REKLAMA
WAKACJE NA GIEŁDZIE

Co jest właściwym miernikiem sprawności i skuteczności?

2011-02-23 08:00
publikacja
2011-02-23 08:00
Sięgnijmy tym razem do historii flot wojennych. Jest rok 1893, M. Śródziemne, wybrzeże Libanu. Nieopodal Trypolisu przepływają dwie kolumny okrętów Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii, by zamanifestować panowanie i obecność ówczesnej Władczyni Mórz  w tym rejonie.

Eskadra szła szykiem torowym, w dwu kolumnach w odległości 6 kabli - nieco ponad kilometr od siebie. Załogi okrętów, świetnie wyszkolone przez dowodzącego eskadrą admirała Tryona, idealnie równo prowadziły swoje pancerniki i krążowniki. Utrzymywano idealnie równe odstępy i idealnie równy kurs.

Admirał, lubujący się w precyzji i bardzo skomplikowanych widowiskowych manewrach, wydał rozkaz zwrotu obu kolumn do wewnątrz a potem ku lądowi, by stanąć na kotwicach czołem do portu. Szef sztabu, słysząc rozkaz, zasygnalizował swą obawę, że do takiego manewru niezbędna byłaby odległość co najmniej 8 do 10 kabli między kolumnami. Na admirale uwaga ta nie zrobiła żadnego wrażenia. Podobnie jak zdziwienie i pytające miny sygnalistów, gdy wydawał rozkaz na kolejne okręty i osobiście go potwierdzał.

Bezwzględna dyscyplina nie dopuszczała niewykonania rozkazu. Nie podniosły się zresztą żadne oficjalne głosy sprzeciwu.

Potrzeba było tylko kilku minut, by potężny taran prowadzącego jedną z kolumn „Camperdowna”, robiącego zwrot do wewnątrz wbił się z impetem w dziób flagowego pancernika „Victoria”, wchodzącego właśnie na kurs kolizyjny w czasie realizacji lustrzanego manewru. Rozkaz wykonano precyzyjnie. Za bardzo precyzyjnie.

Camperdown i victoriaWyrwa w kadłubie „Victorii” była olbrzymia. Ale okręt można jeszcze uratować. Jeśli grodzie wodoszczelne utrzymają się pod naporem mas wody, „Victorię” uda się doprowadzić na płyciznę...

Wakacje na giełdzie

Ale tylko teoretycznie, bo oto w ciągu kolejnych kilkunastu minut woda zalała kolejne przedziały, przechył pogłębił się a dziób obciążony wielką wieżą artyleryjską, zniknął pod powierzchnią.

Personel maszynowy próbował jeszcze wyprowadzić okręt na płycizny, ale wszystko na próżno. W potężnym wirze okręt zapadł się w otchłań wraz z 359 oficerami , marynarzami i nieszczęsnym admirałem Tryonem.

Do tej dramatycznej katastrofy doprowadził bezmyślny rozkaz bufoniastego dowódcy. Ale winne były też rygory wiktoriańskiej dyscypliny, która nawet w obliczu jasnej dla każdego katastrofy nie pozwalała nawet wysoko postawionym oficerom zakwestionować jawnie błędnego rozkazu.

Obsesja posłuszeństwa i jak najsprawniejszego wykonywania rozkazów miała jeszcze inne konsekwencje. Nieprzypadkowo „Victoria” tak szybko zatonęła. Grodzie wodoszczelne - najważniejsza ochrona okrętu przed zatonięciem, były na całym okręcie otwarte.

Dlaczego dopuszczono się takiego zaniedbania? Odpowiedź jest przerażająca. Zamknięcie grodzi i przejść w grodziach utrudniałoby pracę załogi. A ściślej - utrudniałoby natychmiastowe wykonanie rozkazów w bardzo krótkim  czasie - tak, jak oczekiwał tego admirał. Absorbowało bowiem czas na otwieranie i ryglowanie włazów i drzwi wodoszczelnych. A to w konsekwencji mogło opóźnić nieznacznie szybkość wykonania manewrów, mogło narazić podoficerów i oficerów na upomnienie, mogło spowodować, że inny dowódca innego okrętu mógłby zgarnąć palmę pierwszeństwa.

Jeśli postawimy na szybkość, sprawność i dokładność wykonywania rozkazów czy poleceń , ale bez zwracania uwagi na ich zasadność i na przestrzeganie kluczowych zasad, uzyskamy niezwykle skuteczny przepis na  potencjalną katastrofę.

/ wymiatacze.pl

 
Źródło:
Tematy
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają
Nie tylko 0 zł za konto. Sprawdź, które rachunki firmowe naprawdę się opłacają

Komentarze (0)

dodaj komentarz

Powiązane:

Polecane

Najnowsze

Popularne

Ważne linki