
Dyrektor Narodowego Instytutu Leków powiedział w "Sygnałach Dnia" w Programie Pierwszym Polskiego Radia, że około 60 procent zachorowań zostało wywołanych przez wirusa A/H1N1, a 40 procent przez wirusa grypy sezonowej. Powiedział on, że w Polsce zaczyna się epidemia, choć nie została jeszcze ogłoszona. Liczba zachorowań ciągle wzrasta. Przychodnie i szpitale muszą się przygotować na dużą liczbę pacjentów.
Szef Narodowego Instytutu Leków podkreślił, że zgony na nową grypę są bardzo rzadkie. Więcej osób umiera wskutek powikłań po grypie sezonowej. Na nową grypę umierają jednak ludzie młodzi, którzy chorowali na inne choroby i ich odporność została osłabiona. Zdaniem dyrektora NIL lekarze powinni wziąć to pod uwagę i odpowiednio traktować różnych pacjentów.
Gość "Sygnałów Dnia" podkreślił, że objawów nowej i sezonowej grypy nie można odróżnić. Każdy wzrost temperatury powyżej 38 stopni i osłabienie można uznać za początek grypy. Można ją przebyć w domu, ale osoby należące do grup ryzyka, przede wszystkim chorzy przewlekle, powinni się udać do lekarza. Najbardziej niebezpieczne jest zapalenie płuc. Jego pierwsze objawy to płytki oddech i silny kaszel utrudniający oddychanie. Osoby, które je zauważą, muszą skorzystać z pomocy lekarza.

Dyrektor NIL powiedział, że wokół sprawy szczepionki na grypę narosło wiele nieporozumień. Podkreślił, że szczepionki przeciwko nowej grypie przeszły w zachodniej Europie procedury rejestracyjne, choć przyznał, że nie przebadano ich u kobiet w ciąży i osób chorych przewlekle. Dodał, że jeśli rząd akcentuje kwestię odpowiedzialności za skutki stosowania szczepionki, to musi być z tym jakiś problem.
Źródło:IAR





























































