Pomimo niezłej postawy wielkich spółek technologicznych wtorkowa sesja na Wall Street zakończyła się niewielkimi spadkami głównych giełdowych indeksów. Wycenom akcji szkodziły mocno rosnące rentowności obligacji skarbowych. Nie pomagała też najdroższa od listopada ropa naftowa.


Dow Jones zakończył wtorek na pułapie 34 645,10 punktów, tracąc 0,56%. S&P500 poszedł w dół o 0,42%, schodząc do poziomu 4 496,83 pkt. O dodatnie zakończenie sesji do końca walczył jedynie Nasdaq, ale i ten ostatecznie oddał 0,08%, pozostając tuż powyżej 14 000 punktów.
Względna odporność Nasdaqa byłą efektem mocnej postawy wielkich technologicznych quasi-monopoli. Akcje Microsoftu podrożały o 1,7%, Mety o 1,5%, a Google’a i Apple'a po 0,1%. Do tego dodajmy blisko 5-procentową zwyżkę notowań Tesli oraz ponad 2-procentowe wzrosty notowań Oracle czy Netfliksa.
Jednakże szerokiemu rynkowi ciążyła kwestia utrzymania względnie wysokich stóp procentowych w USA. Członek zarządu Fedu Christopher Waller powiedział, że bank centralny powinien przez dłuższy czas utrzymać obecny poziom stóp procentowych. Tymczasem rynek liczy, że w drugiej połowie 2024 roku Fed zacznie łagodzić politykę pieniężną.

W reakcji na tą wypowiedź mocno w górę poszły rynkowe stopy procentowe. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych podskoczyła o blisko 10 pb., podnosząc się do poziomu 4,27%. Niewiele słabszy był wzrost dochodowości 2-letnich Treasuries, które znów płacą prawie 5%. Czyli dość sporo w odniesieniu do rynku akcji, gdzie indeks S&P500 wyceniany jest na blisko 19-krotność przypadających nań oczekiwanych zysków spółek. Przy takiej wycenie premie za ryzyko trzymania akcji względem 10-letnich obligacji skarbowych wynosi ok. 100 pb. „Podręcznikowe” wyceny zwykle zakładały wymaganą przez inwestorów premię rzędu 500 pb.
- Jednym z powodów, dla których rynek akcji ma problemy z pójściem naprzód jest to, że stopy procentowe nadal rosną, dostarczając dobrą alternatywę dla akcji – stwierdził Paul Nolte, strateg rynkowy z Murphy & Sylvest Wealth Management cytowany przez agencję Reuters.
Dodatkowym problemem okazuje się też dalszy wzrost notowań ropy naftowej. Dziś cena baryłki ropy Brent po raz pierwszy od listopada sięgnęła poziomu 90 USD. Stało się to po tym, jak Arabia Saudyjska i Rosja zapowiedziały przedłużenie do końca roku dobrowolnych redukcji wydobycia surowca. Droga ropa to nie tylko słabszy konsument oraz wzrost kosztów dla biznesu, ale też większa presja na inflację i bankierów centralnych, aby utrzymać (lub nawet podnieść) stopy procentowe na podwyższonych poziomach.
Dodatkowo niepokoić mogą doniesienia z Chin oraz Europy, gdzie recesja zawitała już nie tylko do sektora wytwórczego, ale też rozprzestrzeniła się na sektor usług. Ten ostatni przez pierwszą połowę roku pozwalał strefie euro na uniknięcie formalnej recesji. W drugim półroczu może to być już znacznie trudniejsze.
































































