– Pozycja Dominetu na rynku bankowym oraz perspektywa dynamicznego rozwoju sprawiają, że jest on dzisiaj interesującym podmiotem dla wielu inwestorów finansowych i branżowych – mówi Dorota Cacek. – W związku z tym badane są obecnie opcje strategiczne rozwoju banku, w tym zainteresowanie potencjalnych inwestorów nabyciem jego akcji. Żadne decyzje na temat sprzedaży i jej terminu nie zostały podjęte. Ewentualna decyzja o sprzedaży banku może być podjęta przez jego akcjonariuszy, nie zaś przez zarząd. Milczący inwestor
Rozmowa z Dorotą Cacek |
|
|
– Czy właścicielem lokalu mieszczącego się przy ulicy Zamoyskiego 45A w Warszawie jest pan Waldemar Bobrowski, prezes Dominet Banku? – Tak, pan Bobrowski jest właścicielem tego lokalu. Bank wynajął lokal od pana Bobrowskiego w 2003 roku, czyli jeszcze przed powołaniem go na stanowisko prezesa zarządu banku. Wobec powyższego nie jest zasadny zarzut, że pan Bobrowski wynajął lokal bankowi jako prezes banku. Natomiast po objęciu stanowiska umowa już obowiązywała i obowiązywała również stawka za wynajem. Ta stawka w żaden sposób nie była zmieniana niezgodnie z zapisami umowy. Tego typu umowy są ujawniane przy badaniu bilansu. To nie jest żadna tajemnica i nie ma tutaj konfliktu interesów głównie z tego powodu, że stawki po jakich bank wynajmuje lokale są rynkowe. Zamoyskiego leży tuż przy ulicy Targowej w Warszawie, gdzie wszystkie banki mają swoje oddziały. Owszem, potwierdzam, że pan Bobrowski jest właścicielem lokalu, ale nie potwierdzam, że ma tu miejsce jakiś konflikt interesów, czy wykorzystanie stanowiska. – W jaki sposób bank dostosował się do ustawy antylichwiarskiej? – Każdy przedsiębiorca prowadzący działalność gospodarczą musi dostosować się do zmienionych warunków rynkowych. Ustawa jest faktem. My jako bank musimy się do niej bezwzględnie dostosować. Ustawa zwiększa ekspozycję banku na ryzyko stopy procentowej i na ryzyko kredytowe. Ma to zdecydowany wpływ na działalność banku. Mam wrażenie, że nasi partnerzy założyli, że ich wynagrodzenia nie powinny się zmienić. Uważam, że to są założenia niedobre, bo dobry przedsiębiorca powinien dać klientowi dobry produkt po niższej cenie, ale sprzedać go więcej. I takie podejście nazwałabym rynkowym. – Czy w związku z wejściem w życie (20 lutego 2006 r.) ustawy antylichwiarskiej bank ponosi wyższe koszty w związku z wynagrodzeniami dla partnerów? – W sytuacji wejścia w życie ustawy, bank zminimalizował swoje ryzyko wprowadzeniem ubezpieczeń sprzedawanych z kredytami. To są ubezpieczenia, które mają na celu zminimalizowanie ryzyka stopy procentowej, a to z kolei jest obarczone ryzykiem politycznym. Wiadomo bowiem, jak wygląda kwestia Rady Polityki Pieniężnej, jakie są trendy na rynku, tak więc pierwsza sprawa to zabezpieczenie banku przed zwiększonym ryzykiem stopy procentowej. Rozmawiała Małgorzata Alicja Dudek |
Plany sprzedaży Dominet Banku byli partnerzy banku nazywają krótko: – Pozbywają się śmierdzącego jajka – mówi były partner Dominet Banku (nazwisko do wiadomości redakcji). Dlaczego? – Wystarczy przyjrzeć się choćby rozliczeniom banku z partnerami – wyjaśnia. – Im się pali grunt pod nogami. Zawłaszczanie naszych pieniędzy, refaktury bez dokumentów źródłowych, niejasne powiązania rodzinne i tak dalej.
W lipcu tego roku firma Intelace Research przygotowała wycenę banku, z której wynika, że jego rynkowa wartość to od 500 do 700 mln zł.
Sprawa dla prokuratury
Rozliczenia banku z partnerami staną się niebawem przedmiotem zainteresowania prokuratury krajowej. Byli partnerzy Dominet Banku są w trakcie powoływania Stowarzyszenia Pokrzywdzonych przez Dominet Bank, którego celem jest m.in. popieranie wszelkich inicjatyw mających na celu zakończenie bezprawnych działań Dominet Banku. Stowarzyszenie chce także umożliwić wymianę informacji i doświadczeń pomiędzy osobami i instytucjami zainteresowanymi tą sprawą.
Zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Dominet Bank w imieniu byłych partnerów złoży poseł Zbigniew Kozak (PiS), który od dawna przygląda się działalności banku. Na pierwszy ogień pójdą zawłaszczone przez bank, zdaniem partnerów, środki z rachunków reklamowych („Gazeta Bankowa” nr 36 z 4 września 2006 roku). Piotr Szamałek, były partner Dominet Banku i założyciel stowarzyszenia twierdzi, że faktury za kampanię reklamową banku („Kieszenie pełne słońca”) zostały wystawione przez firmę Vizeum Polska, lecz nie na bank, a na firmy prowadzone przez partnerów. Partnerzy jednak nie zamawiali takiej usługi, a reklamy ich firm nigdy nie ukazały się w mediach. Ukazały się za to reklamy Dominet Banku. Ani bank, ani firma Vizeum nigdy nie przedstawili partnerom całkowitych kosztów reklamy i dokumentów źródłowych. Z Piotrem Borowskim, wystawcą faktur nie udało się skontaktować. Kolejna sprawa jaką rozpatrzy prokuratura dotyczyć będzie opłat za łącza WAN. W tym przypadku partnerzy również nie mieli okazji zapoznać się z dokumentami źródłowymi, czyli nie mieli możliwości zweryfikowania cen faktycznych z żądanymi przez bank opłatami (średnio 1800 zł brutto/miesiąc).
Komu ile za co?
Poseł Zbigniew Kozak, od kilku miesięcy interesujący się problemem lichwy, dopatrzył się również nieprawidłowości w stosowaniu przez Dominet Bank przepisów tzw. ustawy antylichwiarskiej.
– Zauważyłem, że Dominet Bank pobierał wcześniej wysokie prowizje, które wchodzą w zakres lichwy, dlatego zastanowiło mnie, w jaki sposób bank próbuje obejść ustawę – mówi Zbigniew Kozak. – Informacje, które uzyskałem potwierdzają tylko moje przypuszczenie, że Dominet Bank nadal stosuje lichwę. Pobiera przy kredytach gotówkowych i na zakup pojazdów mechanicznych dla osób fizycznych nie prowadzących działalności gospodarczej, zgodnie z prawem, prowizję w wysokości 4 proc. oraz 1 proc. opłaty przygotowawczej. Oprocentowanie tych kredytów również mieści się w granicach ustalonych przepisami tzw. ustawy antylichwiarskiej. I tutaj kończy się działalność zgodna z prawem. Bank pobiera bowiem dodatkowo składki na dwa obowiązkowe ubezpieczenia: ubezpieczenie na życie oraz ubezpieczenie od utraty pracy. Jeżeli klient nie wyrazi chęci skorzystania z tych ubezpieczeń, pracownik banku nie może nawet przyjąć wniosku o kredyt, gdyż nie zostanie on „przyjęty” przez system.
Dominet Bank pobiera składkę na ubezpieczenie na życie (Hestia) w wysokości 3,99 proc. kwoty kredytu, po czym dolicza ją do kwoty kredytu. Kolejne ubezpieczenie – od utraty pracy (również Hestia) – wynosi 7,3 proc. raty kredytu i jest naliczana od każdej raty kredytu. Pikanterii sprawie dodają kolejne fakty. Do chwili wejścia w życie ustawy antylichwiarskiej składka na ubezpieczenie na życie wynosiła 2,5 proc. kwoty kredytu, była więc o 1,4 proc. mniejsza niż obecnie, a warunki ubezpieczenia nie zmieniły się.
– Według mnie, bank de facto zatrzymuje u siebie od 70 do 90 proc. składki ubezpieczeniowej, pomniejszając w ten sposób wpłaty do ubezpieczyciela – mówi Zbigniew Kozak. – To pokazuje, jak bardzo fikcyjne jest to ubezpieczenie. Ostatnia kwestia to ubezpieczenie od utraty pracy. Teoretycznie składkę na to ubezpieczenie klient płaci do momentu spłacania kredytu zgodnie z harmonogramem, ale faktycznie nawet w momencie spłaty kredytu przed czasem, składka na to ubezpieczenie jest doliczana do wcześniej spłacanego kredytu, czyli tak, jakby klient spłacał kredyt zgodnie z harmonogramem.
