Elżbieta Witek zeznawała w środę przed komisją śledczą do zbadania legalności, prawidłowości oraz celowości działań podjętych w celu przygotowania i przeprowadzenia wyborów prezydenta w 2020 r. w formie głosowania korespondencyjnego.


Przewodniczący komisji Dariusz Joński (KO) powiedział na początku posiedzenia, że w środę komisja będzie koncentrować się przede wszystkim na działaniach dotyczących procesu legislacyjnego nad ustawą ws. wyborów korespondencyjnych. Zwrócił uwagę, że "całe prace nad projektem ustawy z dnia 6 kwietnia 2020 roku zajęły w Sejmie niespełna trzy godziny".
"Sejm nie skierował prac nad tą ustawą zmieniającą prawo wyborcze do żadnej komisji, nie zasięgnał żadnej opinii poza opinią Biura Analiz Sejmowych, która nie oceniała zgodności z prawem, tylko to, czy projekt tej ustawy jest projektem wykonującym prawo UE. Sejm debatował też bez opinii lekarzy" - zauważył Joński.
"O zgodność z prawem przeprowadzenia procesu, będziemy pytać Wojciecha Hermelińskiego i Elżbietę Witek, która kierowała pracami Sejmu nad tą ustawą" - dodał Joński.

Witek: Uważałam, że wybory korespondencyjne to jedyna możliwość, żeby Polacy mogli głosować w czasie pandemii
Marszałek Sejmu poprzedniej kadnencji Elżbieta Witek (PiS) powiedziała przed komisją śledczą, że nikt nie wywierał na nią nacisków w sprawie wyborów korespondenycjnych. "Uważałam, że wybory korespondencyjne to jedyna możliwość, by Polacy mogli wziąć udział w wyborach w czasie pandemii - dodała.
Przewodniczący komisji Dariusz Joński (KO), pytał b. marszałek Sejmu kiedy i od kogo pierwszy raz usłyszała o pomyśle wyborów korespondencyjnych dla wszystkich głosujących. "Absolutnie nie wiem i nie pamiętam od kogo i kiedy dowiedziałam się o wyborach korespondencyjnych" - powiedziała Witek.
Pytana dlaczego Poczta Polska miała organizować wybory zamiast PKW, odpowiedziała, że nikt nie wiedział jak długo potrwa pandemia Covid i jak sobie z nią poradzić. "Tak się składało, że w 2020 roku przypadał konstytucyjny termin wyborów prezydenta RP. W związku z tym 5 lutego zgodnie z moimi kompetencjami ogłosiłam termin wyborów, który miał przypadać 10 maja. To było zgodnie z konstytucją i ustawami" - powiedziała Witek. Dodała, że później nastąpił wzrost zachorowań.
Była marszałek Sejmu powiedziała, że nawet teraz, po czterech latach, nie zna żadnej opinii, jak zgodnie z konstytucją można było przeprowadzić wybory prezydenta w czasie pandemii. Wcześniej w środę biegły komisji, b. przewodniczący PKW Wojciech Hermeliński mówił, że można było poczekać do 6 sierpnia, kiedy nastąpiło opróżnienie fotela prezydenta i marszałek Sejmu w ciągu 14 dni musiał wyznaczyć termin wyborów", który musiałby przypaść w ciągu 60 dni. W ocenie Hermelińskiego to wyjście, albo wprowadzenie stanu klęski żywiołowej, to rozwiązania którym nie można zarzucić naruszenia konstytucji.
Witek pytana była o tempo prac nad ustawą o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów na prezydenta zarządzonych w 2020 r. przyjętą przez Sejm 6 kwietnia, która - jak zauważył Joński - była procedowana w ciągu trzech godzin. "To wszystko związane było z terminem wyborów 10 maja. To wszystko wynikało z terminów określonych w moim zarządzeniu" - powiedziała.
