Na Wall Street rusza sezon publikacji raportów za czwarty kwartał. Analitycy spodziewają się, że spółki tworzące indeks S&P500 zarobią mniej niż kwartał wcześniej. Wciąż mają to być jednak zyski o ponad 10% wyższe niż przed rokiem.
Z szacunków analityków zebranych przez firmę badawczą FactSet wynika, że w czwartym kwartale 2018 roku zysk przypadający na indeks S&P500 (czyli EPS) miał wynieść 40,35 dol. To prawie 6% mniej niż kwartał wcześniej, ale też o 10,6% więcej niż w analogicznym kwartale roku poprzedniego.
Optymiści powiedzą, że takie prognozy (jeśli się zmaterializują) wyznaczą piąty z rzędu kwartał dwucyfrowej dynamiki zysków amerykańskich spółek. Pesymiści będą za to kręcić nosem na fakt, że w poprzednich trzech kwartałach EPS dla indeksu S&P500 rósł w tempie ponad 20%. A sceptycy dodadzą, że analitycy już zaczęli obniżać prognozy wyników spółek. Jeszcze dwa tygodnie temu spodziewali się wzrostu zysków o 12,3% rdr.
Z drugiej jednak strony w listopadzie i w grudniu ceny akcji spadły znacznie mocniej niż prognozy zysków spółek. W rezultacie indeks S&P500 jest obecnie wyceniany na 15-krotność oczekiwanych tegorocznych zysków tworzących go spółek. Nie jest to może poziom okazyjnie tani i już tylko nieznacznie wyższy od 10-letniej średniej wynoszącej 14,6. Ale przypomnijmy, że jeszcze we wrześniu czy w październiku c/z dla indeksu S&P500 bujał w obłokach na poziomie przeszło 18.
Mieliśmy zatem istotną korektę wycen w oczekiwaniu na pogorszenie wyników amerykańskich spółek. Inwestorzy zachodzą w głowę, w jakim stopniu wojna celna z Chinami odbije się na raportowanych zyskach amerykańskich korporacji. Tym bardziej, że w trakcie czwartego kwartału 72 spółki ostrzegły przed pogorszeniem wyników. A więc było ich ponad dwa razy więcej niż spółek, które podniosły prognozy finansowe. Wśród tych pierwszych było m.in. Apple, które po raz pierwszy od 16 lat zapowiedziało, że „nie dowiezie” prognozowanego poziomu sprzedaży.

Wśród spółek, które ostatnio odbyły konferencje z analitykami, tylko pięć (z 19) skarżyło się na wpływ nowych ceł. A tylko dwie wskazały, że źródłem ich problemów są Chiny. Dla porównania, aż 12 spółek narzekało na niekorzystne różnice kursowe (czytaj: umocnienie dolara), a 8 na wzrost cen surowców. Albo zatem „kwestia chińska” jest przez inwestorów przeszacowana albo zarządy spółek nie chcą się do tego przyznać, albo skutki ceł zobaczymy dopiero w kolejnych miesiącach. Co ciekawe, niektóre z nich, odpowiadając na pytania analityków „o Chiny”, wyrażały optymistyczne opinie.
Mimo to prognozy analityków na cały 2019 rok są wyraźnie „chłodniejsze”, niż to miało miejsce rok temu. O ile w 2018 roku EPS przypadający na indeks S&P500 urósł prawdopodobnie o jakieś 20%, to na rok 2019 przewidywany jest wzrost o zaledwie 6,9%. Szczególnie słabo zapowiada się dynamika amerykańskich zysków w pierwszych trzech kwartałach 2019 roku, gdy dynamika EPS ma sięgnąć zaledwie 2-3% rdr.
Mimo to giełdowi analitycy wierzą we wzrost „mnożnika”, czyli podniesie się relacji c/z dla indeksu S&P500. Tak przynajmniej wynika z zestawienia oczekiwanego wzrostu zysków spółek (czyli EPS) oraz prognoz dotyczących samego indeksu. Albowiem implikowana z rekomendacji dla poszczególnych spółek wycena indeksu S&P500 za 12 miesięcy wynosi obecnie 3058,89 pkt. To o prawie 18% powyżej poziomu obecnego.
KK
































































