrytu. Wezmą ze sobą jednak nie petardy, tylko dynamit.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Ewa Wysocka - Barcelona/nyg/łut
Źródło:IAR




























