Pytana dlaczego nie zasięgnęła opinii komisji odpowiedziała: "mam prawo do takich działań jako marszałek Sejmu". "Dzisiaj w Sejmie robi się bardzo podobnie albo jeszcze gorzej nie widzę w tym nic złego. Wykonywałam wszystko zgodnie z regulaminem. Czas był potrzebny. Szybki czas na procedowanie ustaw był potrzebny" - dodała.
Na pytanie, czy ktoś sugerował jej, że Sejm powinien szybko pracować nad tą ustawą powiedziała, że nikt jej niczego nie sugerował. "Ja wiedziałam, że ustawa musi być procedowana szybko, chodziło o terminy, o których przed chwilą mówiłam" - dodała.
Witek powiedziała, że kierowało nią przede wszystkim zobowiązanie wynikające z konstytucji. "Nie ma w Konstytucji RP żadnego przepisu, który pozwalałby w jakikolwiek sposób zmieniać terminy. Nikt z tych, którzy tę konstytucję uchwalali nie przewidzieli takiej sytuacji" - powiedziała.
Joński pytał też, czy Witek uczestniczyła w spotkaniach w willi premiera przy ul. Parkowej lub siedzibie PiS dotyczących wyborów korespondencyjnych. "Nigdy nie uczestniczyłam w spotkaniach na Parkowej ws. wyborów korespondencyjnych. Natomiast na spotkaniu szefostwa partii o tej sprawie mówiło się przynajmniej na jednym z posiedzeń" - powiedziała. "Dyskutowaliśmy o tym, że wybory korespondencyjne są jedyną możliwością przeprowadzenia wyborów w konstytucyjnym terminie" - dodała.
Na pytanie przewodniczącego komisji śledczej, czy szef PiS Jarosław Kaczyński naciskał na nią odpowiedziała, że nie. "Nie nalegał, nie było żadnego wymuszania. Była wspólna praca nad tym, co zrobić, żeby to było skuteczne, żeby wybory na prezydenta RP się odbyły" - powiedziała Witek.
Odpowiadają na pytanie Jońskiego, czy od początku popierała pomysł przeprowadzenia wyborów korespondencyjnych, b. marszałek Sejmu potwierdziła. "Uważałam, że to jest jedyna możliwość, żeby przy tej pandemii, która wtedy była, a jednocześnie braku możliwości, aby nie wykonać konstytucyjnego obowiązku, że to jest dobry pomysł, żeby Polacy mogli w tych wyborach wziąć udział" - powiedziała Witek.
Mówiła też, że z ówczesnym marszałkiem Senatu Tomaszem Grodzkim utrzymywała dobre relacje i wiele razy procedowali szybciej ważne ustawy. "Nie zakładając złej woli marszałka Grodzkiego, mogłam liczyć, że odpowiedzialność z mojej i jego strony odpowiedzialność za przeprowadzenie wyborów będzie. Stało się inaczej. Ja tego nie oceniam, Senat miał do tego prawo, ale ja też miałam prawo myśleć patrząc na poprzednią ustawę, że będzie takie samo podejście, bo tamta ustawa dawała prawie 10 milionom możliwość głosowania korespondencyjnego, chodziło o osoby, które były na kwarantannie lub w izolacji" - dodała.
Witek: niezorganizowanie wyborów prezydenckich w 2020 r. było moją odpowiedzialnością przed TS
Niezorganizowanie wyborów prezydenckich w 2020 r. było moją odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu, nie mam co do tego żadnych wątpliwości, bo nikt inny, poza marszałkiem Sejmu, nie może ogłosić terminu wyborów prezydenckich - powiedziała w środę b. marszałek Sejmu Elżbieta Witek.
W środę przed komisją śledczą ds. wyborów korespondencyjnych zeznawała marszałek Sejmu IX kadencji Elżbieta Witek, która powiedziała m.in., że nikt nie wywierał na nią nacisków w sprawie wyborów korespondencyjnych. "Uważałam, że wybory korespondencyjne to jedyna możliwość, by Polacy mogli wziąć udział w wyborach w czasie pandemii" - zaznaczyła.
