Po pierwsze, Polska dobrowolnie wyzbywa się kontroli nad około 8% swych rezerw walutowych. Bardzo szczupłe rezerwy NBP potrzebne do stabilizowania kursu złotego zostaną uszczuplone jeszcze bardziej.
Po drugie, Polska nie uzyskuje absolutnie nic w zamian. Nasz wkład w „ratowanie Europy” jest kroplą w morzu potrzeb. Nawet 200 mld euro jest kwotą dalece niewystarczającą, jeśli wziąć pod uwagę wynoszące ok. 400 mld euro przyszłoroczne potrzeby pożyczkowe Włoch.
Zobacz też: Polska pożyczy MFW około 6 mld euro
Po trzecie, pożyczanie przez banki centralne pieniędzy europejskim rządom (MFW jest tu tylko pośrednikiem) jest niezgodne z traktatem z Maastricht, którego artykuł 106 zabrania finansowania długu publicznego przez EBC i banki centralne krajów członkowskich. Tyle że europejskiego prawa w strefie euro nie przestrzega się już od lat.
Ogólnie rzecz biorąc sytuacja jest dość absurdalna. UE łamie własne traktaty i dziwi się, czemu inwestorzy nie wierzą w skuteczność uchwalanych właśnie „paktów fiskalnych”. Polska otwiera linię kredytową Funduszowi, od którego sama uzyskała obietnicę pożyczenia 30 mld dolarów. Czy NBP okaże się tak chytry, że pożyczy MFW jego własne pieniądze?































































