Wydłub oko laleczce voodo, a dowiesz się, ile za taką szkodę dostaniesz pieniędzy od Avivy. Nowa reklama szokuje. Ubezpieczyciel może sobie jednak na to pozwolić. Banki są bardziej ostrożne. Stawiają na humor, choć i ten bywa kontrowersyjny.

Laleczka voodoo z reklamy Avivy, źródło: aviva.pl
Wbij szpilkę w oko laleczki voodoo a dowiesz się, że za utratę oka dostaniesz do 30 tys. zł. To w przypadku, jeśli wybierzesz obrządek standardowy (składka 40 zł miesięcznie). Jeśli będzie to obrzęd o podwyższonej skuteczności (składka 60 zł), za utratę oka firma wypłaci blisko 60 tys. zł. Dociekliwi mogą poznęcać się nad laleczką, wbijając szpilki w nogi, ręce czy serce. Do wbicia jest 20 szpilek. Reklama już zyskała miano kontrowersyjnej, przez co nie można odmówić jej skuteczności. Link do strony krąży już w internecie, a temat podchwyciły największe branżowe media.
Szokujący przekaz ma na celu uzmysłowienie młodym ludziom, jak ważne w trudnych momentach może być ubezpieczenie NNW. Mdła i nudna reklama nie przykuje uwagi i nie skłoni klienta do refleksji. Wirusowe rozprzestrzenianie się kontrowersyjnego "kalkulatora" może okazać się dużo bardziej skuteczne niż miliony wydane na "grzeczną" reklamę w telewizji.
Telewizja wieje nudą
Branża finansowa rzadko sięga po szokujące reklamy. W bankach w ogóle nie ma miejsca na tego typu przekaz. Tu bardziej sprawdza się humor lub popularna postać. Dlaczego? Bo bank to przedsiębiorstwo o charakterze instytucji zaufania publicznego. Powinien kojarzyć się z bezpieczeństwem, zaufaniem, stabilnością. Kiedyś banki reklamowało się tak.

Dziś wszyscy mają świadomość, że szok i kontrowersja to broń obosieczna. Jednych klientów może przekonać, innych zniesmaczyć, w efekcie wyrządzając szkody samemu reklamodawcy. Jednak ogromna konkurencja w sektorze sprawia, że banki też muszą uciekać się do chytrych sztuczek. Sięgają m.in. po marketing wirusowy.
Banki folgują sobie w internecie
Część z nas pamięta zapewne głośną reklamę mBanku, w której ksiądz wysiada z luksusowego samochodu, zachęcając do skorzystania z produktów banku. Przekonuje też, że nie warto wierzyć reklamie ("i facetowi przebranemu za księdza"). Reklama już sama w sobie kontrowersyjna. Wsparcie zapewniło jej także dodatkowe nagranie z kulis kręcenia klipu, które wirusowo krążyło po internecie.
To tylko jeden z klipów mBanku z księdzem w roli głównej. W reklamach wystąpił też św. Krzysztof, patron kierowców, czy buddysta. Był także Wuj i jego konto ("... to po wuju masz to konto"). W tym przypadku przekaz kierowany był także do młodych ludzi. Ale także i "duży" BRE Bank sięgnął po dość nietypowy przekaz.
Grupa BRE nie jest odosobnionym przypadkiem. W reklamie Inteligo wystąpiła Maria Peszek, która przyznała, że nie ma czasu na seks. - A co dopiero na jakieś tam banki, PIN-y, przelewy i inne pieprzoty - mówiła.
Bank: To nie my!
Niezłą karierę w drugim obiegu zrobiła też jedna z reklam Banku BPH. Sześć lat temu bank reklamował pożyczkę od ręki. Standardowa scenka rodzajowa: para wchodzi do banku, mąż deklaruje, że nie ma dochodów. Mimo tego pracownica banku z uśmiechem na ustach przyznaje pożyczkę. Rzecz w tym, że powstało drugie video, gdzie pracownica banku każe mu wyp...lać. Bank co prawda odciął się od produkcji i podjął tytaniczną próbę usunięcia video z sieci, jednak ostatecznie reklama do dziś krąży po internecie.
ING Bank Śląski kilkukrotnie sięgał już po zaskakujące reklamy, choć ani razu nie były one aż tak szokujące, jak na przykład ostatnia kampania Avivy - bank stawia przede wszystkim na humor. Jedną z ciekawszych kreacji było wystąpienie Marka Kondrata w roli w roli prezydenta. Do internetu trafiła też nieemitowana w telewizji reklama kredytu hipotecznego pt. "Tato kupa"]
Przez jakiś czas internet żył reklamą nieistniejącego już serwisu social lending: monetto.pl. Tu w dość dosadny sposób aktorzy pokazali stosunek pracownika banku do klienta].
Reklamy produktów finansowych coraz częściej mają dwa oblicza. Oficjalne, grzeczne - w telewizji i ostre, zaskakujące - w internecie. Pojawia się pytanie, czy i kiedy ta granica się zatrze. Ostra konkurencja zmusza banki do szukania coraz bardziej zaskakujących chwytów reklamowych. Coraz chętniej zachęcają swoich klientów do przesyłania własnych propozycji na klipy i publikują je na swoich kanałach w portalach społecznościowych. Wyobraźnia i poczucie humoru internautów są nieograniczone. To powinno udzielać się producentom.
Wojciech Boczoń


























































