Wolta Goldmana – dotąd najbardziej optymistycznie nastawionego do złota banku na Wall Street – może wyglądać jak ostatni gwóźdź do trumny złotej hossy. Od początku roku kurs złota wyrażony w amerykańskich dolarach spadł o niemal 5% i od lokalnego szczytu z początku października dzieli go już przeszło 200 USD, czyli 11,4%.
Od września 2011 roku na rynku złota obowiązuje trend boczny ograniczony przedziałem 1.525-1.800 USD/oz. Kurs kruszcu już czterokrotnie testował dolne ograniczenie tego kanału i trzy razy usiłował wybić się górą. Za każdym razem bezskutecznie. Zmianie nie uległy pozytywne fundamenty dla metali szlachetnych (masowy dodruk pieniądza, ujemne realne stopy procentowe i kryzys nadmiernego zadłużenia). Stabilnie zachowywał się też popyt na fizyczny metal, który kupowały banki centralne i fundusze ETF.
Wątpliwości są objawem siły trendu
Ale w ostatnich miesiącach coś się zaczęło sypać. Tydzień temu świat obiegła wiadomość, że fundusz George’a Sorosa pozbył się 55% swych udziałów w SPDR Gold Trust – największym ETF-ie inwestującym w fizyczny metal. Rynek zareagował nerwowo i przecenił złoto (a właściwie kontrakty terminowe) o blisko sto dolarów, niebezpiecznie blisko zbliżając się do kluczowego wsparcia 1.525 USD.
Zasoby złota w posiadaniu funduszy ETF. Dane w mln uncji
Za tą przeceną kryła się najsilniejsza od sześciu lat redukcja zaangażowanie funduszy hedgingowych i innych dużych spekulantów, którzy zmniejszyli swoje zaangażowanie w kontrakty terminowe na złoto do najniższego poziomu od grudnia 2008 roku. Ten kontrarny sygnał kupna połączony ze skrajnym wyprzedaniem rynku (RSI najniższy od 2008 roku) zapoczątkował techniczne odbicie, które w ciągu trzech ostatnich sesji podniosło cenę złota o ponad 2%.
I w tym momencie na rynek wyszli analitycy Goldman Sachs i obwieścili światu, że „odwrócenie cyklu w złocie już się rozpoczęło”. W ten sposób potwierdzili swoją prognozę z grudnia 2012 roku, w której zapowiadali rozpoczęcie bessy na rynku złota w 2013 roku. W lutym do identycznego wniosku doszli eksperci szwajcarskiego banku Credit Suisse.
Tako rzecze Goldman
Analitycy Goldman Sachs obniżyli 12-miesięczną prognozę cen złota z 1.800 USD do 1.550 USD, czyli aż o 13,9%. Tę projekcję specjaliści GS opierają na ostatnich zmianach, które zaszły na rynku. Chodzi głównie o spadek spekulacyjnej pozycji netto na Comeksie, która nie korelowała ze zmianą realnych stóp procentowych.
Wykres po lewej: spekulacyjna długa pozycja netto na Comeksie (lewa oś, w mln uncji) i rentowność amerykańskich obligacji skarbowych indeksowanych inflacją (TIPS,w %, prawa oś odwrócona). Wykres po prawej: stan posiadania złota przez ETF-y (lewa oś, w mln uncji) i rentowność amerykańskich obligacji skarbowych indeksowanych inflacją (TIPS, w %., prawa oś odwrócona).
Źródło: Goldman Sachs
„Uważamy, że ostatnie zmiany cen złota niemniej jednak ujawniły istotną zmianę w pozycjonowaniu funduszy na rynku złota oraz poziomie zaangażowanie ETF-ów. Zwłaszcza ostatnie załamanie w stanie posiadania ETF-ów (o 3,6% od początku roku – przyp. red.) stoi w ostrej sprzeczności z naszymi przypuszczeniami, że zaangażowanie w tych funduszach jest raczej napędzane przez długoterminową alokację aktywów niż przez krótkoterminowe spekulacje” – piszą analitycy Goldmana Damien Courvalin oraz Jeffrey Currie.
Krótko mówiąc, eksperci GS spodziewają się wzrostu rynkowych stóp procentowych będących efektem nadchodzącego ożywienie gospodarczego i redukcji ryzyka związanego z nadmiernym zadłużeniem. W ich ocenie niedawny odpływ gotówki z rynku złota jest potwierdzeniem tych oczekiwań i świadczy o końcu złotej hossy będąc zapowiedzią dalszego spadku cen kruszcu.
Gwiazdy, jezioro i ceny złota
Według mnie zapatrzeni w matematyczne modele analitycy Goldmana zupełnie stracili kontakt z rzeczywistością i prawdziwymi przyczynami ostatnich 12 lat wzrostu cen złota. O ile żółty metal wciąż ma przed sobą bardzo niepewną przyszłość w krótkim i może nawet średnim terminie (tj. kilku miesięcy), to na dłuższą metę trudno mi sobie wyobrazić, aby lawinowo rosnąca ilość dolarów, jenów czy funtów była w stanie kupować stałą ilość złota po obecnych cenach. Zgodnie z prawem popytu i podaży więcej papierowego pieniądza przy względnie stałej podaży złota powinno się przełożyć na wyższe ceny tego drugiego.
Posiłkując się cytatem jednego z bohaterów „Sagi o wiedźminie” można powiedzieć, że analitycy Goldman Sachs „pomylili niebo z gwiazdami odbitymi na powierzchni stawu”. Krach w poziomie spekulacyjnej pozycji na Comeksie jest moim zdaniem ewidentnym sygnałem kupna, tak samo jak jesienią 2008 roku. Również redukcja stanu posiadania ETF-ów nie musi oznaczać nic złego. W wielu funduszach tego typu istnieje bowiem możliwość zamiany jednostek udziałowych na fizyczny metal. Możliwe więc, że część z dużych i długoterminowych inwestorów po prostu (i po cichu!) zamieniła papier na złoto.
Być może, że „cena złota” – będąca obecnie kursem wirtualnego kontraktu terminowego na nowojorskiej giełdzie towarowej – będzie nadal spadać. Ale wartość realnego metalu będzie rosła i podobnie jak po bankructwie banku Lehman Brothers ceny fizycznego złota u dealerów zupełnie rozjadą się z notowaniami kontraktów na Comeksie. Tym razem może to nie być przejściowa anomalia, lecz początek nowego zjawiska.
Jeśli więc trzymasz trochę złotych monet lub sztabek i traktujesz je jako długoterminową lokatę oszczędności, to możesz spać spokojnie. Twoje złoto za 10 czy 20 lat pewnie wciąż będzie kupowało podobną ilość dóbr co obecnie, podczas gdy za 100 USD nie kupisz nawet bułki. Ale jeżeli włożyłeś pieniądze w jakiś „produkt strukturyzowany” lub fundusz operujący jedynie na wirtualnych kontraktach, to już możesz zacząć się martwić.
Krzysztof Kolany
Główny analityk Bankier.pl




























































