Bat na nieuczciwych kontrahentów: biura informacji gospodarczej

Na razie działa tylko jedno biuro informacji gospodarczej, pomagające identyfikować i mobilizować do spłat niesolidnych dłużników. W przyszłym roku mają być już trzy, a później może więcej.

Tworzenie licencjonowanych biur informacji gospodarczych (BIG) uregulowała ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych, która weszła w życie 26 kwietnia 2003 r.

Od tej pory nazwa ta jest zastrzeżona dla instytucji, których regulamin został zatwierdzony przez Ministerstwo Gospodarki i mających kapitał akcyjny minimum 4 mln zł.

Firmy, które wcześniej miały w swojej nazwie słowa „biuro informacji gospodarczej”, powinny ją zmienić, np. na „agencja informacji gospodarczej”. Zadaniem BIG-ów jest ochrona uczestników obrotu gospodarczego przed nierzetelnymi dłużnikami oraz promowanie konsumentów i przedsiębiorców płacących w terminie swoje należności.

„W Polsce co roku setki firm tracą miliony złotych w związku z ogromną liczbą złych długów powstałych wskutek działalności nierzetelnych kontrahentów. Z tego względu do tej pory koszty nieściągalnych długów były przerzucane przez firmy na konsumentów”, twierdzi radca prawny Arwid Mednis, współautor projektu ustawy, doradca w Ministerstwie Gospodarki Pracy i Polityki Społecznej. „Teraz przedsiębiorcy mają narzędzie pozwalające im chronić się przed nierzetelnymi kontrahentami przy poszanowaniu wszelkich praw obywateli. Jednocześnie rzetelni klienci zyskają szansę na potwierdzenie swej wiarygodności płatniczej, co zaowocuje korzystniejszymi warunkami zawarcia transakcji np. szybszą ścieżką kredytową”.

Twórcy ustawy podkreślają również, że jeśli w polskiej gospodarce mają być oferowane tanie kredyty, to muszą również powstać sprawne instytucje strzegące przedsiębiorców przed plagą złych długów, zwłaszcza że istniejący do tej pory w Polsce system weryfikacji dłużników jest dalece niedoskonały.

Z jednej strony działa niewydolny Rejestr Dłużników Niewypłacalnych w Krajowym Rejestrze Sądowym, który liczy zaledwie 4 tys. rekordów i nie ma większej wartości dla podmiotów sprawdzających wiarygodność swych kontrahentów. Z drugiej strony w Internecie łatwo można znaleźć niesławne „czarne listy”, gdzie każdy może sprawdzić wysokość zadłużenia wymienionej osoby.

Jedynym efektywnym narzędziem od kilku lat jest Biuro Informacji Kredytowej. Mogą jednak z niego korzystać jedynie instytucje bankowe. Natomiast biura informacji gospodarczej mają pomóc innym firmom.

„Nasze doświadczenia z Biurem Informacji Kredytowej wskazują, iż tego typu rozwiązania są niezwykle potrzebne”, mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes zarządu Związku Banków Polskich. „Tylko jeden rok działalności BIK przyniósł sektorowi bankowemu kilkaset milionów złotych oszczędności na złych długach, a należy pamiętać, że to dopiero początek”.

Rejestr długów

W sierpniu 2003 r. ruszyło pierwsze biuro informacji gospodarczej. Uruchomiła je spółka Krajowy Rejestr Długów SA z Wrocławia, wchodząca w skład grupy kapitałowej działającej od kilku lat w branży zarządzania i windykacji wierzytelności. Jej usługi cieszą się sporym zainteresowaniem.

