Piątek dostarczył nam kolejną dawkę rynkowych emocji. Amerykańskie indeksy odbiły się po przetestowaniu dołka sprzed tygodnia. Rentowność obligacji 10-letnich osiągnęła historyczne dno. Ropa została przeceniona o 9%. Złoto w USD jest najdroższe od 7 lat.


To była kolejna sesja pełna dzikiej zmienności. Rynki finansowe wciąż nie mogą otrząsnąć się z pandemii Covid-19, która z każdym dniem nabiera rozpędu. Lawinowo rośnie liczba chorych w krajach, w których jeszcze kilka dni temu wykrywano tylko pojedyncze przypadki – w ciągu tygodnia liczba zakażonych w USA, Francji, Niemczech czy Hiszpanii zaczęła być liczona w setkach. W Korei Płd., we Włoszech i w Iranie chorują już tysiące.
Trudno się dziwić, że w takich warunkach także inwestorzy reagują nerwowo. Najgorsza jest niepewność względem ekonomicznych i finansowych konsekwencji epidemii koronawirusa. W takich warunkach rynek porusza się po omacku.
W piątek S&P500 oraz Nasdaq wymacały dno sprzed tygodnia. Zejście w rejon lokalnych minimów ośmieliło część inwestorów do akumulacji przecenionych akcji. Podobnie jak tydzień temu zryw giełdowych byków rozpoczął się w ostatniej godzinie handlu. S&P500 wyszedł ze stanu -4,43% do -1,71% na zakończenie piątkowej sesji. Od śródsesyjnego dołka do zamknięcia oznaczało to zwyżkę o niemal 2,5% zrealizowaną w 50 minut. Podobnie zachował się Nasdaq Composite, który w niespełna godzinę przeszedł z -4,2% do -1,86%. Dow Jones, który pod koniec sesji tracił już prawie tysiąc punktów, w końcówce handlu urósł o przeszło 600 punktów.
W ubiegłym tygodniu amerykański rynek akcji zaliczył najsilniejsze spadki od października 2008 roku. W poniedziałek mieliśmy do czynienia z mocarnym odbiciem – Dow Jones wzrósł najmocniej od marca 2009. We wtorek rynek poszedł ostro w dół pomimo awaryjnego cięcia stóp procentowych przez Fed. W środę ponownie obserwowaliśmy silne wzrosty giełdowych indeksów, ale już w czwartek na giełdowych parkietach znów zagościły silne spadki.

O ile jednak rozstrzygnięcia z rynku akcji dają cień szansy na zapoczątkowanie odbicia, o tyle rynek amerykańskiego długu przez cały tydzień zachowywał się tak, jakby czekała nas jakaś apokalipsa. Rentowność 10-letnich obligacji rządu USA spadła o kolejne 14 pb., do zaledwie 0,7760%, a w trakcie dnia wynosiła nawet 0,6740%. To historyczny rekord. A jeszcze na początku roku dochodowość amerykańskich 10-latek podchodziła pod 2%. Spadek rentowności sygnalizuje wzrost ceny rynkowej obligacji.
Rynek terminowy wycenia, że już na marcowym posiedzeniu FOMC zdecyduje się na obniżenie stóp procentowych o kolejne 50 pb. We wtorek Fed w trybie awaryjnym ściął stopy o 50 bp, co jednak nie uspokoiło rynków finansowych. Jeśli Fed będzie obniżał w tempie oczekiwanym przez rynek, to za kilka miesięcy stopa funduszy federalnych powróci w pobliże zera.
- Dochodowość na poziomie 0 proc. nie stanowi obecnie żadnej bariery dla rynku obligacji w krajach rozwiniętych. Rynek oszalał, a inwestorzy na nowo definiują ideę podziału ryzyka- powiedział Shaun Roache, główny ekonomista ds. Azji i Pacyfiku w S&P Global Ratings, cytowany przez PAP.
Sporo działo się także na rynku ropy naftowej. Na wieść o braku porozumienia między OPEC a Rosją cena ropy Brent zanurkowała o 9,2%, schodząc do 45,51 USD, a więc do najniższego poziomu od czerwca 2017 roku. Zapotrzebowanie na bezpieczne aktywa wsparło wycenę złota, która w trakcie piątkowej sesji zbliżyła się do 1700 USD/oz. Ostatecznie kurs żółtego metalu zakończył dzień neutralnie, ale z najwyższym poziomem zamknięcia od lutego 2013 roku.
Tym razem kompletnie nie liczyły się dane z amerykańskiego rynku pracy. Statystyki za luty okazały się wręcz sensacyjnie wysokie – według BLS przybyło aż 273 tys. nowych miejsc pracy, czyli o blisko sto tysięcy więcej, niż oczekiwał rynek. Tyle że to było w lutym, a więc przed ekspansją koronawirusa, który od dwóch tygodni przewraca do góry nogami światową gospodarkę.
Krzysztof Kolany



























































