REKLAMA
Słońce, plaża i... zyski! Zapraszamy na nową edycję konkursu Wakacje na Giełdzie

    Czyich interesów strzeże afera hazardowa?

    2009-10-21 16:00
    publikacja
    2009-10-21 16:00
    Wszystko czego dowiedzieliśmy się dotąd o tzw. aferze hazardowej zdaje się być zawieszone w pewnej empirycznej próżni, nieprzeniknionej dla zwykłego śmiertelnika. Zachowania głównych bohaterów, ich reakcje i intencje będą tylko sensacyjnie brzmiącym wątkiem, jeśli nie spróbujemy dowiedzieć się, jakie jest prawdziwe podłoże tej sprawy, jakiego środowiska dotyczy oraz czyje i jak wielkie interesy są w niej rozgrywane.

    Dopiero dotarcie do faktów i ukazanie niektórych aktywnych postaci rynku hazardowego, pozwoli dostrzec, czym naprawdę jest ta afera, czyich interesów strzeże i z kim w rzeczywistości politycy Platformy utrzymywali serdeczne kontakty. Warto na początek cofnąć się do 2003 r., gdy Sejm znowelizował obowiązującą od 1992 r. ustawę o grach losowych i zakładach wzajemnych. To wówczas tzw. automaty o niskich wygranych zostały uznane za „urządzenia rozrywkowe”. Od tego też czasu tradycyjny „jednoręki bandyta” mógł stać jedynie w koncesjonowanym kasynie lub salonie gier, choć samo„urządzenie rozrywkowe” można już było postawić w barze, sklepie, na stacji benzynowej, czyli niemal w każdym miejscu, z wyjątkiem obszaru położonego bliżej niż sto metrów od szkoły lub kościoła.

    Koncesje

    Posłowie uprościli wówczas metodę opodatkowania takich urządzeń. Odtąd za jedną maszynę operator płacił miesięcznie 180 euro podatku, niezależnie od obrotu, a podatek od „jednorękiego bandyty” w kasynie wynosił 45 proc. tego, co w maszynie zostawią gracze. W ustawie z 2003 r. pojawiły się też obwarowania. Właścicielami automatów mogli zostać jedynie koncesjonowani operatorzy (właściciele stacji benzynowych czy punktów gastronomicznych tylko wynajmowali im miejsce). Każde nowe urządzenie musiało przejść kontrolę specjalistów wyznaczonych przez Ministerstwo Finansów. Ściśle określona została także definicja automatu o niskiej wygranej. Jedna gra/jeden zakład na takim urządzeniu nie może kosztować więcej niż siedem eurocentów, a jednorazowa wygrana nie może wynieść więcej niż 15 euro. Nowelizacja z 2003 r. wprowadzała także 10-proc. dopłatę do loterii pieniężnych (wcześniej loterie nie były objęte dopłatami) oraz zwiększała dopłatę do stawki w grach liczbowych z 20 do 25 proc.

    Cywilizacja?

    Wydawało się, że rynek drobnego hazardu udało się ucywilizować. Automaty działały w większości legalnie, a ich właściciele płacili podatki. Operatorzy automatów (a jest w całym kraju 35 takich firm) zdobywali prestiżowe nagrody biznesowe, chwalili się działalnością charytatywną, stali się szacownymi biznesmenami. Warto pamiętać, że rynek hazardowy generuje ogromne pieniądze. W całym kraju jest obecnie blisko 45 tys. maszyn, do których gracze wrzucili w ubiegłym roku 8,5 mld zł. Wygrane to około 80 proc. tej kwoty. A to oznacza, że przychody branży wyniosły około 1,6 mld złotych. Ubiegłoroczne wpływy z samych podatków od maszyn wyniosły ponad 300 mln zł, nie licząc podatku VAT i dochodowego.