„W ciągu trzech miesięcy działalności pierwszego BIG-u w Polsce wnioski rejestracyjne złożyło 8 tys. firm. Do systemu zostały dopisane 3172 sprawy”, twierdzi Wiola Samborska z firmy KRD. „Informacje od użytkowników KRD wskazują, że większość z nich wysłała do dłużników wezwanie do zapłaty z rygorem dopisania informacji o długu do rejestru. Skutkiem tego było zdecydowane uaktywnienie się dłużników w sferze spłat zaległych zobowiązań. Spodziewać się można, że dopisani zostali tylko ci, na których upublicznienie nie robi wrażenia (jest ich niewielu), bądź ci, którzy zupełnie utracili zdolność płatniczą. W obu przypadkach informacja o nich uchroni kolejnych przedsiębiorców przed niewłaściwą decyzją biznesową”. Jej opinię o skuteczności BIG-u potwierdza Jolanta Ernest z Zarządu Budynków i Lokali Komunalnych w Szczecinie. „Po przesłaniu najemcom lokali użytkowych wezwań do spłaty zaległych czynszów wraz z ostrzeżeniem, że informacje o nich mogą trafić do KRD, aż połowa z nich zareagowała pozytywnie. Część spłaciła zaległości w całości, a część zaproponowała ugodę i rozłożenie spłat na raty. W ciągu trzech miesięcy, od sierpnia do października 2003 r., udało się nam dzięki temu odzyskać kilkadziesiąt tysięcy złotych”, mówi Jolantą Ernest. „Do firm, które nie odpowiedziały na to wezwanie, wysyłamy teraz informacje, że ich dane zostały umieszczone w rejestrze dłużników i pozostaną tam, dopóki nie spłacą zobowiązań. Mam nadzieję, że niektóre firmy zareagują na to, bo nie będą chciały, by ich dostawcy dowiedzieli się, że są niesolidne”.

Z usług BIG-u zdecydowała się skorzystać również Spółdzielnia Mieszkaniowa „Bródno” w Warszawie. „Traktujemy to jako dodatkową formę nacisku na osoby, które zalegają z czynszami”, mówi Andrzej Ronek, prezes spółdzielni. „Za prawo zgłaszania ich do KRD płacimy tylko nieduży abonament - 250 zł miesięcznie plus VAT. Nie jest to więc wielki koszt. Dopiero zaczęliśmy powiadamiać dłużników, że wpisanie ich do rejestru utrudni im zaciąganie kredytów i zakupy na raty. Nie wiem jeszcze, jakie będą efekty współpracy z BIG-iem. Mam nadzieje, że wyższe niż abonament”.

Wiola Samborska twierdzi, że zadecydowana większość korzystających z KRD to przedsiębiorstwa produkcyjne, usługowe i handlowe, dokonujące sprzedaży w kredycie kupieckim.

„W przypadku dużych koncernów, które podpisały umowę z KRD, proces powiadamiania dłużników o zamiarze dopisania do rejestru długów następuje stopniowo. Przyczyna leży w tym, że wymóg poinformowania dłużnika listem poleconym generuje koszty, które przy kilkunastotysięcznym gronie dłużników stają się pokaźne. Firmy posiadające kilkadziesiąt tysięcy dłużników są w jeszcze poważniejszej sytuacji. Dlatego też proces dopisywania będzie rozłożony w czasie”, uważa Wiola Samborska.

„Nie korzystamy z usług KRD. Czekamy na stworzenie BIG-u z prawdziwego zdarzenia z bazą o milionach klientów”, mówi Piotr Krupa, prezes firmy Kruk, zajmującej się windykacją długów od klientów detalicznych. „Pomysł tworzenia kilku BIG-ów jest niedobry. Nie chcemy korzystać z czterech baz danych”.

Rośnie konkurencja

Szybkie uruchomienie kolejnego BIG-u zapowiada austriacka firma KSV, która od 1992 r. jest udziałowcem największej na polskim rynku wywiadowi gospodarczej Coface Intercredit. Jej biuro ma rozpocząć działalność w styczniu 2004 r. „Regulamin naszego BIG-u jest już w Ministerstwie Gospodarki. W jego nazwie będą słowa: Bank Danych Kredytowych. Będziemy bowiem dostarczali nie tylko negatywnych informacji o dłużnikach, ale również raportów pozytywnych, stwierdzających, że dany podmiot reguluje swoje zobowiązania terminowo”, mówi Iwona Janeczek z KSV.

