Fundacja Centaurus: Czy zostało w nas coś z ułanów?

Ciężarówki, które wiozą konie do włoskich czy francuskich rzeźni, najpierw przejeżdżają im po pęcinach. Od zwierzęcia z połamanymi nogami tak jak od padliny nie jest pobierane cło. „Przedsiębiorcy” nie dbają o takie detale, jak fakt, że zwierzę w potwornych mękach odbywa swą ostatnią podróż. W takim wypadku śmierć w kabanosie jest dla nich w pewien sposób wybawieniem.

Naród husarzy i ułanów nie może niestety poszczycić się nawet nikłym ułamkiem respektu, jaki żywiono w przeszłości do koni. Jedną z organizacji pozarządowych, która pragnie zmienić tą sytuację jest Fundacja Centaurus. Centaury to mityczne istoty, połączenie konia z człowiekiem - nazwa idealnie pasująca do stowarzyszenia, które pomaga koniom równocześnie organizując hipoterapię i zajęcia dla młodzieży.

Sorbona pracowała ponad swoje siły znaczną część swojego życia. Pewnego dnia zapadł wyrok: złamanie kości pęcinowej prawej przedniej nogi. Dodatkowo po zrobieniu zdjęć, okazało się, że rozwarstwienie kości sięgnęło półtora centymetra, zaś druga kość wbiła się klinem w tę przerwę. Koń nie miał praktycznie szans. Po dokładnej analizie złamania weterynarz zdziwił się, że Sorbona nie umarła wcześniej - z potwornego bólu. Uratowana przez życzliwego człowieka i fundacje spokojnie skubie trawę na nadodrzańskiej łące.

Celem organizacji pozarządowej jest ratowanie koni od rzezi oraz odbieranie ich nieodpowiednim właścicielom. Zwierzętom zapewnia się właściwą opiekę we wrocławskiej stajni oraz w innych zaprzyjaźnionych ośrodkach. Konie, w przeciwieństwie do ludzi, nie znają pojęcia egoizmu. Część z nich po przejściu odpowiedniej rehabilitacji i szkolenia sama pomaga w hipoterapii dzieci. Mięśnie osoby jeżdżącej na koniu pracują tak samo jak podczas pieszych wędrówek, dlatego też ta forma terapii jest niekiedy jedyną szansą dla niepełnosprawnych dzieci na podtrzymanie sprawności fizycznej. Konie natomiast nareszcie znajdują serdeczność oraz zainteresowanie u ludzi im życzliwych. Uczą się, że człowiek to nie tylko ból i cierpienie.



3 lata temu Kasztana urodziła się z przeznaczeniem na rzeź. Nigdy nikt nie dał jej szansy, nigdy nie została przyjaźnie poklepana, nie znała weterynarza ani kowala. Zanim trafiła do fundacji nie miała swojego imienia - przecież nikt nie nazywa kotleta. Jest już bezpieczna.

Informacje o koniach potrzebujących pomocy trafiają do fundacji najczęściej za pośrednictwem maili czy telefonów osób, którym los zwierząt nie jest obojętny. Organizacja pozostaje również w kontakcie z „ludzkim” rzeźnikiem, który sprzedaje stowarzyszeniu konie po tzw. kosztach. Najczęściej daje on znać, gdy do jego zakładu trafia klacz źrebna, czyli spodziewającą się potomstwa. Właściciele niekiedy celowo sprzedają je w takim stanie do rzeźni, ponieważ koń staje się wtedy spokojniejszy, no i waży 20 kg więcej. Cena kilograma to około 7 złotych.

Alhambra była klaczą, która miała wszystko: najlepszą paszę, sławnych kowali i nieustanną opiekę weterynarza, dopóki startowała w wyścigach. Kiedy zaczęła mieć problemy z chodzeniem, nagle z oczka w głowie przerodziła się w uciążliwą, niechcianą kobyłę, którą chowano przed gośćmi, bo przestała być obiektem westchnień, zaś stała się wstydliwą tajemnicą. Kulejąca, trzymana całymi dniami w ciemnym boksie zrobiła się agresywna i złośliwa. Została w ostatniej chwili wykupiona przed ostatnią swą podróżą do rzeźnika. Obecnie zajmuje boks obok Kasztany.



Finanse fundacji pochodzą z darowizn oraz 1% podatku, który każdy z nas może oddać wypełniając odpowiednią rubrykę w deklaracji podatkowej. Istnieje także możliwość adopcji konia, zarówno bezpośredniej, oznaczającej opiekę nad wybranym koniem w stajni oraz ponoszenie z tego tytułu wszystkich kosztów, jak i na odległość, która polega na przekazywaniu określonej kwoty pieniędzy co miesiąc na utrzymanie pupila. „Wirtualny właściciel” zostanie wymieniony z imienia i nazwiska na boksie konia oraz na stronie internetowej. Jednak należy zaznaczyć, że zwierzęta z fundacji wiele już przeszły. Jeśli ktoś szuka idealnego konia, to nie jest to odpowiednie miejsce. Jak na razie organizacja ta nie posiada żadnego Araba czy Andaluza, w zamian oferuje przywiązanie i miłość dwóch trzydziestoletnich koników, jednego niewidomego oraz innych ze złamanymi pęcinami i zerwanymi ścięgnami.

