PGE miała być liderem projektu, który miał doprowadzić do budowy w Polsce elektrowni jądrowej. Z najnowszych doniesień Reutersa wynika, że wcale tak być nie musi.


Zdaniem źródeł Reutersa PGE ma się skupić na wartym 10 mld zł projekcie elektrowni wiatrowych na Bałtyku. - PGE nie może finansować dwóch projektów: i wiatrowego, i nuklearnego. Podjęliśmy decyzję, by finansowała ten pierwszy - powiedział agencji informator. PGE ma albo w ogóle zrezygnować z projektu nuklearnego, albo wziąć w nim tylko niewielki udział. Grupa odmówiła w tej sprawie komentarza.
Oba projekty są ważnym elementem reformy polskiego miksu energetycznego. Choć polski rząd broni węgla, musi także myśleć o dywersyfikacji źródeł energii. Głównie za sprawą Unii Europejskiej, która jest mocnym zwolennikiem dekarbonizacji i wprowadzanymi przepisami utrudnia życie producentom prądu z węgla.
Do tej pory to PGE, jako największa grupa energetyczna w Polsce, wydawała się liderem nuklearnego projektu. W ramach grupy działały nie jedna, a dwie spółki zależne związane z energetyką jądrową: PGE EJ1 oraz PGE EJ2. Kolejne rządy do kwestii budowy elektrowni podchodziły jednak bardzo ślamazarnie. Także obecny póki co może pochwalić się jedynie deklaracjami. Tymczasem przy polskich warunkach elektrownia jądrowa wydaje się koniecznym ogniwem w dywersyfikacji miksu energetycznego.
Plotki nakręcają inwestorów. Przegranym Orlen?
Choć odsunięcie PGE od programu nuklearnego to tylko plotki, szybko zostały one podłapane przez inwestorów giełdowych. Dla nich program nuklearny to przede wszystkim studnia bez dna, na którą spółka musiałaby wyłożyć grube miliardy. Choć PGE wciąż czekają ogromne wydatki (to nie tylko zapowiadane wiatraki na Bałtyku, ale także i kwestia modernizacji obecnych zasobów), to jednak ograniczenie udziału w ewentualnej realizacji programu nuklearnego daje nadzieję, na powrót dywidend. Stąd dziś akcje PGE drożeją aż o 7 proc.
Dodatkowym pozytywnym czynnikiem poprawiającym nastroje inwestorom zainteresowanym sektorem energetycznym są też dobre wyniki Energi. Spółka po publikacji raportu zyskuje 2,8 proc.
Warto jednak pamiętać, że nic nie dzieje się w próżni. Jeżeli plotki o oddelegowaniu PGE okazałyby się prawdziwe, ktoś musiałby przejąć po grupie pałeczkę w projekcie nuklearnym. Według źródeł Reutersa podmiotem tym ma być PKN Orlen, którego akcje tanieją dziś o blisko 2,7 proc. Spółka, mimo wykupu Unipetrola i możliwego przejęcia Lotosu, ma w perspektywie mniejsze obciążenia inwestycyjne. A rok 2017 zakończyła z 6,7 mld zł zysku. Problemem może być jednak fakt, że ropa naftowa w ostatnim czasie drożeje, a to historycznie Orlenowi nie sprzyjało.
Orlen też myśli o wietrze
[Aktualizacja 14.15] PKN Orlen stwierdził w komunikacie prasowym, że do ogłoszonego przezeń przetargu na koncepcję budowy farm wiatrowych na Bałtyku stanęło ponad 20 firm.
"Koncepcja techniczna będzie obejmowała budowę infrastruktury technicznej, pomiarowo-badawczej i serwisowej związanej z etapem przygotowawczym, realizacyjnym i eksploatacyjnym. Obecnie prowadzony jest dialog techniczny z oferentami" - napisano w komunikacie.
Orlen podał, że w celu przygotowania i realizacji projektu powołany został dedykowany zespół specjalistów. W marcu PKN Orlen ogłosił postępowanie przetargowe na zakup wstępnej koncepcji technicznej, która określić miałaby możliwości przygotowania i realizacji projektu budowy morskich farm wiatrowych na Bałtyku. W ramach posiadanej koncesji maksymalna moc inwestycji może wynieść 1200 MW.
Adam Torchała




























