    Nowelizacja

    Nie przypadkiem więc jedną z pierwszych inicjatyw rządu Donalda Tuska było rozpoczęcie na początku 2008 r. prac nad nowelizacją ustawy o grach i zakładach wzajemnych. O ile w wielu innych dziedzinach życia publicznego Platforma nie wykazywała nadmiernej aktywności – o tyle w tym obszarze prowadzono bardzo intensywne prace. Zapowiadał się zatem nowy podział ogromnego tortu dochodów, płynących z gier hazardowych. Zmiany we władzach Totalizatora Sportowego (o czym będę jeszcze pisał) oraz pierwsze projekty nowelizacji, w których proponowano zniesienie limitów ograniczających możliwość otwierania nowych kasyn i salonów gier, świadczyły, że Platforma doskonale rozumie, gdzie należy szukać naprawdę dużych pieniędzy.

    Łatwy dochód

    Ponieważ branża hazardowa traktowana jest przez państwo jako źródło łatwego dochodu, chaos legislacyjny był zawsze na rękę urzędnikom, którzy mogli w każdej chwili zaproponować kolejną zmianę prawną mającą na celu uzyskanie dodatkowych przychodów budżetowych, w sytuacji gdyby taka nagła potrzeba się pojawiła. Prace nad nowelizacją trwały więc od początku rządów obecnej koalicji. Powstało 5 czy 6 projektów, z których żaden nie mógł zadowolić wszystkich uczestników rynku hazardowego.

    Wideoloterie

    Na tym polu bowiem ścierają się interesy monopolu państwowego z prywatnymi firmami. Dla tych ostatnich śmiertelnym zagrożeniem jest pozycja Totalizatora Sportowego oraz wprowadzenie do Polski tzw. wideoloterii, czyli systemu automatów połączonych w sieć, które umożliwiają uzyskiwanie wielomilionowych wygranych. Sposób, w jaki planuje się wprowadzić wideoloterie, objęte monopolem państwowym, z góry wyeliminuje na tym rynku jakąkolwiek konkurencję i umożliwi szeroki dostęp do tzw. ostrego hazardu. Drugim zagrożeniem dla tradycyjnych kasyn i salonów gier jest hazard internetowy. Tu dochodzi do konfliktu interesów firm hazardowych, działających na polskim rynku z firmami zagranicznymi, które poprzez internet oferują coraz szersze usługi – jak zawieranie zakładów wzajemnych, korzystanie z elektronicznych kasyn czy uczestniczenie w turniejach pokerowych. Zgodnie z prawem, internetowy hazard jest nielegalny, ale ani Ministerstwo Finansów, ani organa ścigania nie robią nic, by poradzić sobie z tym problemem. O tych wszystkich uwarunkowaniach warto pamiętać, gdy chcemy dostrzec tło zdarzeń związanych z aferą hazardową.

    Rozgrywający

    Nie może też dziwić, że jednym z głównych rozgrywających sprawy rynku hazardowego jest zawsze Ministerstwo Finansów. Mogłoby się wydawać, że całkowicie naturalną rolą fiskusa jest dbałość o wpływy do budżetu i prowadzenie takiej polityki, która zagwarantuje państwu wzrost tych wpływów. Jak jednak pokazuje praktyka – nie zawsze jest to tak oczywiste, a w tej sprawie niektóre zachowania i sytuacje mogą świadczyć o czymś zgoła przeciwnym.

    Nie bez znaczenia

    Spróbujmy przyjrzeć się pewnemu zdarzeniu z kwietnia bieżącego roku – głównie dlatego, że związane z nim okoliczności pozwalają głębiej dostrzec prawdziwe oblicze afery hazardowej, niż czynią to teoretyczne analizy. 3 kwietnia 2009 r., dokładnie o godzinie 14.00, ponad pięciuset funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego przypuściło szturm na sto barów i stacji benzynowych w 13 województwach. Na polecenie prokuratury w Białymstoku policjanci skonfiskowali wówczas 300 automatów do gier hazardowych. – To była jedna z najbardziej skomplikowanych operacji ostatnich lat – stwierdził rzecznik prasowy policji. Warto dodać, że tego rodzaju operacje przeprowadzano również w latach ubiegłych.

