

Najcenniejsze aktywo, pakiet akcji w SABMillerze, jest jedynym, które nie będzie wymagało pracy od sukcesora najbogatszego Polaka.

Sukcesja była dobrze przygotowana. Od końca 2013 r. wiadomo, że biznesowym następcą twórcy Kulczyk Investments (KI) jest jego syn, Sebastian Kulczyk. Półtora roku temu został prezesem KI, podczas gdy ojciec objął stery w radzie nadzorczej.

Najcenniejszym aktywem w rodzinnym portfelu nadal jest 3-procentowy pakiet akcji SABMillera, największego browaru na świecie. Wart jest dziś 9,5 mld zł, a cały majątek Jana Kulczyka (według rankingu „Wprost”) szacuje się na ponad15 mld zł. Jednak to właśnie w pozostałych spółkach portfelowych Sebastian Kulczyk będzie miał co robić.

Jednym z największych wyzwań będzie zadbanie o zagraniczną ekspansję Ciechu, producenta sody kalcynowanej, którego wartość jest wyceniana przez giełdę na 3,7 miliarda złotych.
Przez Polenergię Jan Kulczyk chciał realizować swoją najświeższą ideę — inwestycje na Ukrainie. Kulczykowi marzyła się m.in. budowa połączenia energetycznego i gazowego pomiędzy Polską a Ukrainą, a to wpisywałoby się w jeszcze szerszą koncepcję połączenia korytarzem Wschodu z Zachodem.
Na Ukrainie działa też Serinus Energy (dawniej Kulczyk Oil Ventures). Notowany na polskiej GPW i wyceniany na 178 mln zł poszukuje i wydobywa tam gaz i ropę. Szło mu świetnie do czasu eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego. Ewakuacja załogi, dodatkowe podatki, utrudnienia dla prywatnych inwestorów nie sprzyjają wycenie ani wynikom, które dodatkowo są pod presją niskich cen ropy.
Czytaj więcej w dzisiejszym "Pulsie Biznesu"





























































