Najgorszy możliwy scenariusz rozwoju wydarzeń w Gruzji to agresywne zdławienie demonstracji, aresztowanie głównych liderów opozycji, uciszenie protestujących i zmuszenie przeciwników partii władzy do emigrowania z kraju - powiedziała PAP gruzińska ekspertka Tatia Czichladze.


W poniedziałek o godz. 19 czasu miejscowego (godz. 16 w Polsce) w centrum Tbilisi rozpocznie się zwołana przez prezydent Salome Zurabiszwili demonstracja mająca pokazać sprzeciw wobec oficjalnych wyników sobotnich wyborów parlamentarnych. Według danych przedstawionych przez gruzińską Centralną Komisję Wyborczą wybory wygrała rządząca od 2012 roku partia Gruzińskie Marzenie, oskarżana o oddalanie się od standardów demokratycznych. Opozycja i prezydent nie uznają oficjalnych wyników, a obserwatorzy wskazali na nadużycia podczas wyborów.
Najgorszy możliwy scenariusz rozwoju wydarzeń to "agresywne zdławienie demonstracji, aresztowanie głównych liderów opozycji, uciszenie protestujących i zmuszenie większości ludzi, którzy nie zgadzają się (z polityką partii władzy) do emigrowania z kraju" - oceniła ekspertka ośrodka badawczego Regional Institute for Security Studies (RISS). "To z pewnością doprowadziłoby do konsolidacji rosyjskiej pozycji w kraju" - dodała.
Przeczytaj także
Najlepszy scenariusz rozwoju sytuacji zakładałby według niej "obronienie głosów przez opozycję i osiągnięcie zmiany" oraz "powrót kraju na prozachodnią ścieżkę i kontynuowanie procesu unijnej integracji".

Ekspertka podkreśliła, że w ostatnich miesiącach rosyjska obecność w Gruzji była widoczna "za pośrednictwem prorosyjskich grup i promowanych przez nie narracji". Wymieniła w tym kontekście prorosyjskie media, partie polityczne - np. Sojusz Patriotów Gruzji - i profile na Facebooku. Jak dodała, prorosyjskie podmioty próbują przedstawić Zachód jako stronę, która ingeruje w wewnętrzne sprawy Gruzji, zmuszając Tbilisi do rzekomego otwarcia drugiego frontu wojny przeciwko Rosji. Zachodnie wartości przedstawiane są jako "niepasujące" do wartości gruzińskich itd. "Jesteśmy świadkami tego rodzaju rosyjskich wpływów już od pewnego czasu" - zaznaczyła ekspertka RISS.
Dziennikarz śledczy Christo Grozew powiedział w ubiegłym tygodniu litewskiemu portalowi Delfi, że Rosja może zapewnić sobie przyjazny rząd w Gruzji tylko przez radykalne fałszerstwa wyborcze, a taki scenariusz nieuchronnie wywoła masowe protesty, które potem zostaną zdławione, podobnie jak na Białorusi w 2020 r. „Jeśli plany Rosji zadziałają, to będzie to koniec wolnej Gruzji” – ocenił Grozew, szef działu śledczego portalu The Insider, wcześniej związany z projektem Bellingcat.
Komentując tę wypowiedź, gruzińska ekspertka zaznaczyła, że trudno jest jej odnieść się do tych twierdzeń z dużą dozą pewności. Zaznaczyła jednak, że w tym kontekście niedzielna wypowiedź prezydent Salome Zurabiszwili "była bardzo interesująca".
Zurabiszwili oceniła na konferencji prasowej po spotkaniu z liderami opozycji, że gruzińscy wyborcy padli ofiarą "rosyjskiej operacji specjalnej". Według niej sobotnie wybory parlamentarne, które określiła jako "rosyjskie wybory", były "nową formą wojny hybrydowej, wypróbowaną na gruzińskim narodzie".
"To była całkowita falsyfikacja i konfiskacja waszych głosów. Wykorzystywane były wszystkie metody, które widzieliśmy w różnych krajach" - powiedziała prezydent. "Oprócz tego wykorzystywane były nowoczesne technologie do +wybielania fałszerstwa+. Nigdy takiego czegoś nie było. Byliśmy świadkami i ofiarami rosyjskiej operacji specjalnej, wojny hybrydowej" - oświadczyła.
Czichladze przyznała: "wygląda więc na to, że są podstawy, by tak twierdzić, ale nie mamy jeszcze żadnych namacalnych dowodów".
Z Tbilisi Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ jpn/






























