Grupą docelową tego BIG-u będą banki, operatorzy telefonii cyfrowej, pośrednicy kredytowi, firmy leasingowe i faktoringowe, towarzystwa ubezpieczeniowe oraz duże przedsiębiorstwa, w których zarządzanie ryzykiem kredytowym i handlowym jest standardem.

„Ceny usług biura dla tych podmiotów będą negocjowane”, twierdzi Iwona Janeczek.

Podobnej grupie klientów swoje usługi chce zaproponować BIG organizowane przez Biuro Informacji Kredytowej.

Zdaniem Piotra Krupy o sukcesie BIG-u będzie decydowało to, któremu z nich powierzą dane o milionach swoich dłużnikach telefonie komórkowe i stacjonarne. Latem tego roku wydawało się, że pozyskanie telefonii uda się BIG-owi tworzonemu przez Biuro Informacji Kredytowej. W pracach jego komitetu organizacyjnego brały udział wszystkie sieci komórkowe: PTK Centertel, Polska Telefonia Cyfrowa i Polkomtel. Ostatecznie jednak tylko ta ostatnia firma zdecydowała się zostać akcjonariuszem kolejnego BIG-u. Dwie pozostałe sieci deklarują tylko współpracę.

Pojawiają się informacje, że o utworzeniu własnego BIG-u myśli Telekomunikacja Polska. Jej biuro prasowe twierdzi, że decyzje w tej sprawie nie zostały jeszcze podjęte.

Bankowa pewność siebie

Mariusz Wyżycki, wiceprezes Biura Informacji Kredytowej, który zajmuje się organizowaniem nowego BIG-u, ma nadzieję, że Telekomunikacja Polska będzie z nim współpracowała. Liczy, że jego BIG będzie największy w Polsce. „Już na starcie będziemy mieli dostęp do milionów danych. 700 tys. rekordów ma BIK. Związek Banków Polskich posiada informacje o pół milionie osób nie wywiązujących się z zobowiązań oraz bazę dokumentów zastrzeżonych z 1,5 mln rekordów. Każda telefonia ma po kilkaset tysięcy kłopotliwych klientów”, przekonuje Mariusz Wyżycki.

Ostatecznie akcjonariuszami spółki, która ma utworzyć nowy BIG, zostali: BIK, PKO BP, PZU, Polkomtel, Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych, KGHM, Związek Banków Polskich i Krajowa Izba Gospodarcza. Jej kapitał ma wynieść 8 mln zł. „Stworzenie nowoczesnego BIG-u będzie kosztowało więcej - przynajmniej kilkanaście milionów złotych. Najdroższy będzie efektywny system informatyczny. Jego zaprojektowanie, zbudowanie i przetestowanie zajmie kilka miesięcy. Dlatego planujemy, że nasz BIG zacznie działać w połowie 2004 r.”, mówi Mariusz Wyżycki.

Liczy, że jego klientami będą telefonie, płatne telewizje, firmy ubezpieczeniowe, leasingowi i faktoringowe, ale również spółdzielnie mieszkaniowe oraz zakłady energetyczne, gazownie i wodociągi. Jeden raport o kliencie ma kosztować około 1 euro.

Jeżeli Telekomunikacja Polska zdecyduje się na utworzenie kolejnego BIG-u, będą już cztery. Stwarzać do będzie pewne zagrożenie dla idei bezpieczeństwa obrotu gospodarczego. Trudniej bowiem będzie sprawdzić, czy klient, z którym chcemy podpisać umowę, jest wiarygodny.

Jerzy Krajewski
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.

Nowy komentarz

Anuluj

Kalendarium przedsiębiorcy

Brak wydarzeń

Kalkulator płacowy

Oblicz wysokość pensji netto, należne składki oraz podatek.