To był kolejny ciężki dzień dla inwestorów w Europie. Na giełdach Starego Kontynentu było bardzo nerwowo za sprawą ciągle rosnących kosztów obsługi długu Włoch i Hiszpanii. Rentowność 10-letnich obligacji hiszpańskich sięgnęła 6,83% i była najwyższa w historii strefy euro.
Atmosferę podgrzała agencja Fitch, która obniżyła ratingi 18 hiszpańskich banków po tym, jak dzień wcześniej obcięła rating dwóm największym bankom komercyjnym: Banco Santander i BBVA (obu z A do BBB+ z perspektywą negatywną). Wszyscy wiedzą, że iberyjski system bankowy jest faktycznie niewypłacalny, więc komunikat Fitcha nie był zaskoczeniem. Indeksy w Nowym Jorku tylko na chwilę zagościły w strefie spadkowej.
Sytuację byków poprawił Europejski Bank Centralny, który poprał wysuniętą przez Komisję Europejską propozycję unijnego systemu gwarantowania depozytów. Kropkę nad i pomógł postawić Charles Evans – szef chicagowskiego oddziału Rezerwy Federalnej. Evans powiedział, że poprałby działania zmierzające do szybszego wzrostu zatrudnienia. Rynek zinterpretował to jako otwarte poparcie dla dla trzeciej rundy ilościowego poluzowania monetarnego (QE3).
Źródło: Bankier.pl
Nadzieje na wsparcie ze strony Fed-u i EBC wzięły więc górę nad obawami związanymi z wypłacalnością Włoch i Hiszpanii. Inwestorzy najwyraźniej mają nadzieję, że powaga sytuacji skłoni polityków i bankierów centralnych do podjęcia działań wspierających rynki finansowe. Czyli że Fed znów zacznie drukować, a EBC pożyczać nieograniczone ilości półdarmowego euro.
W rezultacie trzy główne amerykańskie indeksy zakończyły wtorek przeszło 1-procentowymi zwyżkami. S&P500 częściowo zatarł fatalne wrażenie po poniedziałkowej sesji i zdołał utrzymać się powyżej 200-sesyjnej średniej kroczącej. Choć sytuacja na rynkach wciąż jest niepewna, to obóz byków zdaje się uzyskiwać wyraźną przewagę.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl































