    Tegoroczna akcja miała być efektem dochodzenia prowadzonego od czerwca zeszłego roku przez Prokuraturę Apelacyjną w Białymstoku. Według prokuratury istniało podejrzenie, że automaty wypłacają zbyt duże wygrane (niezgodne z ustawą o grach losowych, która dopuszcza wygraną nie wyższą niż równowartość 15 euro), bo operatorzy zmieniają oprogramowanie „jednorękich bandytów”. A to oznacza, że automaty powinny być wyżej opodatkowane – tak jak w kasynie. Natychmiast po akcji CBŚ pojawiły się protesty przedstawicieli Izby Gospodarczej Producentów i Operatorów Urządzeń Rozrywkowych, którzy działania te określili jako spisek, mający na celu „wyparcie ich z rynku na rzecz potężnej firmy Gtech, która obsługuje Totalizator Sportowy i zatrudnia sztab PR-owców i lobbystów”.

    Manipulacje?

    Izba żaliła się na prześladowania ze strony administracji państwowej, a według jej prezesa – Stanisława Matuszewskiego – „chodzi o zniszczenie rynku automatów, który został stworzony przez polskie firmy i wpłacił do budżetu państwa za 2008 r. ok. 1 mld zł podatku”. Powstałą lukę miałaby wypełnić firma Gtech, która chce uruchomić w Polsce wideoloterie – jako konkurencję dla „jednorękich bandytów”. Zanim jednak Gtech i Totalizator Sportowy uruchomią wideoloterie, musi zostać zmienione w Polsce prawo. Właśnie temu – zdaniem prezesa Matuszewskiego – ma służyć nowelizacja ustawy o grach losowych, przygotowywana przez Ministerstwo Finansów. Zdaniem izby na kształt tej ustawy wpływa Gtech – oczerniając właścicieli „jednorękich bandytów” za pomocą manipulowania mediami z jednej strony i lobbingiem w ministerstwie i parlamencie – z drugiej.

    Do tych zarzutów odniósł się wówczas Jacek Kierat – prezes Gtech Polska. Według niego, uruchomienie wideoloterii w Polsce zależy tylko i wyłącznie od Skarbu Państwa, który ma monopol loteryjny. Na temat zarzutów wpływania na powstawanie nowej ustawy o grach losowych, prezes Gtech powiedział: „Działania lobbingowe firmy Gtech prowadzone w Ministerstwie Finansów są w pełni zgodne z Ustawą o działalności lobbingowej, a celem firmy Gtech jest informowanie administracji państwowej o rozwiązaniach, jakie funkcjonują na świecie w dziedzinie gier hazardowych”. Do tego, istotnego wątku sprawy, warto będzie jeszcze powrócić, gdy spróbuję omówić kwestie związane z lobbingiem, teraz jednak chciałbym zwrócić szczególną uwagę na pewien incydent, związany z kwietniową operacją CBŚ.

    Fortuna

    Oto na dzień przed tą spektakularną akcją niektórzy operatorzy automatów do gier o niskich wygranych otrzymali SMS następującej treści: „Informujemy, że w związku ze zmianą przepisów od dnia jutrzejszego planowane są kontrole na terenie całego kraju. Proszę przygotować punkty i automaty do kontroli (oznakowanie automatów, regulaminy, informacja o zakazie gry do lat 18). Automaty mogą być w trakcie kontroli testowane. Wszelkie nieprawidłowości mogą skutkować zabezpieczeniem automatu wraz z zawartością”.

    Autorem tego ostrzeżenia była spółka Fortuna

    „Standardy etyczne są istotnym elementem prowadzenia działalności przez firmę Fortuna Sp. z o.o. Zachowanie norm moralnych podczas działań Spółki kreuje atmosferę zaufania i szacunku oraz wpływa na poziom świadczonych usług. […] Naszą misją jest dalsze rozwijanie firmy w sposób uczciwy i rzetelny. W ramach naszej działalności chcemy oferować ciekawą formę rozrywki przy jednoczesnym zapewnieniu najwyższego poziomu bezpieczeństwa”.

