Wartość całego rynku funduszy inwestycyjnych w Polsce wynosi około10 mld. dol. Dla porównania amerykański Franklin Templeton w ubiegłym roku zarządzał majątkiem, którego wartość wynosiła prawie 300 mld. dol. Prawdopodobnie Amerykanie w ciągu roku od pojawienia się na naszym rynku chcą zaproponować klientom aż 40 nowych funduszy. Na razie jednak szukają w kraju dystrybutora, który zająłby się sprzedażą ich produktów.
Od 1 maja, by sprzedawać w Polsce fundusze inwestycyjne zarejestrowane w innym państwie OECD, trzeba uzyskać formalną zgodę KPWiG. Ponadto, fundusze powinny mieć tzw. paszport europejski, który oznacza, że sposób ich działania jest zgodny ze standardami europejskimi, UCITS.
Pojawienie się Franklin Templeton w Polsce może oznaczać spore zmiany na rynku funduszy inwestycyjnych. Oferta amerykańska jest różnorodna i wzbogaci propozycję rodzimych towarzystw. Wśród zarządzanych przez Amerykanów funduszy są takie, które kupują akcje firm biotechnologicznych, światowych koncernów farmaceutycznych, złoto, metale szlachetne czy inwestują na rynkach azjatyckich.
O polskim rynku myślą również Merill Lynch, amerykański Citibank, belgijski KBC, francuski Societe Generale, szwedzka Nordea i duński Jyske Bank. Najbliższe sfinalizowania sprzedaży swoich funduszy są Citibank i KBC, które mogą dołączyć nowe fundusze do sprzedawanych „polskich”. W gorszej sytuacji są podmioty nie posiadające w Polsce własnej sieci dystrybucji. Krajowe fundusze nie obawiają się więc konkurencji. Ponadto, niejasności związane z opodatkowaniem ewentualnych zysków z inwestycji (według niektórych ekspertów od zarobionych pieniędzy trzeba by było płacić podatek dochodowy) stawiają polskie fundusze na uprzywilejowanej pozycji ( krajowe fundusze opodatkowane są ryczałtową stawka 19 proc.).
J.B.




























































