Po świetnym kwietniu główne indeksy warszawskiej giełdy złapały zadyszkę. Nie tylko notują spadki, ale radzą sobie gorzej, niż indeksy z innych europejskich rynków.


Spadkiem o 1,9 proc. zakończył WIG20 środową sesję, która była tym samym czwartą spadkową z rzędu. Słabo wypadły i inne główne indeksy GPW. O 1,6 proc. w dół poszedł WIG, 1 proc. stracił mWIG40, 0,3 proc. zaś sWIG80. Obroty na szerokim rynku wyniosły 987 mln zł. Warto dodać, ze WIG20 był tym samym najgorszym głównym indeksem w Europie. Na Starym Kontynencie przeważały wprawdzie spadki, ale jedynie lekkie. Na Wall Street indeksy po rozpoczęciu handlu oscylowały zaś w okolicach wczorajszych zamknięć.
To zresztą nie pierwsza sesja, gdy WIG20 razi słabością. Po świetnym kwietniu - najlepszym miesiącu na GPW od dekady - maj prezentuje się póki co fatalnie. W nowy miesiąc weszliśmy poniedziałkową przeceną aż o 2,9 proc., wówczas słabo radziły sobie jednak niemal wszystkie globalne indeksy. Wtorek na wielu giełdach przyniósł odbicie, WIG20 stracił jednak wtedy kolejne 0,1 proc. Dziś znów polski indeks blue chipów znalazł się w europejskim ogonie. Mimo częściowego otwarcia gospodarki, proces giełdowego odrabiania strat po koronawirusowym krachu wyraźnie na GPW wyhamował. Spadła też aktywność inwestorów, bo o ile średnie dzienne obroty w kwietniu sięgnęły 1,2 mld zł, o tyle w maju ani razu nie udało się sforsować poziomu 1 mld zł.
Otoczenie wciąż jest wymagające, wiele złego już jednak w wycenach ujęto. Przypomnijmy, że 21 lutego, przed koronawirusowym krachem, WIG20 notowany był na poziomie 2088 pkt., dziś jest to 1568 pkt. Dobitnie pokazywał to kwiecień. Marzec dla giełdy był fatalny, w kwietniu pojawiło się jednak mocne odbicie mimo fatalnych danych, które zaczęły napływać z gospodarki. Tych nie brakowało zresztą i dziś. Przykładowo w USA liczba etatów w ciągu miesiąca zmalała o trudno wyobrażalną liczbę przeszło 20 milionów. Dane te nie wywołały dziś jednak przeceny na Wall Street. Warto też zwrócić uwagę na opublikowane dziś prognozy Komisji Europejskiej. Według analityków PKB w Polsce może skurczyć się o 4,3 proc. w 2020 roku, będzie to jednak najniższy spadek w całej UE. Giełda zachowuje się jednak odwrotnie i polskie indeksy w maju należą do najsłabszych w UE.
Wśród najmocniej spadających dziś dużych spółek wyróżniało się przede wszystkim JSW (-5,8 proc.). Z jednej strony w górnośląskich kopalniach szaleje koronawirus, z drugiej nie brakuje plotek o ratowaniu PGG np. poprzez zaangażowanie w proces JSW. Mocne spadki zanotowali także CCC (-4,9 proc.) oraz PGE (-3,9 proc.).

Warty uwagi był również Orlen (-3,2 proc.). Spółka przed sesją opublikowała wyniki za I kwartał, z których wynika, że koncern zanotował stratę sięgającą aż 2,2 mld zł. Zysk operacyjny sięgnął jednak 1,6 mld zł, a fatalny wynik netto to przede wszystkim efekt aktualizacji wycen związanych ze spadkami cen ropy naftowej. To zdarzenie jednorazowe, dodatkowo przedstawiciele spółki przekonywali, że popyt na paliwo wraca do normy po lockdownie. W kontekście Orlenu nie można także zapominać o wczorajszej informacji dotyczącej cięcia o 2/3 dywidendy. Zarząd zmienił swoje wcześniejsze zapowiedzi i zarekomenduje walnemu wypłatę nie 3 zł na akcję, a złotówki. Najprawdopodobniej duży w tym udział przebiegu wezwania na Energę, o czym szeroko pisaliśmy tutaj.
Środa była jednak fatalna dla zdecydowanej większości spółek z WIG20. Jedynym podmiotem z indeksu, który dziś urósł, był CD Projekt (+0,7 proc.). Druga najlepsza spółka - Santander - zanotowała stratę i to sięgającą aż 1 proc. Wyprzedaż akcji blue chipów była zatem bardzo szeroka.
Adam Torchała

























































