Kolejna fala koronawirusa spodziewana jest na przełomie roku. Jak dodamy do tego zachorowania na grypę i RSV, to czeka nas w tym czasie kumulacja – powiedziała PAP wirusolog prof. Agnieszka Szuster-Ciesielska, dodając, że koinfekcje stanowią około 10–30 proc. wszystkich wirusowych infekcji dróg oddechowych.


Ekspertka z Katedry Wirusologii i Immunologii UMCS w Lublinie zapytana o twindemię, czyli nałożenie się pandemii SARS-CoV-2 z sezonem zachorowań na grypę, zaznaczyła, że nie przepada specjalnie za tym określeniem i woli raczej mówić o sezonie wirusów oddechowych.
"W tym kontekście słyszałam jeszcze o tripledemic, czyli potrójnej epidemii, gdzie do wirusa grypy i SARS-CoV-2 dołącza także wirus RSV" – powiedziała ekspertka.
Przyznała jednocześnie, że najbliższy sezon jesienno-zimowy nie będzie dla nas korzystny pod względem zdrowotnym. "Wiąże się to z wysypem infekcji układu oddechowego, wywoływanych właśnie przez takie wirusy, jak grypa, RSV, SARS-CoV-2 czy wirusy grypopodobne" – wyjaśniła.
"Według prognoz kolejna fala koronawirusa spodziewana jest na przełomie roku 2022/2023. Jak dodamy do tego zachorowania na grypę i RSV, to czeka nas w tym czasie kumulacja" – uzupełniła.

Nawiązując do tych zagrożeń, podkreśliła wagę profilaktyki przeciwwirusowej w minimalizowaniu ryzyka zakażenia i jego następstw. "Co prawda przeciwko RSV nie mamy szczepionki, jednak możemy zaszczepić się przeciwko grypie i przeciwko SARS-CoV-2" – podkreśliła.
"Chodzi nie tylko o to, aby przeciwdziałać skutkom infekcji wirusowych, ale także o to, aby zmniejszyć ryzyko koinfekcji, czyli jednoczesnego zakażenia różnymi wirusami, bo jej konsekwencje mogą być bardzo poważne z zapaleniem płuc włącznie. Ciągle jest jeszcze dobry moment, żeby zdążyć przed tą kumulacją zakażeń wirusami oddechowymi” – powiedziała profesor.
Poinformowała, że koinfekcje częściej występujące u dzieci, stanowią około 10–30 proc. wszystkich wirusowych infekcji dróg oddechowych.
"Zarówno wirus grypy, jak i RSV pojawiają się w tym samym czasie, a zatem jest bardzo prawdopodobne, że dana osoba może zakazić się obydwoma tymi wirusami" – wyjaśniła ekspertka.
Uzupełniła, że kliniczny wpływ koinfekcji nie jest do końca jasny, ale według niektórych doniesień może skutkować ona zwiększoną częstością występowania trudnego do leczenia wirusowego zapalenia płuc. Jednoczesna obecność wirusów grypy i RSV w organizmie może sprawić, że obydwa trafią do tej samej komórki.
Aby zbadać, co się w niej dzieje w takiej sytuacji, w laboratorium przeprowadzono kontrolowane doświadczenie z wykorzystaniem linii komórkowych.
"Naukowcy jednocześnie zainfekowali ludzkie komórki nabłonkowe płuc obydwoma wirusami i po raz pierwszy zaobserwowali wirusa hybrydę, powstałego z połączenia wirusa grypy i RSV. Eksperci odkryli, że wirusy zamiast konkurować ze sobą, połączyły się, tworząc hybrydowy wirus w kształcie palmy – +pień+ stanowił RSV, a +liście+ – wirus grypy" – poinformowała profesor, podkreślając, że powstał zupełnie nowy rodzaj patogenu wirusowego.
Dodała, że hybryda była w stanie infekować sąsiednie komórki nawet mimo obecności przeciwciał przeciwko grypie, które zwykle blokowałyby infekcję.
"Taka budowa nowego wirusa rozszerza też repertuar komórek, do których może się dostać. Podczas gdy grypa zwykle infekuje komórki nabłonkowe w nosie, gardle i tchawicy, RSV preferuje komórki tchawicy i płuc" – dodała specjalistka.
Nawiązując do tego odkrycia, zaznaczyła, że w tej chwili nie można udowodnić, czy pojawienie się zapalenia płuc u pacjenta jest efektem tworzenia się właśnie takich hybryd.