    „Osoby dobrze znające działania Fortuny, mówią, że decyduje o nich Sławomir J. Nazywają go niebezpiecznym człowiekiem, który pieniądze na rozruch interesu zdobył w niezbyt legalny sposób. Prokuratura w Białymstoku oskarżyła Sławomira J. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, korumpowanie urzędników i organizowanie nielegalnego hazardu. – To człowiek, który odniósł sukces, i nie będąc ani prezesem, ani oficjalnie właścicielem zarabia olbrzymie pieniądze – mówi Tadeusz, były współpracownik Sławomira J. – Ale jeśli ktoś wie, jakimi metodami do tego dochodzi, to rękami i nogami będzie się bronił przed jakimikolwiek z nim kontaktami”.

    Czysty zysk

    Te dwa cytaty dotyczą tej samej firmy. Pierwszy pochodzi z „kodeksu etycznego” spółki Fortuna z maja 2009. Drugi to fragment reportażu dziennikarzy TVN, którzy tej ostródzkiej firmie poświęcili w 2009 roku kilka programów. Fortuna prowadzi punkty i salony gier we wszystkich województwach. Do lokali, takich jak bary, stacje benzynowe czy saloniki gier wstawia maszyny do gier o niskich wygranych. Jest potentatem na tym rynku. W zeszłym roku takie miejsca przyniosły ponad 2,5 miliarda złotych dochodu, a sama Fortuna w 2007 roku z automatów miała 30 milionów czystego zysku.

    Dziennikarze TVN w programie „Uwaga!” twierdzili, że sukces finansowy Fortuny był możliwy dzięki przejęciu lokalizacji dla automatów przez Sławomira J. i jego ludzi.

    – Do lokalu przyjeżdżały napakowane chłopy po metr osiemdziesiąt, metr dziewięćdziesiąt wzrostu i mówili – my tu będziemy mieli automaty – mówił informator TVN-u. – Dawali umowę do podpisania i koniec, pozamiatane. Niektórzy nie chcieli od nich automatów, to przyjeżdżali do nich i rozwalali, niszczyli.

    Potężna spółka


    Po emisji programu o interesach Sławomira J. w podwarszawskim Serocku Fortuna zorganizowała spotkanie wszystkich swoich pracowników i współpracowników. Na zdjęciach oprócz Sławomira J., który wszystkim zarządzał, udało się rozpoznać byłego dowódcę grupy szturmowej jednostki specjalnej GROM. – To była manifestacja siły spółki – mówi były współpracownik Sławomira J. – Jazdy czołgiem, strzelanie – żeby operatorzy wiedzieli, jaka spółka jest potężna. Chodziło o to, żeby pokazać im, że ze spółką wszystko jest w porządku.

    Fortuna działa na rynku hazardowym od 1997 r. Zaczynała od salonu gier w Radomsku, dziś jest liderem na rynku automatów do gier o niskich wygranych. Ma 4 tys. punktów z automatami. Jej udziałowcy kilkakrotnie się zmieniali. Sławomir J. pojawił się w Fortunie w 2002 r., gdy ówcześni właściciele chcieli ją sprzedać. Kilkanaście miesięcy później do udziałowców Fortuny dołączyła spółka JOTA Group, powiązana ze Sławomirem J. On sam przez dwa lata był prokurentem Fortuny. Obecny prezes firmy – Jarosław Zieliński – twierdzi, że J. jest tylko jednym z doradców z ramienia zewnętrznej firmy.

    Grupa przestępcza?

    Tymczasem w lutym br. prokuratura białostocka oskarżyła J. o kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą i korumpowanie lokalnych polityków w Ostródzie. Z aktu oskarżenia wynika, że m.in. jego „żołnierze” mieli wymuszać groźbami na innych przedsiębiorcach instalacje swoich automatów. Sławomir J. miał też namówić biegłego Mariusza D. do zalegalizowania partii automatów o wysokich wygranych ściągniętych z Czech.