– Krótko mówiąc, jeżeli klient zaciągnął kredyt na 12 miesięcy i do każdej raty doliczana jest składka na ubezpieczenie od utraty pracy, to składek jest 12 – podsumowuje Kozak. – Jeżeli jednak klient spłaci kredyt w całości np. po 6 miesiącach, to zapłaci po przeliczeniu przez bank: pozostałą do spłaty część kapitału (dobrze), odsetki za wykorzystany okres (dobrze) oraz, uwaga, składki na ubezpieczenie od utraty pracy za pozostałe 6 miesięcy, mimo że nie będzie już w tym okresie objęty ochroną wynikającą z tego ubezpieczenia.
Krewni i znajomi
Właścicielem Dominet SA i wiceprezesem Dominet Banku jest Dorota Cacek, a jej mąż, Sylwester Cacek, sprawuje funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej Dominet Banku. W zarządzie banku zasiada również pani Mariola Krawiec-Rzeszotek, siostra Sylwestra Cacka. Pani Krawiec-Rzeszotek, wiceprezes Dominet Banku, od niedawna kieruje Departamentem Organizacji, Departamentem Administracji i Departamentem Kontroli Dominet Banku. Poprzednio nadzorowała prace Departamentu Kredytowego. Andrzej Rzeszotek pracuje w Departamencie Windykacji, gdzie prowadzi powindykacyjny parking samochodowy należący do banku. Zajmuje się sprzedażą samochodów zajętych przez bank, a będących zabezpieczeniem spłaty kredytów.
– Zbieżność nazwisk nie jest przypadkowa – ze śmiechem wyjaśnia Dorota Cacek. – Są tutaj powiązania rodzinne. Dominet SA, jako spółka pośrednictwa finansowego jest spółką rodzinną. Pani prezes Mariola Rzeszotek jest członkiem zarządu banku, pan Andrzej Rzeszotek jest jej mężem, a pani Ida Rzeszotek jest członkiem odległej rodziny. Nie mamy nic przeciwko temu, by zatrudniać osoby skoligacone w jakiś sposób. Kryterium decydującym jest kryterium fachowości i nie ma żadnych przepisów czy obostrzeń, które zabraniałyby zatrudniać w banku osoby skoligacone. Trzymamy się jednak wewnętrznie jednej zasady: bezpośrednim przełożonym pracownika banku nie może być ktoś z jego rodziny.
W banku zatrudniona jest również Alicja Kurzawska, pracownik Departamentu Kredytów (na stanowisku kierowniczym), siostra Andrzeja Rzeszotka.
O etyce słów kilka
Na temat powiązań rodzinnych nie tak dawno spierała się komisja bankowa. Poszło o Instytut Naukowy CASE, którym kieruje pani Ewa Balcerowicz i prof. Leszka Balcerowicza, prezesa NBP, a do niedawna także członka Rady Nadzorczej Instytutu. Był to, zdaniem komisji, konflikt interesów, chodziło przecież o pieniądze. Pomijając już państwa Balcerowiczów, konflikt interesów może być tym bardziej dotkliwy i przykry w skutkach, jeśli dotyczy instytucji zaufania publicznego, jaką jest bank.
Najlepsze polskie banki zwracają baczną uwagę na powiązania rodzinne swoich pracowników (ING Bank Śląski, BOŚ, Kredyt Bank, BPH, Pekao i inne). Niekiedy dochodzi nawet do ekstremalnych przypadków zwalniania osób, które nie są jeszcze małżeństwem, choć ze sobą mieszkają.
– Bank, jako instytucja zaufania publicznego, charakteryzować się powinien podwyższonymi wymaganiami etycznymi – wyjaśnia dr Grzegorz Myśliwiec, wykładowca etyki biznesu w Szkole Głównej Handlowej. – Źródło pochodzenia pieniędzy na utworzenie banku może być skoncentrowane wokół rodziny, ale bank musi zachować znacznie wyższe standardy niż spółki niefinansowe. Powiązania rodzinne w przypadku banku nie mogą mieć miejsca, ponieważ zależności emocjonalne pomiędzy wykonawcami działań operacyjnych mogą doprowadzić do zafałszowania faktycznego obrazu spółki i obniżenia jej wartości rynkowej.
Lekceważenie kodeksów etycznych i zasad Corporate Governance, zdaniem dr. Myśliwca, podważa wiarygodność banku. – Wiele banków w Polsce nie jest jeszcze do końca ucywilizowanych, choćby omawiany przykład. Dotyczy to również zasad marketingu, czyli kuszenie wycieczką zagraniczną, umorzeniem kredytu itp. Takie działania banków odwracają uwagę klienta od tego co naprawdę ważne, jak warunki spłaty i cena kredytu.
Małgorzata Alicja Dudek































































