Przed rozpoczęciem handlu na Wall Street nastroje inwestycyjne były po prostu fatalne. Piąta w tym roku podwyżka stawki rezerw obowiązkowych w Chinach (ponownie o 50 pb.) doprowadziła do silnej przeceny surowców: miedź traciła przeszło 1,5%, ropa prawie 3%, a srebro momentami nurkowało o blisko 8%. Giełdy w Europie zniżkowały po przynajmniej 1%.
Obawy inwestorów przed „schłodzeniem” koniunktury w Chinach nie są bezpodstawne, choć same podwyżki rezerw obowiązkowych raczej nie doprowadzą do jej załamania. Faktem jest też wolniejszy wzrost gospodarczy w Państwie Środka, któremu towarzyszy bardzo wysoka inflacja (oficjalnie ponad 5%), co przy determinacji chińskich władz może stanowić mieszanką wybuchową. Na razie inwestorów uspokajają ekonomiści Goldman Sachs oraz Deutsche Bank, którzy spodziewają się do końca roku jeszcze tylko jednej podwyżki stóp procentowych w Chinach.
Dlatego też blisko jednoprocentowe spadki na otwarciu handlu w Nowym Jorku nie były zaskoczeniem. Dziwiła za to łatwość, z jaką obóz byków opanował sytuację i w drugiej części sesji bez trudu wyprowadził indeksy na półprocentowe plusy, czemu towarzyszyło zatrzymanie (lub wręcz odwrócenie) przeceny surowców.
Uzasadnieniem dla wzrostów raczej nie były dane z gospodarki Stanów Zjednoczonych. Co prawda sprzedaż detaliczna zgodnie z oczekiwaniami wzrosła w kwietniu o 0,6% mdm (i 7,6% rdr), lecz w przeważającej mierze był to efekt wyższych cen, a nie większej konsumpcji. Za sprawą drożejących paliw wydatki Amerykanów na stacjach benzynowych wzrosły 2,7%, a obroty sklepów spożywczych były o 1,5% wyższe niż w marcu. Spadł za to popyt na dobra trwałego użytku: czyli sprzęt AGD, elektronikę, meble czy książki.
Rosnącą presję inflacyjną potwierdziły statystyki cen producentów, które w kwietniu rosły najszybciej od jesieni 2008 roku (6,8% rdr). W relacji miesięcznej PPI poszedł w górę o 0,8%, co było wynikiem wyższym od konsensusu. Nie zachwyciły także dane z urzędów pracy. Po fatalnym skoku z zeszłego tygodnia liczba noworejestrowanych bezrobotnych spadła z 478 tys. do 434 tys. i była o 4 tys. wyższa od oczekiwań. Wciąż są to rezultaty pozwalające oczekiwać raczej wzrostu niż spadku stopy bezrobocia w USA.
Na dodatek inwestorzy bardzo źle przyjęli prognozy Cisco Systems – akcje tej technologicznej spółki przeceniono o blisko 5%, co było najgorszym rezultatem w gronie 30 blue chipów. Choć rezultaty za pierwsze trzy miesiące roku przekroczyły oczekiwania, to prezes Cisco przedstawił pesymistyczną prognozę na bieżący kwartał i zapowiedział redukcję kosztów oraz... zwolnienia pracowników. Tak raczej nie zachowuje się spółka w czasie ożywienia gospodarczego, jakie Ameryka ponoć doświadcza.
Krzysztof Kolany
Bankier.pl





























