    To efekt czterech lat śledztwa Prokuratury w Białymstoku, która wykryła grupę przestępczą na Podlasiu – jak twierdzi – największą w Polsce. Złożoną z ludzi związanych z branżą automatów do hazardu. Sam Sławomir J. twierdzi, że padł ofiarą zemsty dawnego wspólnika, który chciał od niego przejąć część rynku, a gdy ten się nie zgodził, groził mu wykorzystaniem znajomości w prokuraturze.

    Ignorowanie informacji

    Informatorzy dziennikarzy TVN twierdzili, że o nieprawidłowościach w spółce Fortuna informowali Ministerstwo Finansów. – O nieprawidłowościach w przepływie kapitału, o zarzutach o pranie pieniędzy. Wszystkie sprawy były obcinane. Zawiadomiliśmy wszystkie izby skarbowe i nic nie zrobiono. Nie wiadomo, co dzieje się w Ministerstwie Finansów, ale oni konsekwentnie ignorowali wszystkie sygnały o nieprawidłowościach w Fortunie, jakie dochodziły już od 2005 r. I Sławomir J. jest przekonany, że z każdej sprawy wychodzi bez szwanku – twierdzą rozmówcy dziennikarzy.

    Ministerstwo Finansów zignorowało informację o nielegalnych automatach do gry wstawianych przez Fortunę w lokalach. Urzędnicy nie zarządzili też kontroli, gdy okazało się, że osoby występujące we wnioskach koncesyjnych nie mają wpływu na działalność firmy. Postępowania dotyczące nielegalnego kapitału Sławomira J. ciągnęły się latami.

    W kwietniu 2006 r. CBŚ zatrzymało kilku wysokich rangą urzędników Ministerstwa Finansów. Wśród nich Elżbietę Z., dziś oskarżoną o korupcyjne układy z b. senatorem Henrykiem Stokłosą. W aktach tego śledztwa znalazł się spis telefonów z jej komórki. Wśród numerów był zapis „Sławek J…” i numer jego komórki. Elżbieta Z. podczas przesłuchań zapewniła, że nie interesowała się koncesjami dla firm hazardowych. W zadziwiający sposób to właśnie syn Elżbiety Z. jest obecnym prezesem Fortuny, a w firmie zatrudnił go Sławomir J. Po aresztowaniu Elżbiety Z. MF nakazało Sławomirowi J. wycofać swój kapitał ze spółki, ale jednocześnie pozwoliło, aby udziały kupili jego teściowie. Faktycznie więc do dzisiaj to Sławomir J. kieruje działaniami hazardowej spółki.

    Aleksander Ścios

    Ciąg dalszy w kolejnym numerze „Gazety Finansowej”

    Tekst ukazał się także na blogu autora, na portalu Salon24.pl

    Źródło:
    Tematy
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.
    Ranking najtańszych kont firmowych dla JDG z premią dla aktywnych – czerwiec 2026 r.

    Komentarze (3)

    dodaj komentarz
    ~franek kimono
    pod tekstem na portalusalon24 jest ciekawy komentarz niejakiej kurki. Myśle, że wart zacytowania:
    Uważam, że afera hazardowa została sprowokowana przez amatorskie dłubanie polityków przy branży hazardowej, a sprawa Fortuny nie ma z nią nic wspólnego i jest w znacznej mierze dęta. Ale po kolei.

    Z dużym zainteresowaniem
    pod tekstem na portalusalon24 jest ciekawy komentarz niejakiej kurki. Myśle, że wart zacytowania:
    Uważam, że afera hazardowa została sprowokowana przez amatorskie dłubanie polityków przy branży hazardowej, a sprawa Fortuny nie ma z nią nic wspólnego i jest w znacznej mierze dęta. Ale po kolei.

