REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Europejski rynek mieszkaniowy dostał zadyszki

2008-06-19 13:18
publikacja
2008-06-19 13:18
Europejski rynek mieszkaniowy dostał zadyszki i ceny mieszkań przestały gwałtownie rosnąć. W konsekwencji takie kraje jak, Hiszpania, Wielka Brytania i Irlandia zmagają się z kryzysem na rynku budowlanym. Scenariusz w każdym wypadku jest podobny - najpierw dynamiczny wzrost cen nieruchomości, wzrost poziomu zadłużenia, a potem trudności ze zbytem, spadek cen, kłopoty z wypłacalnością i fala bankructw. Narzuca się pytanie, czy taki scenariusz nie realizuje się właśnie w Polsce. Eksperci Euler Hermes zanalizowali symptomy kryzysu w Hiszpanii i porównali je z sytuacją na polskim rynku. Wnioski płynące z tej analizy budzą niepokój i zachęcają do ostrożności.

Faktem, jest, że Polsce w ciągu ostatnich trzech lat ceny nieruchomości wzrosły o ponad 100 proc. Wyraźnie widać także stagnację na rynku, która pogłębia się od początku 2008 roku i zaczyna już przekładać się na spadek cen nieruchomości. Skutki korekty coraz silniej zaczyna odczuwać już branża firm budowlanych.



Objawy choroby



"Obserwowana obecnie zadyszka części inwestorów pociąga za sobą niekorzystne skutki, takie jak, wydłużenie płatności - obserwowane przez Euler Hermes od listopada ub. roku - i w efekcie zatory płatnicze oraz wzrost upadłości w branży. W I kwartale 2008 liczba sądowo zakończonych upadłości wzrosła o 80% w stosunku do analogicznego okresu w 2007 roku. Korekta ta eliminuje razie pierwszej kolejności najsłabsze finansowo firmy, które zawsze najpóźniej odczuwają poprawę koniunktury gospodarczej, są też pierwszymi ofiarami perturbacji na rynku. Istnieje obawa kontynuacji tego efektu domina wskutek zatorów płatniczych. Ich skutki odczuwa już m.in. branża stalowa, dosyć mocno związana z trendami w budownictwie" - mówi Tomasz Starus, dyrektor działu oceny ryzyka w Euler Hermes.



Najszybciej skutki korekty rynkowej odczuwają firmy operujące w sektorze mieszkaniowym. W efekcie widoczne stają się kłopoty części deweloperów, którzy spodziewając się utrzymania wieloletniej dynamiki wzrostu cen poczynili duże inwestycje w nieruchomości.



"Zahamowanie wzrostu cen mieszkań oraz nieuwzględnienie - zwłaszcza przez nowych inwestorów - wyższych niż prognozowane wzrostów cen materiałów, energii i robocizny spowodowało u części z nich kłopoty z płynnością finansową. Również w tym wypadku uderza to przede wszystkim w mniejsze firmy wykonawcze - słabsze finansowo i znajdujące się na końcu długiego łańcucha płatności. Przeciągające się procedury inwestycyjne i mało skuteczna absorpcja środków unijnych powodują z kolei, że znacznie spowolnione są inwestycje infrastrukturalne" - tłumaczy Tomasz Starus z Euler Hermes.



Polska szlakiem Hiszpanii



Nie można wprost porównywać sytuacji Polski do Hiszpanii. Mimo to analogii jest wiele, choć w Polsce wiele procesów odbywa się w przyspieszonym tempie.



Rynek mieszkaniowy - mimo postępu w kilku ostatnich latach - wciąż nie jest tak rozwinięty jak w Hiszpanii. Zamiast nadwyżki mieszkań, mamy ich strukturalny niedobór. W dłuższej perspektywie zapotrzebowanie będzie wiec rosło, chociaż deweloperzy pogodzić się muszą z tym, że margines zysku nie będzie tak duży, jak w ostatnich latach. Nie obędzie się więc bez znacznych obniżek cen, co nie pozostanie bez wpływu na kondycję finansową wielu firm branży budowlanej i trudności w regulowaniu zobowiązań.



"Obserwujemy coraz większe zainteresowanie firm z sektora budowlanego naszą ofertę z zakresu ubezpieczeń należności. Deweloperzy wciąż starają się zaklinać rzeczywistość, dementując publicznie podwyższone ryzyko, ale sygnały z rynku świadczą o czymś innym. Branża budowlana jest szczególnie narażona na negatywny efekt domina przy zatorach płatniczych, gdyż przy dużych projektach uczestniczy często nawet kilkudziesięciu podwykonawców. Dla firm na końcu łańcucha finansowego, które mają takiego zaplecza finansowego, jak koncerny budowlane, kilkumiesięczne opóźnienie w płatności często kończy się bankructwem" - mówi Krzysztof Chechłacz, Członek Zarządu Towarzystwa Ubezpieczeń Euler Hermes S.A.



Dotychczas mieliśmy do czynienia z rokrocznym spadkiem liczby upadłości w tej branży o średnio 40%. Dane z pierwszych miesięcy tego roku świadczą o odwracaniu się tego trendu - znów wzrasta liczba bankructw. Inny przykład to opóźnienia płatnicze - jeszcze do końca ubiegłego roku zmniejszała się liczba trudnych długów, czyli należności przeterminowanych ponad 120 dni. Stanowią one obecnie ponad 5% sumy należności w budownictwie, stawiając je wciąż w grupie branż z największymi opóźnieniami płatniczymi.



Z drugiej strony instytucje nadzoru finansowego usiłują zmniejszyć niebezpieczeństwo "bańki kredytowej", wprowadzając kolejne restrykcje bankowe w udzielaniu kredytów mieszkaniowych. Zmniejsza to dostęp do finansowania inwestycji mieszkaniowych dla coraz szerszej grupy potencjalnych klientów. Jeszcze bardziej niebezpieczne mogą być pierwsze symptomy zaostrzenia polityki kredytowej instytucji finansowych wobec firm z branży budowlanej. Brak wsparcia finansowego firmy rekompensują sobie przedłużaniem spłaty udzielonego im kredytu kupieckiego, przerzucając ciężar finansowania na swoich dostawców/wykonawców. W prosty sposób prowadzić to może do wspomnianego efektu domina w budownictwie.



Materiał prasowy Euler Hermes

Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (1)

dodaj komentarz
~Hg
prawda jest niestety taka że mieszkania w Warszawie są droższe niz mieszkania w centrum wielu zachodnich miast takich jak Wideń,Bruksela, Berlin Sztokholm. W Pradze m2 kosztuje około 2300 euro, Budapeszcie 1800euro, Bratysławie około 1200 euro w Warszawie za to ponad 3200 euro. Jest to cena o 50% wyzsza niz w Brukseli i o 40% wyzsza prawda jest niestety taka że mieszkania w Warszawie są droższe niz mieszkania w centrum wielu zachodnich miast takich jak Wideń,Bruksela, Berlin Sztokholm. W Pradze m2 kosztuje około 2300 euro, Budapeszcie 1800euro, Bratysławie około 1200 euro w Warszawie za to ponad 3200 euro. Jest to cena o 50% wyzsza niz w Brukseli i o 40% wyzsza niz w Lizbonie. W Wiedniu i Sztokholmie mieszkania sa tez tansze o 15-20% , wielu napsize ale ze nie w centrum otd ale prawda ejst taka ze tamte sa blizej centrum i w owiele ładniejszych i malowniczych dzielnicach.
jednym słowem blizej nam do Czechów i Wegrów niz do Szwedów wiec ceny muszą spać nawet ponad 50-60%.

Powiązane: Hiszpania

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki