Amerykańscy ekonomiści, szczególnie ci związani z prezydentem Joe Bidenem, coraz częściej piszą o nadchodzącym wzroście inflacji w Stanach Zjednoczonych. Starają się w ten sposób sterować oczekiwaniami ludności i rynków finansowych, przekonując, że wzrost inflacji będzie przejściowy i trzeba będzie go przeczekać.


Jest to czynnik, który dla rynków finansowych i gospodarki realnej może stanowić ryzyko w tym roku. Jeżeli rzeczywiście dojdzie do znacznego wzrostu inflacji, to na rynkach może dojść do turbulencji, takich jak skokowe wzrosty rentowności obligacji amerykańskich czy ucieczka kapitału z rynków wschodzących. Część inwestorów na pewno nie jest na szybszy wzrost cen przygotowana i nie potraktuje go jako zjawisko przejściowe.
W poniedziałek dwie publikacje o inflacji zwróciły moją uwagę. Jared Bernstein i Ernie Tedeschi, członkowie zespołu doradców Bidena, opublikowali na stronie internetowej Białego Domu analizę wskazującą na możliwe przyspieszenie cen w najbliższych miesiącach. Ich zdaniem przyczynią się do tego trzy zjawiska: efekty niskiej bazy z zeszłego roku (inflacja jest liczona rok do roku), zaburzenia w międzynarodowym handlu i związane z tym wzrosty cen komponentów oraz uwolnienie odłożonego popytu, czyli wydatkowanie przez konsumentów części pieniędzy zaoszczędzonych w 2020 r. Bernstein i Tedeschi przekonują jednocześnie, że przyspieszenie cen będzie krótkotrwałe, a stabilne oczekiwania inflacyjne powinny pomóc obniżyć inflację w kolejnych latach.
Bardziej dosadnie sprawę opisał Paul Krugman, noblista i ekonomista sprzyjający Partii Demokratycznej. Jego zdaniem „wkrótce zobaczymy całkiem duże wzrosty cen” (opinia z Twittera), wywołane faktem, że przyspieszenie popytu po wygaszeniu epidemii w USA będzie tak mocne, że podaż nie będzie w stanie za tym nadążyć. Pomagać w tym będzie wielki plan fiskalny Bidena, który zakłada wpompowanie w ciągu dwóch lat w gospodarkę transferów w wysokości 10 proc. PKB. Krugman też oczywiście zastrzega, że wzrost inflacji będzie przejściowy i będzie trzeba go przeczekać.
Patrząc na prognozy rynkowe, można dojść do wniosku, że inwestorzy nie są na scenariusz znaczącego przyspieszenia cen przygotowani. Korzystam z prognoz zbieranych przez Fed z Filadelfii, które pochodzą z lutego, ale sądzę, że wnioski do dziś nie uległy drastycznej zmianie. Otóż prognozy rynkowe dotyczące inflacji w USA nie wskazują na jej istotne przyspieszenie w tym roku. Co więcej, już po przyjęciu wielkiego planu fiskalnego Bidena prognozy inflacji nie uległy istotnej zmianie.

Wniosek? Inwestorzy liczą na to, że oczekiwania inflacyjne są tak mocno zakorzenione, że potężny wzrost popytu nie doprowadzi do istotnych zmian w cenach. Jeżeli Krugman ma rację i dojdzie do istotnego wzrostu inflacji, to wielu inwestorów będzie zaskoczonych. Część z nich na pewno uzna, że nie jest to zjawisko przejściowe. Na rynkach może dojść do turbulencji.
Trudno powiedzieć, na ile istotne jest to ryzyko. Wiele wyjaśni się w najbliższych dwóch miesiącach, gdy popyt w USA będzie się wyraźnie umacniał w reakcji na odmrażanie gospodarki i wzrost transferów. Będzie widać reakcję cen w gospodarce oraz dostosowania na rynkach. Zakładam, że jakieś niespodzianki inflacyjne i trublencje z tym związane się pojawią.



























