    Z dużym zainteresowaniem przeczytałam wpis, bo jest Pan jednym z moich ulubionych blogerów. Lektura wcześniejszych wątków daje nadzieję, że interesuje Pana jak to jest naprawdę, bez względu na to jak nieprawomyślnie mogą brzmieć wnioski z poszukiwań i analiz. W wypadku branży hazardowej tak się składa, że mam wiedzę z zupełnie innego punktu widzenia, bo znam ludzi z tej branży, a kiedyś poniekąd osobiście byłam nią zainteresowana. To było parę lat temu, dziś zajmuje się czymś zupełnie innym, ale wiedza i kontakty zostały.
    Analiza afery hazardowej i mechanizmów biznesowych, które są w jej tle jest konieczna do zrozumienia tego, co się dzieje. Problem w tym, że w publicznym obiegu krążą tylko strzępy informacji i to skrojone do specyficznych potrzeb bądź to konkretnej firmy, bądź to prokuratury i policji. Kompetentne teksty na ten temat na palcach jednej ręki można policzyć. Dlatego nawet logicznie analizując dostępne dane można dojść do całkowicie błędnych wniosków.
    Wydaje mi się, że dość rzadka wiedza pozwoli mi na pokazanie mało znanych faktów lub wyprostowanie błędnych stereotypów. Dlatego wpisuję się tutaj. Przepraszam, że będzie długo, ale to jedyna okazja, bo kiedy nic się nie dzieje, to i nikt na ten temat nie czyta.
    Najpierw o ustawie hazardowej.
    1. Legalizacja branży hazardowej w 2003 roku doprowadziła do ucywilizowania tego sektora. Sensowne było wprowadzenie najpierw małych podatków (to było chyba 80 euro od automatu ryczałtem + zwykły podatek firmy od uzyskanego przychodu). To pozwoliło na wyciągnięcie właściwie wszystkich ze szarej strefy i rejestrację. Gdyby podatki były od razu duże pewnie do dziś większość tego towarzystwa działałoby poza legalnym obiegiem.
    2. Sednem obecnej afery hazardowej są rozmowy dwóch dżentelmenów od wysokiego hazardu z ludźmi z rządu. Dopłaty były powszechnie krytykowane w branży hazardowej, nie dlatego, że oznaczały dodatkowe pieniądze dla fiskusa, tylko że ich sposób obliczania był idiotyczny i w praktyce niewykonalny. Izba zrzeszająca właścicieli automatów o niskich wygranych protestowała w tej sprawie oficjalną drogą i nic z tego nie wychodziło. Bukmacherzy byli przerażeni, bo obciążenie graczy dodatkowym podatkiem praktycznie likwidowało interes i wyganiało klientów do bukmacherki internetowej, gdzie podatków nie ma a zyski jak najbardziej. Nikt oficjalnych organów jak ministerstwo finansów czy komisje sejmowe z nikim z branży nie chciał gadać. Nawet o podwyższeniu podatków tylko jakoś inną metodą. Wtedy dwóm gościom puściły nerwy i zaczęli załatwiać to na zasadzie, „Zbychu załatw, k… mać”. I na tym ich złapano i słusznie.
    3. Branża hazardowa w obecnym kształcie jest niemal pewna, że za próbami nowelizacji ustawy w czasach PiS-u jak i obecnie nie stały motywy zwiększenia wpływów do budżetu. To można byłoby zrobić podnosząc obecne podatki (np. ryczałty od automatów, czy wprowadzając podatek obrotowy, albo na wiele innych sposobów) Próba wprowadzenia dopłat 10% od stawki w grze spowodowałaby konieczność kompletnej wymiany oprogramowania w maszynach i zabiłaby gry „na stołach”. Efekt byłby taki, że na dwa lata biznes hazardowy trzeba byłoby praktycznie zamknąc. Podatków by z tego nie było, ale zrobiłoby się miejsce dla np. wideoloterii czy innych rodzajów hazardu. Ergo: chodziło nie o pieniadze dla bufetu tylko o radykalna reorganizację rynku tak by zrobić miejsce dla nowych graczy. ( w domyśle operatorów wideoloterii – którym ustawa uławiała życie i dawała bardzo liberalne wymagania)