Witek powiedziała dziennikarzom po zakończeniu posiedzenia, że niezorganizowanie wyborów prezydenckich w 2020 r. było jej odpowiedzialnością przed Trybunałem Stanu. "Co do tego nie miałam żadnych wątpliwości, bo nikt inny, poza marszałkiem Sejmu, nie może ogłosić wyborów prezydenckich" - podkreśliła.
Witek zwróciła uwagę, że na posiedzeniu komisji wymagano od niej odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie znała. "Dlatego, że ta komisja została powołana nie do zbadania procesu legislacyjnego - a ja miałam takie wrażenie, że się bada proces legislacyjny - tylko ta komisja została powołana do sprawdzenia zasadności, legalności, prawidłowości przeprowadzenia wyborów prezydenckich przez administrację rządową" - zaznaczyła b. marszałek Sejmu.
Wskazała, że nie może mieć wiedzy na tematy, które dotyczyły rządu, bo wówczas w nim nie była. "Tutaj widziałam, że trochę pan przewodniczący (komisji Dariusz Joński-PAP) starał się zakpić ze mnie, że nic nie wiem, na wszystko odpowiadam +nie+. To nieprawda, jeśli państwo byliście na sali, to na wszystkie pytania starałam się odpowiedzieć zgodnie z moją najlepszą wiedzą, odpowiedzialnością, a także kompetencjami, które miałam jako marszałek Sejmu" - podkreśliła Witek.
"Fajnie jest dzisiaj mówić, co można było zrobić inaczej. Ale ja wiedziałem tylko jedno, że moi koledzy z rządu zrobią wszystko, żeby tak przygotować te wybory korespondencyjne, by te wybory mogły się odbyć w konstytucyjnym terminie" - zaznaczyła b. marszałek Sejmu.
Witek: Każde wybory kosztują, korespondencyjne też musiały
Pieniądze są wydawane na każde wybory i w przypadku wyborów korespondencyjnych też musiały być wydane - powiedziała w środę przed komisją śledczą ds. wyborów kopertowych była marszałek Sejmu Elżbieta Witek (PiS). Po zakończeniu jej przesłuchania komisja przeszła do części niejawnej posiedzenia.
Zapytana, czy jej zdaniem „powinno zostać wydane 70 mln zł na przeprowadzenie wyborów bez podpisania żadnej umowy z Pocztą Polską”, odpowiedziała, że nie zna szczegółów, jednak każde wybory zawsze kosztują. "Jak było w tym przypadku, nie umiem powiedzieć. Pieniądze są wydawane na każde wybory, tutaj też musiały być wydane na przygotowanie tych wyborów" - stwierdziła.
Dopytywana, czy poprawne było wydanie jakiejkolwiek kwoty pieniędzy publicznych bez podpisania umowy, odparła: "nie wiem, czy tak było, nie uczestniczyłam w tym, nie znam tych ustaleń".
Podkreśliła, że zarządzenie wyborów prezydenckich jest obowiązkiem marszałka Sejmu. "Nie było nawet jednego zdania w Konstytucji, jednego odesłania, które by nam pozwalało, byśmy wyborów nie przeprowadzili" - powiedziała Witek.
Na uwagę, że w Konstytucji nie ma mowy o wyborach korespondencyjnych, odpowiedziała: "w Konstytucji nie może być zapisu o wyborach korespondencyjnych, mówiąc o Konstytucji mówiłam o tym, że muszą się odbyć wybory na prezydenta, natomiast, jeżeli zdarzają się sytuacje nieoczekiwane, to mamy prawo ustawami regulować to, co się dzieje. COVID był czymś zupełnie nowym, nie było żadnych rozwiązań".
