Ostatnimi laty deweloperzy coraz chętniej informują o budowanych przez siebie osiedlach samowystarczalnych, określanych również „miastami w mieście”. W zamyśle inwestorów mają to być wielofunkcyjne dzielnice miast, podnoszące komfort życia ich mieszkańców. W praktyce przypominają nową wersję PRL-owskich blokowisk.
Inwestorzy coraz częściej decydują się na budowę wielkoobszarowych, samowystarczalnych dzielnic mieszkalnych. Przykładowo, we Wrocławiu powstają Nowy Port czy Nowe Żerniki, a w Warszawie Nowy Mokotów. Najwyraźniej modne wśród deweloperów określenie „nowy” ma nieść dodatkowy przekaz - „lepszy i bardziej prestiżowy”. Ale czy faktycznie tak jest lub będzie?
„Miasto w mieście” nowszą wersją blokowiska
| Zobacz też: | |
| Wrocław buduje idealne osiedle. Będzie też idealny kredyt? | |
Między dzisiejszymi „miastami w mieście” a PRL-owskimi blokowiskami można doszukać się pewnych podobieństw. Dzisiejsze samowystarczalne dzielnice zdają się być nowszą wersją tamtych blokowisk. Budownictwo mieszkaniowe bazujące na technologii wielkopłytowej opierało się na planowaniu i budowaniu nowych, dużych osiedli mieszkaniowych. Z czasem osiedla stały się samowystarczalne, bo takie były potrzeby mieszkańców. Niemal w zasięgu ręki wyrastały sklepy, szkoły, punkty opieki zdrowotnej, nie zabrakło również terenów zielonych czy placów zabaw dla dzieci. Dobrym przykładem jest osiedle Ustronie w Radomiu, które „jest owocem trwających pod koniec lat 60. rozważań nad stworzeniem – nie jak dotąd pojedynczego osiedla – ale zwartej, samowystarczalnej dzielnicy składającej się z zespołu osiedli mieszkaniowych wraz z kompleksową infrastrukturą”.
| Zobacz też: | |
| Osiedla zamknięte po polsku | |
Z upływem czasu i wzrostem zapotrzebowania na lokale mieszkalne wolne przestrzenie występujące między zwartymi osiedlami były wypełniane pojedynczymi inwestycjami. Dzisiaj - jak dawniej - deweloperzy poszukują sporych (10-50 ha) obszarów położonych w niewielkiej odległości od centrów miast lub na ich obrzeżach (w centrach miast brakuje już przestrzeni, a i ceny działek poza centrum są niższe), otoczonych rozległymi terenami zielonymi, by wybudować na nich samowystarczalne i wielofunkcyjne dzielnice. Samowystarczalność zakłada się już w planach zwartych inwestycji . Poza blokami (lub domami jednorodzinnymi, jak ma to miejsce w przypadku Osiedla Książenice koło Grodziska Mazowieckiego), oferującymi tysiące mieszkań, na takich osiedlach mają się znaleźć punkty handlowo-usługowe i medyczne, przedszkola, szkoły, centra sportu i rekreacji, ośrodki kultury, enklawy biurowe czy hotelowe, a wszystko to odpowiednio skomunikowane.
– Niestety, wiele z tych znakomicie brzmiących elementów miast w mieście nigdy nie powstanie. Co więcej, niejedna inwestycja obliczona na kilka tysięcy mieszkań zamknie się wraz z finiszem jej pierwszego etapu. Jeśli zaś nie będzie nowych mieszkańców, to nie będzie nowej infrastruktury. Tym samym nowe, deweloperskie samowystarczalne osiedla staną się ułomne, tak samo jak ułomna - choć pod innymi względami - była wielka płyta – mówi Malwina Wrotniak, analityk Bankier.pl.| Zobacz też: | |
| Wprowadzasz się na duże osiedle, spędzisz lata na budowie | |
Dzisiejsze samowystarczalne osiedla przypominają swym charakterem i odpowiadają na podobne potrzeby jak PRL-owskie blokowiska. Różnice dotyczą technologii wykonania, trwałości materiałów czy standardu wykończenia obiektów składających się na ostateczny kształt „miasta w mieście”. I marketingu.
Zuzanna Brud, Bankier.pl





























































