To była dziwna sesja, kończąca równie dziwny tydzień na amerykańskich parkietach. Tydzień, w trakcie którego zmienność nastrojów była ogromna, a indeksy jednego dnia zwyżkowały, by następnego równie mocno spadać. W piątek przemożny wpływ na zachowanie inwestorów musiały mieć dane z gospodarki.
Zaczęło się od trzęsienia ziemi. Majowa wartość sprzedaży zupełnie nieoczekiwanie zmniejszyła się o 1,1% m/m, wobec oczekiwanego wzrostu rzędu 0,2%. Amerykanie szerokim łukiem omijali sklepy z materiałami budowlanymi, a spadek cen paliw skutkował mniejszymi obrotami na stacjach benzynowych. Zupełnie sensacyjnie spadła wartość sprzedanych samochodów. Ale pozostałe składowe tego raportu w większości wykazały wzrost.
Dlatego też inwestorzy postanowili zignorować ten raport, uznając że jedne złe dane nie oznaczają pogorszenia koniunktury. W tej opinii utwierdziła ich poprawa nastrojów gospodarstw domowych. Według wstępnych danych czerwcowy indeks Uniwersytetu Michigan podniósł się z 73,6 do 75,5 pkt, osiągając najwyższy poziom od stycznia 2008 roku. Jednakże to wynik wciąż stosunkowo niski i tylko nieznacznie wyższy od prognoz.
Być może sceptyków przekonały dane o zapasach Były one o 0,4% wyższe niż miesiąc wcześniej, a stosunek zapasów do sprzedaży spadł do najniższego poziomu w tym tysiącleciu. To daje nadzieję, że konieczność odbudowy stanu magazynów wciąż będzie przyczyniała się do wzrostu PKB największej gospodarki świata.
Ale rynki akcji wcale nie były dziś zdominowane przez optymistów. Dow Jones oraz S&P500 przez większość sesji pozostawały poniżej poziomów z czwartkowego zamknięcia. Tylko Nasdaq wspierany przez akcje producentów półprzewodników utrzymywał się ponad kreską. O wszystkim znów zadecydowało ostatnie 30 minut, kiedy to obóz byków przeprowadził decydujący atak.
Jednakże wzrostom na rynku akcji towarzyszył silny wzrost cen obligacji skarbowych. Tak jakby inwestorzy z rynku długu zupełnie inaczej odebrali dzisiejsze dane makro. Niepokojącym sygnałem był także wzrost cen złota połączony ze spadkiem notowań ropy naftowej.
K.K.
































