"Tej obserwacji dokonano w warunkach laboratoryjnych. Dalszym etapem będzie powtórzenie tego doświadczenia, ale już z udziałem zwierząt" – przekazała.
"Jednocześnie postawiono pytanie, czy hybrydy powstają tylko w przypadku koinfekcji wirusa grypy i RSV, czy też jest to możliwe z udziałem innych wirusów, na przykład SARS-CoV-2. Na wyniki badań musimy jeszcze poczekać, ale z pewnością jest to ogromnie interesujące" – dodała profesor Szuster-Ciesielska.
Wirusolog prof. Pregliasco: to nie wirus osłabł, ale my jesteśmy silniejsi. Pandemia potrwa jeszcze 2-3 lata
“To nie koronawirus osłabł, ale my jesteśmy silniejsi dzięki szczepieniom” - powiedział PAP profesor Fabrizio Pregliasco, wirusolog i badacz z uniwersytetu w Mediolanie. Jego zdaniem pandemia może potrwać jeszcze dwa, trzy lata.
Pytany o to, na jakim obecnie etapie jest pandemia, odparł: "Jesteśmy w fazie przemian; między tym, co było prawdziwą pandemią w pełnym tego słowa znaczeniu, a tym, co będzie jej dalszym rozwojem. Teraz mamy etap przechodzenia od wariantu Omikron do nowych mutacji".
"Będą - zaznaczył - nowe mniejsze, rosnące fale zakażeń, ale mniej napastliwe dzięki odsetkowi osób zaszczepionych" - ocenił.
Na pytanie o to, czy już można mówić o tym, że koronawirus staje się jak wirus grypy sezonowej, profesor Pregliasco odpowiedział: "Na to jest jeszcze za wcześnie. W przyszłości tak będzie, bo ewoluuje w stronę mniej ciężkiego przebiegu, ale przede wszystkim dlatego, że duża część z nas jest zaszczepiona lub ma odporność po zakażeniu. W tym sensie można przewidywać taki rozwój".
W opinii słynnego włoskiego wirusologa nadchodząca zima pod względem zakażeń nie będzie tak ciężka, jak poprzednie.
"Uważam, że będziemy mogli dać sobie radę, choć konieczne będzie nowe, większe zaangażowanie służby zdrowia. Już widzimy w szpitalach wzrost liczby pacjentów. Będzie więcej zajętych łóżek. Ale powinniśmy dać radę" - oświadczył.
"To, co się wydarzy, zależeć będzie też od tego, ile osób zaszczepi się po czterech - sześciu miesiącach od wyleczenia z Covid-19 i ile wśród tych, którzy mają obniżoną odporność" - stwierdził.
Tłumacząc wciąż wysoką we Włoszech liczbę zgonów - po kilkadziesiąt dziennie - profesor Pregliasco podkreślił: "Wirus krąży. Jest narracja, że wszystko już się skończyło, ale faktycznie dane dotyczące liczby zakażeń są niedoszacowane".
"Jest nadal ryzyko, że niektóre osoby będą dalej się zarażać" - ostrzegł.
"Pandemia się nie skończyła. Kiedy się skończy, trudno przewidzieć, ale myślę, że będzie wygasać i to jest kwestia jeszcze dwóch - trzech lat" - ocenił rozmówca PAP.
Odnosząc się do pojawiających się opinii, że koronawirus osłabł, powiedział: "Nie osłabł, to my się mniej zarażamy, bo przeszliśmy już zakażenie i jesteśmy zaszczepieni, a więc silniejsi".
"Trzeba żyć dalej. Ale wiemy też, że niektórzy mogą umrzeć. Na tym polega smutek tej sytuacji" - zaznaczył włoski wirusolog.
Zapytany o to, czy we Włoszech powróci obowiązek maseczek, profesor stwierdził, że jest to możliwe i należy zakładać taką ewentualność, gdyby okazało się to konieczne.
"Należy to wziąć pod uwagę jako element zdolności organizacyjnych w odpowiedzi na gorsze scenariusze" - ocenił.
"Ujmijmy to tak: przebywanie bez maseczek także w zamkniętych pomieszczeniach nie jest zabronione. Używajmy ich zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Zwłaszcza dotyczy to osób słabszych, wystawionych na większe ryzyko" - dodał Fabrizio Pregliasco.
Z Rzymu Sylwia Wysocka
(PAP)
Autorka: Gabriela Bogaczyk
gab/ joz/


























