    4. Interesy firm wysokohazardowych (kasyna, salony gier) i operatorów automatów o niskich wygranych są sprzeczne i oni się nie lubią. Wpadka gości od wysokich wygranych była przyjmowana w towarzystwie od automatów z pewnym rodzajem schadenfreude. „A dobrze im tak, tacy byli sprytni i nadęci i proszę czym się to skończyło”.
    5. Główną osią sporu między branżą automatową (niskie wygrane) a prokuraturą jest od lat (!) kwestia tzw. kumulacji. To mechanizm, który prokuratura uważa za nielegalny, ale podstawy prawne takiej opinii są bardzo miałkie i jak na razie wygląda na to, że prokuratura ma ogromny kłopot z udowodnieniem swych racji. O co chodzi? Ustawa jest nieprecyzyjna i pozwala na dość swobodną interpretację kluczowych pojęć: gra i wygrana. Wiadomo, że jedna gra nie może kosztować więcej niż 7 eurocentów a wygrana nie może być wyższa niż 15 euro. Co to oznacza w praktyce? Że do automatu nie można wrzucić więcej niż 7 centów? Nie, oznacza, że jedna gra nie może kosztować więcej. Wrzucając np. 10 złotych kupujemy hurtem wiele gier, czyli pokręceń (?) kołami z symbolami. Czy możemy z takiej gry wygrać więcej niż 15 euro? Też nie, ale jeśli grając wiele razy z rzędu zbieramy punkty i wygramy wiele razy, to zgodnie z prawem możemy wypłacić więcej. W tym kontekście doniesienia dziennikarzy, że oto złapano złodziejskie automaty, które połykają więcej niż 7 centów i wypłacają więcej niż 15 euro są kompletnym bełkotem. Najbardziej kłopotliwą interpretacyjnie jest sprawa gry za wygrane punkty. Otóż grając możemy wygrane punkty przeznaczać na wypłaty lub na kolejne gry. W ten sposób inwestujemy zdobyte punkty, które w konsekwencji dać mogą coraz wyższe wygrane. Czy wolno grać za wygrane punkty? Ustawa nic o tym nie mówi, więc właściele automatów uważają, że to legalne. Prokuratura z kolei utrzymuje, że to łamanie prawa.
    6. Wszystkie działające w Polsce automaty do niskich wygranych pozwalają na kumulację i kontynuację gry za wygrane punkty. Maszyny z oprogramowaniem pozwalającym na takie praktyki były przez ostatnich 6 lat zatwierdzane przez jednostki certyfikujące wyznaczone do tego przez Ministerstwo Finansów. Czyli albo minister finansów to przestępca, albo prokuratura nadinterpretuje ustawę, by mieć super-aferę i się wykazać. Raczej to drugie. (Patrz tekst Igora Ryciaka w „Przekroju” – do łatwego wygooglowania)
    7. Nieprawidłowości przy certyfikacji, które ujawniono, dotyczyły kwestii dyscyplinarnych bardziej niż kryminalnych. Nie chodzi o to, że uprawnieni do wystawiania zaświadczeń eksperci przepuszczali automaty z nielegalnym oprogramowaniem, tylko, że nie chciało im się badać wszystkich automatów z dużej partii i badali tylko część, a na resztę stawiali plomby jak leci. Po sprawdzeniu wyszło na to, że automaty przeszły certyfikację słusznie, a jedynym zastrzeżeniem jakie ma do nich prokuratura jest owa nieszczęsna, sporna kumulacja.
    8. Automaty o niskich wygranych ponad 90% pieniędzy jakie gracze do nich wrzucają, wypłacają w postaci wygranych. W zależności od algorytmu jest to kwota od mniej więcej 92% nawet do 96%. Gdyby automaty nie dawały wygrać, to straciłyby popularność. Pozostałe w automacie pieniądze idą na podatek ryczałtowy, opłatę za lokal (sporą), a reszta stanowi zysk firmy, od którego płaci się CIT na zwykłych zasadach.
    9. Każda firma prowadząca działalność na automatach jest wiele razy w ciągu roku kontrolowana przez Izby Celne i Skarbowe.