Ruter to roczny ogier śląski. Kiedy przyjechał do fundacji, nikt nie dawał mu żadnych szans. Cierpiał na przykurcz przedniej lewej nogi, który był tak dalece posunięty, że koń praktycznie nie był w stanie się poruszać. Operacja sfinansowana z datków udała się - Ruter rozrabia jak każda młoda istotka.



Jak na razie Urząd Miasta nie był w stanie pomóc fundacji. Miejmy nadzieję, że niedługo się to zmieni, przecież nie chodzi tutaj tylko o konie, lecz także o dzieci. Spędzając czas ze zwierzętami, uczą się opieki. Pracownicy Centaurusa planowali zorganizować ferie zimowe w mieście dla najmłodszych. Niestety z powodu braku sponsorów nie udało się w pełni rozwinąć skrzydeł - może uda się zebrać więcej wolontariuszy i funduszy na wakacje.

Fundacja otrzymała telefon w sprawie konia, który cały zakrwawiony przebywał pod bramą jednej z polskich rzeźni. Właściciel zakładu pozostawił go tam na pewną śmierć, żeby zaoszczędzić sobie trudu zabijania. Koń męczył się ponad dwie doby. Próbował nawet uciec, resztką sił przebiegając pięć kilometrów. Jednak „młodzież” wracająca z dyskoteki, która znalazła go w środku lasu, pozostała bezduszna. Zadzwoniła nie do organizacji Centaurus (sprawa była na tyle głośna, że wiedziało już o niej całe miasteczko, które urządzało wycieczki, aby popatrzeć na umierające zwierze) ani na policję, lecz prosto do rzeźni. Ponownie przedsiębiorca położył konia na trawie tym razem za bramą zakładu, aby fundacja nie była w stanie mu pomóc bez włamania. Mimo usilnych starań nie udało się go uratować.

Nie należy przechodzić obok takich tragedii obojętnie.



Dziękuję za ogrom pomocy i niezwykłą serdeczność, jaką uzyskałam od Ewy Mastyk i innych przedstawicieli Fundacji Cenaturus podczas pisania tego artykułu.

Agata Wojciechowska

FUNDACJA CENTAURUS

1% przekazany od 500 osób o najniższej płacy krajowej pozwoli uratować jednego konia. Nie zastanawiaj się długo – może czekają tylko na Ciebie


Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 2 ~Jolka

wystarczy wejść na forum qnwortal -u włosy się jeżą na głowie jak się czyta co ta fundacja wyrabia :/

! Odpowiedz
0 0 ~koniara

kiedy weszlam ostatnio na allegro i ogladalam jakie sa konie na sprzedaz to zobaczylam baRDZO BRUDNEGO ,mokrego , smutnego i zaniedbanego konia,ktory mial ciasno uwiazany sznurek zamiast oglowia a ......czlowiek trzymal koniec tego sznurka!!!!!!!!!!!!! wejdzcie na allegro i pomozcie rowniez tym koniom ktore sa bardzoooooooooooo zaniedbane jesli mozecie

Pokaż cały komentarz ! Odpowiedz
0 0 ~koniara

ile sie placi za zaadoptowanie konia???

! Odpowiedz
0 0 ~koniara

nie ukonczylam jeszcze 18 lat i niewiem jak pomoc tym koniom.jesli wiecie jak moge w jaki kolwiek im pomoc to napiszcie

! Odpowiedz
0 0 ~pomoc

pomagam Wam, ale niepokoja mnie zle opinie o Centaurusie. Czy macie swiadomosc, ze to wplywa na brak zaufania do fundacji? jak temu zamierzacie zapobiegac?

! Odpowiedz
0 0 ~KUBA.U

NAPEWNO UDA WAM ZADOPTOWACI KONIA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

! Odpowiedz
0 0 ~ANDRZEJ.K

TA FUNDACJA JET POMOCOM DLA NIEKTURYCH KONI JA MAM 14 LAT JEZDZE KONNO OD 2 LAT NIGDY NIE WIDZIALEM KONISKICH LEZ I NIE CHCIAL BYM ZOBACZCI TAKICH LEZ KONI JEST DLAMNIE NAJWIEKSZM PRZJACIELEM NIE MAM KONIA ALE CHCEMY Z MAMOM ADOPTOWAC CZY TO JEST MOZLIWE????????????

!
Polecane
Najnowsze
Popularne