Zakończone fiaskiem rozmowy Elektrimu z konsorcjum BRE Banku i Eastbridge, dotyczące sprzedaży 49-proc. pakietu akcji Elektrimu Telekomunikacja, postawiły spółkę w dramatycznej sytuacji. Do połowy grudnia musi ona zapłacić obligatariuszom kolejne 100 mln euro. Tymczasem kasa Elektrimu (po spłaceniu pierwszej raty) będzie pusta.
Jak zapewniają przedstawiciele spółki, pracuje ona nad kilkoma scenariuszami, ale żaden z nie przyniesie środków jeszcze w tym roku. Najbardziej prawdopodobnym wariantem staje się zatem zastawienie w banku akcji Zespołu Elektrowni Pątnów-Adamów-Konin i wzięcie w ich ciężar kolejnego kredytu. Wymaga to jednak zgody skarbu państwa, a jej uzyskanie wcale nie jest takie pewne. Negatywna odpowiedź może oznaczać zerwanie, wynegocjowanego z takim trudem, porozumienia z obligatariuszami. Taki scenariusz oznaczałby nowe wnioski o upadłość i tym samym koniec Elektrimu.
Inwestorzy giełdowi zdają się coraz bardziej przekonywać do tego, że Elektrimowi nie uda się uniknąć bankructwa. Na wczorajszej, wzrostowej sesji, akcje spółki straciły na wartości 10 proc. i zatrzymały się na poziomie 2,7 zł, czyli najniższym od maja 1993 r. Nic nie wskazuje również na to, by trend spadkowy mógł się odwrócić.
DARIUSZ WOLAK































































