Miał mieć 650 KM mocy, do „setki” rozpędzać się w nieco ponad 3 sekundy i być dumą polskiej motoryzacji. Teraz okazało się, że Arrinera Hussarya w ogóle nie powstanie, a marzenia o polskim „supersamochodzie”, przynajmniej w najbliższych latach, nie ziszczą się.
Powód zarzucenia pomysłu stworzenia polskiego sportowego auta Arrinera Hussarya wydaje się banalny – brak środków na rozwój projektu.
Saga z autem rozpoczęła się w 2008 r., gdy ruszyły prace projektowe. Trzy lata później zaprezentowany został prototyp, a w 2014 r. pierwszy gotowy model. W 2016 r. firma ogłosiła, że ruszyły prace nad nowymi wersjami auta – GT i 33.
Władze Arrinery ogłosiły jednak, że auto nie powstanie. Informacja ukazała się w raporcie za I kw. 2020 r., który został opublikowany z przeszło rocznym opóźnieniem. Na brak środków, które pozwoliłyby wprowadzić auto do masowej produkcji, wpływ miał mieć m.in. brak chętnych do inwestowania w projekt.
Przypomnijmy, że Arrinera Hussarya miała być sportowym autem wyposażonym w 6-litrowy silnik V8 gwarantujący 650 KM mocy i pozwalający rozpędzić się do „setki” w 3,2 sek. Według wstępnych szacunków sprzed kilku lat samochód miał kosztował ok. 300 tys. dol. (ok. 1,17 mln zł).

Fiasko projektu Arrinera Hussarya to jednak nie jedyny problem spółki. Notowania jej akcji są zawieszone od czerwca 2019 r., a powodem tego jest niepublikowanie raportów. Te – za okres od II kw. 2019 r. do II kw. 2021 r. – pojawiły się dopiero tydzień temu.































