    A teraz o akcji prokuratury z wiosny tego roku
    10. Genezą działań prokuratury są niemal na pewno donosy faceta, który chciał być udziałowcem spółki Fortuna, ale mu się nie udało i teraz się mści. W branży konflikt jest bardzo znany a rola prokuratury w tej historii wysoce dwuznaczna. Sam główny donosiciel chodził po ludziach i straszył, że jak nie będą z nim współpracować, to ich poszczuje prokuratorem z Białegostoku, tak jak tych z Fortuny. Fortunie zaaresztowano 160 automatów w 2006 roku. Zdaniem prokuratury były one niezgodne z ustawą. Kiedy spółka odzyskała maszyny i dała je do przebadania i dwa niezależne ośrodki certyfikujące orzekły, że automaty są OK i spełniały wszystkie wymogi ustawy.
    11. Dżentelmeni z Białegostku, którzy donosili do prokuratury na Fortunę mają takie same automaty do gry, dające oczywiście także możliwość kumulacji. Ich prokurator jednak, nie wiedzieć czemu, nie ściga. Ostatnia akcja z aresztowaniem 300 automatów z wielu różnych firm w branży była dość powszechnie interpretowana jako obliczona na stworzenie efektu, że prokuratorowi nie chodzi tylko o Fortunę i biznesowe porachunki. Rezultat na razie ten sam: poza sporną kumulacją prokuratorzy nie mogą się do niczego przyczepić.
    12. Wiele wskazuje na to, że ci sami faceci, którzy oficjalnie zgłaszają roszczenia w sądzie i biegają ze skargami po sądach, Izbach Skarbowych i Celnych oficjalnie i pod nazwiskiem, w materiałach TVN występują jako wystraszeni i zamaskowani informatorzy bojący się pokazać twarzy. Był na ten temat tekst w branżowym piśmie „Interplay”, nie wiem czy dostępny w Internecie. Słowem maskarada.
    13. Proszę zwrócić uwagę na sposób skonstruowania materiałów, które w TVN opisywały całą sprawę Sławomira J. i Fortuny (dostępne na stronie programu Uwaga). Tam nie ma dowodów czy wyników pracy dziennikarzy. Główną osią materiału są wypowiedzi facetów o zamaskowanych twarzach, których dziennikarze nawet nie próbują na poważnie weryfikować. Przyjmują na wiarę, że ich informatorzy to prawdomówne anioły a ich konkurenci to bandyci. Z dziennikarską rzetelnością nie ma to wiele wspólnego. Wygląda raczej jak akcja mająca wesprzeć kogoś w biznesowej wojnie, albo prokuraturę w kiepsko rozwijającym się śledztwie.
    14. Akt oskarżenia jaki prokuratura w Białymstoku sformułowała pod adresem Sławomira J. i innych stwierdza, że grupa przestępcza liczyła 4 osoby. Głównego oskarżonego i jego trzech pracowników. Jak na największą grupę tego typu w Polsce to powiedzmy… dość skromnie.
    15. Akt oskarżenia w części dotyczącej domniemanego zastraszania właścicieli lokali dotyczy trzech czy czterech lokali w całej Polsce (automaty stoją w setkach lokalizacji) a osoby potwierdzające straszenie (zresztą wyjątkowo nieskuteczne) ściśle współpracują z konkurencją Fortuny z Białegostoku.

    Kiedy wiedząc to wszystko czytam w „Dzienniku” jak to prokurator złapał 48 maszyn, na których można było wygrać więcej niż 15 euro (wg wstępnej oceny anonimowego eksperta) i w ten sposób prać pieniądze, to śmiech pusty ogarnia.
    ~Co.
    no to jutro o jedenastej zamknięcie afery hazardowej.Można powiedzieć po wielu miesiącach że k...na 100% nie było jej w ogóle.Przerażajace,smutne jakich bydl..mamy w Sejmie Senacie

    Powiązane: Afera hazardowa

    Polecane

    Najnowsze

    Popularne

    Ważne linki