Chińscy turyści to światowy fenomen. Wybierają coraz bardziej zaskakujące kierunki podróży, są żądni wrażeń, wreszcie - nie szczędzą pieniędzy. Europejska Komisja Turystyki wydała broszurę, w której sugeruje, by oferta dla klientów z Państwa Środka była „China friendly”. Tylko czy świat powinien paść przed turystami z Chin na kolana?
Chińczycy pokochali podróżowanie po świecie. W minionym roku Państwo Środka wypuściło w świat więcej turystów niż którykolwiek z krajów. Zgodnie z oficjalnymi danymi administracyjnymi, w międzynarodowe wojaże wybrało się 97 mln Chińczyków. Rok wcześniej było ich 87 mln. Branża spodziewa się, że w 2014 roku w zagraniczne podróże wyruszy co najmniej 100 mln mieszkańców tego kraju (dla porównania – w całym 2013 roku do Polski z zagranicy przyjechało łącznie 72,3 mln cudzoziemców, w tym 15,8 mln jako turyści). Świat zaciera ręce. Bo to Chińczycy wydają podczas wojaży najwięcej pieniędzy – przypomina portal TourismReview. Jak podaje polski resort turystyki, Chińczycy tylko w minionym roku zwiększyli swoje wydatki na podróże o 28 procent.
Polowanie na Chińczyków
Po tajemniczym zaginięciu samolotu malezyjskich linii lotniczych Chińczycy zmniejszyli liczbę wizyt w tym kraju. Z chińskiej listy topowych kierunków spadł również Singapur - po tym, jak niedawno porwano tam 29-letnią turystkę z Szanghaju. Swoje pięć minut ma za to Tajlandia, a to w związku z rolą jaką odgrywa ostatnio w chińskiej kinematografii.

Źródło: Thinkstock

Chińczyków nie ma w czołówce nacji najczęściej goszczących w Polsce. Najliczniejsi są turyści z Niemiec, Republiki Czeskiej czy Wielkiej Brytanii. Ministerstwo Sportu i Turystyki w raporcie podsumowującym rok 2013 podkreśla jednak rosnące znaczenie turystów z Państwa Środka.
Podobnymi obserwacjami dzielą się również inne europejskie kraje. Brytyjskie media podają, że w słynnym londyńskim domu handlowym Harrods zatrudniono już łącznie 70 osób, które posługują się językiem mandaryńskim, zainstalowano tam również ponad 100 terminali pozwalających dokonywać płatności z chińskich kont bankowych. W tym samym czasie Niemcy wydali już pieniądze na niejedną autopromocyjną kampanię reklamową w Chinach. Francuski dziennik „Le Figaro” zainwestował w specjalny kwartalnik „Paris Chic” napisany… po chińsku.
Czego szuka turysta z Chin
– Nieważne, gdzie zrobię zdjęcie, niebo zawsze i tak będzie bardziej niebieskie niż w Pekinie – głosi nadruk na ulotce informacyjnej o chińskich turystach wydanej przez European Travel Commission. To kieszonkowa wersja kompendium na temat turystów z tej części świata, mająca pomóc europejskim krajom w dostosowaniu się do potrzeb nowej klienteli.
Dowiadujemy się tym samym, że turyści z Chin często NIE LUBIĄ:
- czekania w kolejkach do zabytków,
- wysokich cen,
- płacenia za z toalety,
- wcześnie zamykanych sklepów,
- miejsc, gdzie nie akceptuje się chińskich kart płatniczych.
Przyjeżdżający z Chin CHĘTNIE natomiast:
- próbują kuchni świata,
- robią zakupy (chętnie sięgają po miejscowe rękodzieło),
- obserwują naturę i piękne widoki,
- odwiedzają czyste, spokojne miasta,
- korzystają ze sprawnej komunikacji miejskiej.
Komisja podpowiada również, że Chińczycy najczęściej podróżują do Europy na 5-8 dni, z czego w każdym kraju pozostają na nie dłużej niż 3 noce. Większość z tych osób ma od 35 do 60 lat i wyższe lub średnie wykształcenie. To ludzie przeważnie zamożni, przyzwyczajeni do usług wysokiej jakości. Większość nadal preferuje aktywne zwiedzanie zamiast biernego relaksu, ale prognozuje się, że wkrótce to właśnie możliwość spokojnego odpoczynku będzie wiodącym powodem do podróży po Europie.
Teoretycznie wymagania - przynajmniej, gdy traktowane rozłącznie - nie są specjalnie wygórowane. Chiński turysta zastawia jednak na europejskiego gospodarza pułapki. Status społeczny stawia ponad regułę „Ladies first”, nie zamieszka w pokoju pod nieszczęśliwym numerem 4 lub 44, przesycone bielą wnętrza potraktuje jako odwołanie do symboliki śmierci i pogrzebu.
Jak poradzić sobie z chińskimi turystami? Jeśli chciałbyś zarabiać na chińskich turystach, a nie miałeś z nimi do czynienia, czytaj możliwie dużo na temat ich oczekiwań i zwyczajów - zaleca ETC. Jeśli w swoich obiektach nie posiadasz oznaczeń w języku chińskim, wykorzystaj język obrazkowy. Zatrudnij personel znający język mandaryński, zadbaj również o potrawy z tamtejszej kuchni. I najważniejsze: pamiętaj o Wi-Fi – radzi komisja. „Twoja oferta powinna być China-friendly”, zachęcają urzędnicy. Przekonani, że Chińczyk w Europie chce czuć się, jak w domu.
Malwina Wrotniak-Chałada, Bankier.pl






























































