Nowy tydzień szwajcarska waluta zaczyna poniżej okrągłego poziomu 4,00 zł. Wciąż nie można jednak przesądzić, jak długo sytuacja ta się utrzyma.


Z mniej niż 4 zł „na liczniku” mieliśmy do czynienia już w piątkowe popołudnie. Wówczas kurs utrzymał się poniżej tej psychologicznej bariery ledwie przez około godzinę, choć i tak na uwagę zasługiwała dzienna skala spadków w skali tygodnia – w poniedziałek 26 stycznia frank zaczynał blisko 4,30 zł.
Nowy tydzień rozpoczęliśmy z kursem otwarcia 4,011 zł, a 4,00 zł „pękło” w momencie, gdy większość Polaków jeszcze smacznie spała. Od tamtego momentu do powrotu powyżej 4,00 zł brakuje bardzo niewiele, lecz jednemu z najbardziej „medialnych” kursów walutowych ostatnich dni wciąż się nie udało.

Podobnie jak w piątek, także i dziś na rynkach obecne są pogłoski i spekulacje dotyczące możliwej interwencji Szwajcarskiego Banku Narodowego. Ziarno wątpliwości wśród inwestorów zasiał w ubiegły wtorek wiceprezes SNB Jean-Pierre Danthine.
- Jesteśmy przekonani, że rynek się jeszcze nie ustabilizował. Wzajemne kursy euro, franka i dolara jeszcze nie ustaliły się po ostatnich wydarzeniach – mówił w wywiadzie dla „Der Tages-Anzeiger” Danthine, dodając, że "SNB jest zawsze w gotowości, aby zainterweniować na rynku walutowym".
Nieco światła na styczniowe działania szwajcarskiego banku centralnego z pewnością rzuci informacja o stanie rezerw walutowych, którą poznamy w piątek 6 lutego (09.00). Z kolei obrazujący kondycję szwajcarskiego przemysłu – na który przemożny wpływ ma kurs waluty – indeks PMI poznamy już dziś o 9.30. Jeżeli odczyt będzie niższy od oczekiwań (50,4 pkt. wobec 54 pkt w grudniu), wówczas możemy spodziewać się, że więcej inwestorów zacznie obstawiać grę SNB na utrzymanie kursu franka na poziomie, który nie będzie szkodził lokalnym eksporterom.
Aktualizacja: Po rozpoczęciu porannego handlu, frank szwajcarski nadal taniał. Tuż przed 9.30 szwajcarska waluta kosztowała już jedynie 3,94 zł.



























































