Ceny ropy crude wzrosły w notowaniach w Singapurze o 39 centów do poziomu 74,39 dolara za baryłkę. To jednak niewiele w porównaniu do 2,35 dolara spadku, jakie zanotowały w czwartek. Inwestorzy wyprzedawali wtedy kontrakty na ropę obawiając się spadku popytu na paliwa ze strony linii lotniczych, po wydarzeniach związanych z udaremnieniem ataków terrorystycznych na samoloty pasażerskie lecące z Wielkiej Brytanii do USA.
Cena ropy brent wzrosła o 30 centów do 75,58 dolarów za baryłkę po spadku o 3 dolary w czwartek.
Na rynku zapanowało pewne uspokojenie, ale jest ono pozorne, bowiem sytuacja geopolityczna i obawy o dostawy ropy ze złoża Prudhoe Bay na Alasce wciąż są obecne wśród inwestorów.
Zamachy, które udaremniła w czwartek brytyjska policja miały przyjąć skalę taka samą, albo nawet większą, niż głośne zamachy z 11 września w USA, gdzie zginęło około 3 tys. osób.
Wciąż nie wiadomo, czy największe w USA złoże ropy naftowej należące do koncernu BP będzie mogło być eksploatowane. Wprawdzie rząd USA zezwolił koncernowi na dalsze wydobycie ropy i wykorzystanie do jej transportu zachodniej nitki rurociągu, gdzie uszkodzenia są mniejsze, ale sam koncern nie podjął jeszcze decyzji.
Problemy z rurociągiem dostarczającym ropę z Alaski będą koncern BP sporo kosztowały. Sama naprawa może pochłonąć 100 mln dolarów, a wszystkie koszty związane z awarią mogą być kilka razy większe.
M.D.



























































