Kancelaria premiera poinformowała w piątek o zarządzeniu godziny policyjnej i wysłaniu na ulice wojska, poinformowała agencja AFP. Agencja oszacowała na podstawie informacji od szpitali, że w trakcie ataków policji na protestujących w Bangladeszu studentów zginęło co najmniej 105 osób.


"Wojsko zostaje wysłane w celu udzielenia pomocy władzom cywilnym" – powiedział agencji AFP rzecznik prasowy premiera Nayeemul Islam Khan.
Agencja, powołując się na informacje od lokalnej policji, podała, że wcześniej demonstranci uwolnili "setki" więźniów z zakładu penitencjarnego w leżącym o około 40 km od Dhaki mieście Norszinhdi. Następnie więzienie zostało podpalone.
Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka Volker Turk potępił piątkowe represje, krytykując "szczególnie szokujące i niedopuszczalne" ataki sił policyjnych na protestujących studentów. Jak podaje Associated Press, funkcjonariusze sił bezpieczeństwa w piątek otworzyli ogień do ponad 1000 osób, które zgromadziły się przed siedzibą państwowej telewizji BTV. Reporter agencji AP relacjonował, że policjanci strzelali do tłumu gumowymi kulami, użyto też granatów hukowych i gazu łzawiącego. Dzień wcześniej gmach telewizji został podpalony przez protestujących.
W piątek władze zakazały wieców, procesji i zgromadzeń publicznych w stolicy. W czwartek odcięły dostęp do internetu. W środę wszystkie uniwersytety w Bangladeszu zawiesiły zajęcia i zamknęły akademiki.

AFP: policja strzela do demonstrantów z ostrej amunicji
Policja ostrzelała w sobotę demonstrantów w stolicy Bangladeszu, Dhace, ostrą amunicją – poinformowała agencja AFP, dodając, że co najmniej jedna osoba została ranna.
Według AFP do interwencji sił policyjnej z użyciem ostrej amunicji doszło w sobotę w dzielnicy Rampura podczas demonstracji przeciwko godzinie policyjnej wprowadzonej dzień wcześniej przez władze w celu powstrzymania narastających niepokojów społecznych, głównie protestów studenckich.
Wcześniej władze zdecydowały się na wysłanie na ulice wojska. Zakazały także wieców, procesji i zgromadzeń publicznych w stolicy. Odcięły również dostęp do internetu. W środę wszystkie uniwersytety w Bangladeszu zawiesiły zajęcia i zamknęły akademiki.
W tym tygodniu podczas studenckich demonstracji zginęło w Bangladeszu co najmniej 115 osób. (PAP)
Studenci protestują m.in. przeciwko kwotowemu systemowi naboru absolwentów wyższych uczelni na rządowe posady - zgodnie z nim 30 proc. stanowisk jest zarezerwowane dla krewnych osób, które walczyły w wojnie o niepodległość z 1971 r. Protestujący twierdzą, że system ten jest dyskryminujący, ale korzystny dla zwolenników premierki Sheikh Hasiny, która w tym roku po raz piąty stanęła na czele rządu.
Do rozpoczętych na początku miesiąca demonstracji dochodziło niemal codziennie, od poniedziałku przerodziły się one w gwałtowne starcia. Kryzys społeczny przerodził się w kryzys polityczny, a premierka dolała oliwy do ognia, porównując demonstrantów do pakistańskich "kolaborantów" z okresu wojny wyzwoleńczej w 1971 r. "Kpiny z nich były atakiem na ich godność. To był także sygnał, jak bardzo demonstranci nie mają żadnego znaczenia dla reżimu, który uważa się za stojący ponad prawem" – stwierdził Ali Riaz, profesor politologii na Uniwersytecie Illinois.
os/ mms/ sp/



























































