

Turecki prezydent krytykuje belgijskie służby. Recep Erdogan po raz kolejny stwierdził, że to Belgia odpowiada za niedopatrzenia, które doprowadziły do zamachów w Brukseli. Chodzi o jednego z zamachowców, Ibrahima el-Bakraouiego, który w ubiegłym roku został deportowany z Turcji.
W czasie przemówienia w mieście Sorgun prezydent Recep Erdogan powtórzył oskarżenia pod adresem belgijskich władz. Mówił, że Ibrahim el-Bakraoui został zatrzymany i deportowany z Turcji w lipcu ubiegłego roku i że Ankara ostrzegała Belgię i Holandię, że jest on niebezpiecznym bojownikiem.
Erdogan uważa, że belgijskie służby powinny odpowiedzieć za takie zaniedbanie i niekompetencję. Zatrzymaliśmy tego człowieka i deportowaliśmy. Ale ci panowie nie zrobili tego, co do nich należy i wypuścili tego terrorystę. Niech więc teraz za to odpowiedzą. Terroryzm nie jest problemem jednego kraju, ale całego świata i jeśli Bóg pozwoli, oni to zrozumieją - mówił Erdogan.
Dwa dni temu turecki prezydent mówił po raz pierwszy o tym, że el-Bakraoui został deportowany z Turcji i że Belgia i Holandia zignorowały ostrzeżenia z Ankary. Holenderskie władze w odpowiedzi ujawniły turecką notę, w której znalazła się informacja o deportacji, ale nie było mowy, że mężczyzna może być niebezpieczny. Z kolei belgijscy ministrowie spraw wewnętrznych i sprawiedliwości podali się do dymisji, która nie została przyjęta.

We wtorkowych zamachach w Brukseli zginęło 31 osób. Zamachowcy wysadzili się na lotnisku Zaventem i na stacji metra Maelbeek w centrum miasta. Do ataku przyznało się tzw. Państwo Islamskie. Dzisiaj belgijskie służby potwierdziły tożsamość trzeciego z zamachowców. Poszukiwania czwartego trwają.
Informacyjna Agencja Radiowa/IAR/Wojciech Cegielski/RTR/BBC/wcześn./mcm/wkrz



























