Pytana o zeznania polityków Porozumienia Jarosława Gowina i Michała Wypija, którzy mówili o naciskach, by poparli wybory kopertowe, Witek zaznaczyła, że nigdy nie słyszała o straszeniu, nigdy nie była tego świadkiem i wątpi, by coś takiego miało miejsce. "Takie praktyki nie są stosowane, być może w innych formacjach to się dzieje.(...) Jestem zdziwiona, że tak zostało to powiedziane. Czy to jest prawda, czy pan Gowin potrafi to udowodnić, tego nie wiem, bo nie byłam świadkiem tych przesłuchań" - powiedziała.
Dodała, że sama była przekonana, że wybory korespondencyjne to jedyny sposób na przeprowadzenie wyborów w terminie konstytucyjnym.
Przewodniczący komisji Dariusz Joński (KO) zauważył, że do ówczesnej marszałek Sejmu pisały związki zawodowe listonoszy, alarmując, że nie mają wytycznych w sprawie realizacji wyborów kopertowych. "Mogłam się z nimi (listami, PAP) zapoznać i procedować ustawę, która trafiła do Sejmu. Jestem przekonana, że ci, którzy wybory przygotowywali, myśleli o wszystkich, także o tych, którzy mieli od strony technicznej się tym zajmować" - zapewniła.
Pytana, czy ustawa z 6 kwietnia o wyborach korespondencyjnych (o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów na prezydenta zarządzonych w 2020 r.) gwarantowała, że każdy otrzyma pakiet wyborczy, odparła: "wierzyłam, że tak jest, nie słyszałam o wszystkich faktach; ten problem leżał po stronie administracji rządowej".
"Po tym czasie, czy pani nie dostrzega, że premier podjął decyzję, zlecił ją ministrowi aktywów państwowych i ministrowi spraw wewnętrznych, a oni nawet nie podpisali umowy z Pocztą Polską i wydali 70 mln zł?" - pytał Joński. "Proszę mnie nie pytać, co myślę cztery lata później, tylko proszę się postawić w tamtej sytuacji, oceniamy tamtą sytuację. Myślę, że wszystko było brane pod uwagę, ale cel był jeden: trzeba było zrobić wszystko, by wybory mogły się odbyć w konstytucyjnym terminie" - powiedziała Witek.
Przesłuchanie Witek zakończyło się przed godziną 17. Następnie w części niejawnej posiedzenia komisja odtajniła przekazane jej dokumenty. Jak poinformował Joński, dokumenty dotyczą wątku Poczty Polskiej. Dodał, że w przyszły wtorek przed komisją staną byli członkowie zarządu Poczty Polskiej.
5 maja 2020 r. Senat odrzucił ustawę ws. głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r. Następnie Sejm odrzucił stanowisko Senatu. Ustawa o szczególnych zasadach przeprowadzania wyborów na prezydenta zarządzonych w 2020 r. weszła w życie 9 maja 2020, na dzień przed wcześniej ogłoszonym terminem wyborów. Wybory zrządzone na 10 maja 2020 r. nie odbyły się. Zostały przeprowadzone 28 czerwca 2020 r. (druga tura odbyła się 12 lipca).
Zgodnie z ws. głosowania korespondencyjnego w wyborach prezydenckich 2020 r. za organizację wyborów w formie korespondencyjnej miał odpowiadać minister aktywów państwowych Jacek Sasin. Wydrukowane zostały m.in. pakiety wyborcze; ich dostarczeniem miała się zająć Poczta Polska, posługująca się spisami wyborców pozyskanymi od władz lokalnych.
16 kwietnia 2020 r. ówczesny premier Mateusz Morawiecki wydał decyzję, zlecającą Poczcie Polskiej przygotowanie wyborów na Prezydenta RP w trybie korespondencyjnym w dniu 10 maja 2020 r. Ówczesny RPO Adam Bodnar zaskarżył decyzję premiera do WSA. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uwzględnił skargę Rzecznika Praw Obywatelskich i stwierdził nieważność decyzji premiera Mateusza Morawieckiego. (PAP)


























































