Funduszom zagranicznym zarzuca się, że podawana przez nie stawka za zarządzanie nie obejmuje między innymi kosztów marketingu, audytu, agenta transferowego oraz depozytariusza. Potwierdza to KPWiG, która bada materiały informacyjne zagranicznych funduszy. „W ich statutach opłaty nie są tak precyzyjnie opisane, jak w przypadku polskich funduszy. Zdarza się, że podawane jest tylko wynagrodzenie firmy zarządzającej” – powiedział Łukasz Dajnowicz, rzecznik KPWiG. „W sumie koszty mogą wynosić drugie tyle, co sama opłata za zarządzanie” – szacuje cytowany przez „Parkiet” Sebastian Buczek, wiceprezes ING TFI.
Jednak również w polskich funduszach zdąża się że niektóre, z wspomnianych wcześniej wydatków, nie są pokrywane z opłat za zarządzanie, ale z aktywów funduszu. Koszty na przykład agenta transferowego nie wchodzą wtedy do limitu i ich stawki nie są zawarte w statucie. Według Piotra Kuby, członka zarządy Skarbiec TFI, standardowo do limitu nie wlicza się opłat brokerskich i różnego typu podatków, których w Polsce generalnie nie ma, ale występują w funduszach inwestujących za granicą. Według jego szacunków płaty brokerskie w ciągu roku mogą wynieść nawet 0,5 – 1,5 proc. wartości aktywów.
A.O.





























































