Masowe demonstracje z końca 2025 r. w Bułgarii, określane protestami pokolenia Z ze względu na wiek znacznej części uczestników, doprowadziły do upadku rządu Rosena Żelazkowa i rozpisania wyborów. Przed głosowaniem w niedzielę młodzi Sofijczycy nie widzą jednak wielkich szans na zmianę sytuacji w kraju.


Do przedterminowych wyborów parlamentarnych w Bułgarii - ósmego głosowania w ciągu ostatnich pięciu lat - doprowadziła dymisja rządu Żelazkowa, który ugiął się pod presją masowych protestów społecznych z końca 2025 roku.
Gabinet Żelazkowa został powołany po wyborach z października 2024 roku - drugich w tamtym roku.
Na przełomie listopada i grudnia 2025 roku setki tysięcy demonstrujących w całym kraju domagały się dymisji rządu. Bezpośrednią przyczyną wybuchu niezadowolenia społecznego stał się projekt ustawy budżetowej na 2026 rok, przewidujący m.in. podwyższenie o 2 proc. składek na ubezpieczenie i pokaźne noworoczne premie dla urzędników oraz członków służb bezpieczeństwa. Protestujący sprzeciwiali się też systemowej korupcji i upolitycznieniu instytucji publicznych.
Krytycy oceniali, że zawarte w projekcie budżetu wyższe podatki dla sektora prywatnego miałyby sfinansować podwyżki w sektorze publicznym, co z kolei dałoby rządzącym większą kontrolę nad administracją publiczną, wojskiem i policją.

Wielotysięczne demonstracje w największych miastach Bułgarii szybko przerodziły się w ruch domagający się od władz odpowiedzialności, przejrzystości i przywództwa. Badanie opinii przeprowadzone na przełomie listopada i grudnia przez agencję Myara wykazało, że poparcie dla protestów wynosiło w tym czasie ponad 71 proc.
Siłą napędową protestów - na co zwracały uwagę media krajowe i zagraniczne - była młodzież z pokolenia Z. Urodzeni pod koniec lat 90. lub na początku XXI wieku Bułgarzy organizowali się na TikToku i Instagramie, a postulaty rozpowszechniali m.in. za pomocą memów. Na demonstracje przychodzili z transparentami głoszącymi m.in. „Pokolenie Z was dorwie” czy „Dajcie nam powód, by zostać”, odnoszącym się do problemu emigracji z kraju.
Mimi Sziszkowa, popularna w kraju influencerka i jedna z twarzy protestów, mówiła, że „istotą żądań pokolenia Z jest położenie kresu korupcji”. Organizacja Balkan Free Media Initiative zauważyła, że w trakcie protestów ich popularność na TikToku 70-krotnie przewyższyła popularność poprzednich manifestacji.
W ostatnich dniach przed wyborami młodzi mieszkańcy bułgarskiej stolicy przyznawali, że nie mają wielkich nadziei względem niedzielnych wyborów. - Wpadliśmy w wieloletni cykl wyborczy i nie sądzę, żeby tym razem udało się nam z niego wydostać - stwierdził w rozmowie z PAP 25-letni Hristo. Zaznaczył, że mimo wszystko będzie głosować.
- Chodziłyśmy na protesty, ale nie sądzę, by nowe wybory przyniosły jakieś trwałe rozwiązanie. W Bułgarii łatwiej obalić władzę niż powołać do życia stabilny rząd - powiedziała Weselina, 30-letnia mieszkanka Sofii.
- Będę głosować na Radewa (byłego prezydenta Bułgarii Rumena Radewa, który zrezygnował z urzędu, by wystartować w wyborach z nową koalicją Postępowa Bułgaria - PAP). Nie dlatego, że jestem jego zwolenniczką, ale dlatego, że tylko on ma szansę na utworzenie i podtrzymanie większości. Innego rozwiązania naszej sytuacji nie widzę - dodała jej koleżanka Elena.
Obie przyznały, że chociaż utrzymujący się od kilku lat kryzys jest męczący, nie sądzą, aby demokracja w Bułgarii była zagrożona.
Młodzi mieszkańcy Sofii powiedzieli PAP, że najważniejszymi są dla nich kwestie dotyczące problemu korupcji, sprawniejszego funkcjonowania państwa, np. szpitali, oraz lepsze perspektywy zatrudnienia.
Sondaże wskazują na zdecydowane zwycięstwo koalicji Radewa w niedzielnych wyborach
Opublikowane w piątek ostatnie sondaże przed niedzielnymi wyborami parlamentarnymi w Bułgarii wskazują na zdecydowane zwycięstwo koalicji Postępowa Bułgaria niedawnego prezydenta Rumena Radewa z wynikiem 32-34 proc. głosów. Partii GERB byłego premiera Bojko Borisowa sondaże dają 19 proc. poparcia.
Badania agencji Alpha Research, Miara oraz Trend przyniosły bardzo zbliżone wyniki. Różnice dotyczyły głównie ostatnich miejsc oraz przewidywań, czy do nowego parlamentu wejdzie pięć czy sześć partii. Nie wyklucza się, że czteroprocentowy próg wyborczy minimalnie przekroczy nawet siedem partii, choć jest to mało prawdopodobne.
Alpha research i Miara przewidują 34,2 proc. głosów dla koalicji Radewa, a Trend – 32,2 proc. Według sondaży Radew, który zrezygnował z urzędu prezydenta, by włączyć się do wyścigu wyborczego pod hasłem walki z oligarchią i mafią, nie zdobędzie bezwzględnej większości 121 mandatów. Na drugim miejscu plasuje się centroprawicowa partia GERB Borisowa z poparciem 19,1–19,2 proc. Trzecie miejsce może zająć centrowa formacja Kontynuujemy Zmiany–Demokratyczna Bułgaria z wynikiem 11 proc.
Walka o czwarte miejsce rozegra się między partią DPS-Nowy Początek oligarchy Deliana Peewskiego działającą w regionach z dużą mniejszością turecką jak Kyrdżali i nacjonalistyczno-rusofilskim ugrupowaniem Wyzrażdane (Odrodzenie), którym sondaże dają 7-9 proc. Na granicy progu wyborczego balansuje postkomunistyczna Bułgarska Partia Socjalistyczna. Jeżeli nie wejdzie do parlamentu, będzie to jej największa porażka od czasu zmian politycznych w 1989 r.
W sumie w wyborach, ósmych w ciągu ostatnich pięciu lat, o mandaty w 240-osobowym, jednoizbowym Zgromadzeniu Narodowym będą ubiegać się kandydaci z 14 partii i 10 koalicji.
Agencje socjologiczne nie przewidują dużej frekwencji, spodziewają się, że wyniesie ona ok. 50-55 proc., czyli jednak więcej niż w poprzednich wyborach, kiedy głosowało ok. 40 proc. uprawnionych. Duże obawy obserwatorów budzi kupowanie głosów, którego mimo intensywnych wysiłków resortu spraw wewnętrznych nie daje się powstrzymać. Handel głosami nie jest nowym zjawiskiem w Bułgarii, lecz - według MSW - obecnie skala procederu jest pięciokrotnie większa w porównaniu z poprzednimi wyborami w 2024 r.
Ewgenia Manołowa (PAP)
man/ kar/
Z Sofii Jakub Bawołek (PAP)
jbw/ akl/




























































