Podczas gdy WealthSeed oraz robodoradztwo Aion żegnają się z rynkiem, Finax ogłosił, że po wielu latach działania osiągnął po raz pierwszy kwartalny zysk. Co stoi za sukcesami i porażkami fintechów oferujących pasywne inwestycje?


Automatyczne inwestowanie w ETF-y wydawało się wdzierać szturmem na polski rynek, jako atrakcyjna alternatywa dla domów maklerskich i niskooprocentowanych lokat. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej bezwzględna niż zakładały biznesplany niektórych fintechów. W poprzednim tygodniu swoje usługi na tym polu zakończył Aion Bank i WealthSeed.
Zaczęło się od belgijskiego fintechu. Polski oddział Aion Banku umożliwiał automatycznie inwestowanie w ETF-y z całego świata w modelu subskrypcyjnym. W weekend przed tygodniem spółka poinformowała swoich klientów, że “istnieje duże prawdopodobieństwo”, że przestanie świadczyć usługi zarządzania ich portfelami. Jako przybliżoną datę graniczną podano 1 września i zachęcono do likwidacji kont. W przeciwnym wypadku Aion sam zrobi to po rozwiązaniu umowy z 30-dniowym okresem wypowiedzenia. Koniec robodoradztwa oznacza straty dla części klientów fintechu, którzy zamiast prostego, długoterminowego oszczędzania będą musieli teraz zająć się likwidacją kont, ponieważ nie mają możliwości przeniesienia rachunków gdzie indziej. W przyszłym roku czeka też na nich podatek, jeżeli wypracowali zyski.
WealthSeed, który wystartował w Polsce w 2022 roku, był jedną z najtańszych platform na rynku, oferując polskie i zagraniczne akcje oraz setki międzynarodowych ETF-ów. 7 czerwca klienci fintechu otrzymali wypowiedzenia umowy i mają 30 dni na przeniesienie swoich aktywów. W tym wypadku spółka umożliwi im przynajmniej bezpłatny transfer polskich instrumentów (od zagranicznych pobierze opłatę w wysokości 0,95 proc. wartości aktywów). Jeśli klienci przeoczą termin, WealthSeed będzie mógł sprzedać ich instrumenty “po cenie umożliwiającej realizację transakcji”, co może również przełożyć się na straty. Spółka wyjaśniła, że z uwagi na sytuację rynkową zamierza skoncentrować się na ofercie dla klientów instytucjonalnych.
Z drugiej strony widzimy przykład platformy Finax, która poinformowała przed kilkoma dniami o wykazaniu pierwszego kwartalnego zysku od momentu rozpoczęcia świadczenia usług w 2018 roku. Na dziś spółka posiada w Polsce rekordowo wysokie aktywa o wartości 68 mln EUR przy 440 mln EUR w całej grupie. Nasz kraj jest jej drugim największym rynkiem po Słowacji.

Trudny rynek ETF-ów
Historie Aion Banku i WealthSeed mają kilka cech wspólnych, które mogły wpłynąć na ich niepowodzenie. Jak zwracał uwagę Michał Duniec z portalu Analizy.pl, pierwszym z nich był brak skali, który w połączeniu z wysokimi kosztami oferowania ETF-ów i prowadzenia działalności, uniemożliwił osiągnięcie rentowności. Z usług Aion Banku korzystało w szczytowym momencie 20 000 osób i tylko część z nich z robodoradztwa. WealthSeed prowadził około 10 000 rachunków.
Same ETF-y wciąż nie cieszą się też dużą popularnością wśród polskich inwestorów i opieranie na nich swojej oferty okazało się złym krokiem. Do trudności, z którymi mierzą się fintechy działające w branży, można dorzucić globalną konkurencję. Niektórzy, tak jak WealthSeed próbują przyciągnąć klientów niskimi opłatami, które pozwolą im zbudować pewną bazę użytkowników, ale bez efektu skali finalnie czynią przedsięwzięcia nieopłacalnymi.
Słowacki fintech Finax stopniowo rozszerzał działalność na Węgry, Czechy oraz Polskę i posiada międzynarodową bazę klientów, która osiągnęła 47 000 osób. Spółka wykorzystała kolejne rundy finansowania, żeby dotrzeć do etapu, w którym liczba użytkowników stała się wystarczająca do generowania zysku.
- Jak się nam to udało? Najważniejsze jest zbudowanie zaufania, bo Polak, podobnie jak Słowak, jest bardzo nieufny, jeśli chodzi o finanse. - komentuje Przemysław Barankiewicz, dyrektor polskiego oddziału Finax.
- Chęć uzyskania szybko rentowności, co nam się już udało, to nie wydawanie milionów na marketing i zjeżdżanie z cen, ale raczej marketing bazujący na pomyśle, bliższej relacji z generacją Z, na współpracy z blogerami, prostocie produktu. Wiemy ile możemy wydać na jednego klienta, żeby być rentowni i nie wydajemy więcej. Teraz jest rynkowe "sprawdzam", bo skończyła się era darmowego pieniądza i okazuje się, że taka polityka się opłaca - dodaje.
































































