Gospodarcze skutki pandemii koronawirusa miały różny wpływ na poszczególne kraje UE. Polska znalazła się w gronie państw, w których pogorszenie koniunktury było relatywnie najsłabsze.


Pierwszy kwartał 2020 r. przeszedł do historii jako moment największego załamania gospodarczego w najnowszej historii UE. W ujęciu kwartalnym spadek PKB wyniósł 3,3 proc., a w ujęciu rocznym 2,6 proc. Porównywalne, choć nadal nieco lepsze wartości obserwowano jedynie podczas kryzysu 2008/09.
Gorzej niż w całej UE wyglądała sytuacja w strefie euro. Tam na początku tego roku kwartalna dynamika zeszła do -3,8 proc., a roczna do -3,2 proc.
W czwartym kwartale UE i strefa euro zanotowały odpowiednio 0,2 proc. i 0,1 proc. kwartalnej zmiany PKB oraz 1,3 proc. i 1 proc. Oznacza to, że teoretycznie oba obszary wciąż nie są w recesji, którą niektórzy ekonomiści definiowali jako dwa następujące po sobie kwartały ujemnej kwartalnej dynamiki PKB.
Polska w czołówce, choć z minusem
Wyrównana sezonowo dynamika polskiego PKB wyniosła -0,5 proc. k/k oraz 1,6 proc. r/r. Daje to naszemu krajowi miejsce w górnej połowie europejskiej stawki (więcej na ten temat w osobnym artykule). Lepsze wyniki odnotowano jedynie na Węgrzech, w Bułgarii, na Litwie i w Rumunii. Uwzględniając samą dynamikę kwartalną, relatywnie dobrze wypadły też Szwecja i Finlandia.
Należy jednak dodać, że Eurostat wciąż nie otrzymał danych z Estonii, Irlandii, Grecji, Chorwacji, Luksemburga, Malty i Słowenii. Pełny raport uwzględniający wszystkie kraje poznamy w czerwcu.
Eurostat przedstawił natomiast dane umożliwiające porównanie UE z USA. Za oceanem spadek był łagodniejszy – wyniósł w ujęciu kwartalnym 1,2 proc., a więc był niemal trzykrotnie mniejszy.
Michał Żuławiński





























































