Według wstępnych danych w październiku indeks Michigan Sentiment obniżył się z 73,5 do 69,4 pkt., podczas gdy analitycy z Wall Street spodziewali się, iż pozostanie on bez zmian. Co prawda wynik w okolicach 70 punktów jest aż o 11,8 pkt. wyższy niż rok temu, gdy Amerykanie bali się finansowej Apokalipsy, ale zarazem o 17,7 punktów niższy od średniej z lat 2005-07. Oznacza to, że nastroje konsumentów, podobnie jak cała amerykańska gospodarka wciąż tkwią w głębokiej recesji.

Źródło: Bankier.pl
Głównym strapieniem Amerykanów pozostają trudności ze znalezieniem zatrudnienia. Sektor prywatny co miesiąc tnie po przeszło 200 tysięcy etatów, a stopa bezrobocia sięgnęła 9,8% i jest najwyższa od roku 1983. Tracący pracę i dochody Amerykanie mają problem ze spłatą kredytów, w tym także hipotecznych. Tylko w trzecim kwartale tego roku blisko milion domów zostało objętych bankową procedurą egzekucyjną – to o 23% więcej niż przed rokiem. Wyraźnie pogorszyła się też ocena perspektyw na przyszłość – subindeks oczekiwań spadł z 73,5 do 67,6 pkt.
Tymczasem tracący pracę, dom i dochody oraz negatywnie nastawiony do przyszłości Amerykanin jest bardzo słabym konsumentem i trzy razy obejrzy każdego dolara, zanim go wyda. To bardzo źle wróży świątecznej sprzedaży detalicznej – obroty handlowców drugi rok z rzędu mogą odnotować regres. A ponieważ konsumpcja prywatna odpowiada za przeszło 70% amerykańskiego PKB, to brak ożywienia w tym sektorze praktycznie przekreślałby szanse na szybkie zakończenie najcięższej od trzech dekad recesji. Jedyna nadzieja w tym, że Amerykanie co innego mówią ankieterom, a co innego robią potem na zakupach.
Krzysztof Kolany
Analityk Bankier.pl





























































