Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Auto z salonu? Na niektóre modele trzeba czekać ponad pół roku

Auto z salonu? Na niektóre modele trzeba czekać ponad pół roku

Shutterstock

Nawet ponad pół roku trzeba czekać obecnie na wymarzone auto z salonu. Problemem są dostawy podzespołów, w szczególności brak na rynku półprzewodników, z którymi zmaga się zdecydowana większość producentów. Z opóźnieniami trzeba będzie się zmagać prawdopodobnie jeszcze ponad rok, o ile w światową gospodarkę nie uderzy kolejna fala pandemii koronawirusa.

Jak wynika z sierpniowego raportu Carsmile, czas oczekiwania na auto z salonu wydłużył się względem kwietnia o dwa miesiące. Średnio na auto trzeba czekać blisko pół roku, a w przypadku niektórych modeli i ich wersji najmocniej naszpikowanych elektroniką od ośmiu miesięcy do nawet roku.

Czas oczekiwania wydłużył się również w przypadku osób, które już od dawna oczekują na wymarzone auto z salonu.

Im bogatsze wyposażenie, tym dłuższe oczekiwanie na auto

Opóźnienia generowane są w głównej mierze przez brak półprzewodników wykorzystywanych w systemach ułatwiających jazdę i budujących je układach scalonych.

– Problem dotyczy w mniejszym lub większym stopniu niemal wszystkich marek. W mniejszym stopniu jedynie tych, które wcześnie narobiły zapasy, mają zdywersyfikowane dostawy lub lepiej skonstruowane umowy z fabrykami. Lepiej radzą sobie też ci producenci, których skala produkcji, a co za tym idzie zamówień podzespołów, jest największa – mówi Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Jak dodaje, w wielu przypadkach auta są już praktycznie gotowe, ale brak części kosztującej kilka złotych blokuje oddanie do użytku i sprzedaż samochodu wartego kilkadziesiąt lub kilkaset tysięcy złotych.

– Obecnie niemal wszystkie samochody, nawet spalinowe, to tak naprawdę komputery z dodatkiem silników, w związku z czym bez półprzewodników i układów scalonych obejść się po prostu nie można – podkreśla Jakub Faryś.

Przekonał się o tym m.in. pan Paweł, który kilka miesięcy temu zdecydował się kupić dacię duster.

– Auto w jednym z salonów zamówiłem jeszcze w marcu. Pierwotnie miałem je odebrać w lipcu, po czym okazało się, że termin ten został przesunięty na wrzesień – relacjonuje i jak dodaje, obawia się, że w przyszłym miesiącu może zostać poinformowany, że termin został ponownie przesunięty.

Jak tłumaczy Janusz Chodyła, rzecznik prasowy Renault Polska (Dacia jest częścią koncernu Renault), opóźnienia w dostawach niektórych modeli Dacii i Renault generuje brak niemożność zmontowania części, które zawierają elektroniczne chipy.

– W Europie największe opóźnienia notujemy w przypadku renault clio i dacii sandero. W Polsce dostępność tych modeli powoli wraca do stanu sprzed kryzysu. Z drugiej strony czas oczekiwania na modele renault megane, kadjar i captur wzrósł do czterech, pięciu miesięcy – informuje Chodyła.

Walka o półprzewodniki

Skąd tak znaczące obniżenie dostępności półprzewodników? Choć czynników jest kilka, u podstaw wszystkich leży pandemia koronawirusa.

– Pandemia zaburzyła rynek, procedury zamawiania podzespołów i łańcuchy dostaw. Dodatkowo nastąpił kilkudziesięcioprocentowy wzrost produkcji i sprzedaży elektroniki i to nie tylko tej służącej rozrywce, ale również sprzętów AGD – wymienia Jakub Faryś.

Jak dodaje prezes PZPM, producentom podzespołów elektronicznych zwyczajnie nie opłaca się budować nowych fabryk i linii produkcyjnych, które by trzeba zamykać za rok, gdy sytuacja unormuje się, a zapotrzebowanie na nie ustabilizuje.

Na to wszystko nałożył się, dość przypadkowo, pożar w jednej z dużych fabryk półprzewodników w Japonii, co dodatkowo tymi łańcuchami zachwiało.

Nie chcesz czekać – decyduj się na słabiej wyposażone wersji

Część producentów, żeby skrócić kolejki oczekujących na auta, zmieniła swoje cenniki. Jak informuje Jakub Faryś, wszystko po to, żeby urządzenia montowane w autach, a wymagające półprzewodników, których brakuje, mogły być oferowane jako dodatkowe opcje.

– Tych urządzeń i systemów jest wiele, ale niech jako przykład posłuży aktywny tempomat. Wcześniej zwłaszcza w droższych, lepiej wyposażonych modelach, był on oferowany w standardzie. Obecnie został on wyjęty z wielu pakietów – zauważa prezes PZPM.

Jak dodaje, klienci mają teraz do wyboru z jednej strony auto bez dodatkowych urządzeń i funkcji, ale jednocześnie znacznie krótszy, nieodbierający od pandemicznych standardów czas oczekiwania. Z drugiej strony mogą zdecydować się na dodatkowe opcje wymagające półprzewodników, ale jednocześnie muszą uzbroić się w cierpliwość i czekać na odbiór samochodu znacznie dłużej niż do tej pory. Co gorsze, nie wiadomo, jak długo.

– Nawet jeśli dziś producenci mają zapewnione dostawy podzespołów na dwa lub trzy miesiące, to nie oznacza to, że za te dwa miesiące sytuacja się nie zmieni i termin ponownie nie zostanie przesunięty. Ale również nie oznacza to, że sytuacja nie będzie się normalizowała i podzespoły znajdą się wcześniej – zaznacza Jakub Faryś.

Jeszcze rok cierpliwości

Zdaniem prezesa Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, sytuacja powinna uspokoić się mniej więcej w połowie przyszłego roku, choć w pesymistycznej wersji utrudnienia potrwają do końca 2022 r.

– Wszystko wskazuje, że skala opóźnień jeszcze przez najbliższe miesiące będzie znaczna, jednak z czasem problem z dostawami będzie malał – prognozuje Faryś. – To oczywiście dotyczy sytuacji, w której pandemia odpuści lub przynajmniej nie rozwinie się tak bardzo jak jesienią ubiegłego roku – dodaje.

Nowe ciemne chmury na horyzoncie

Choć kilku najbardziej popularnych w Polsce producentów aut – m.in. Toyota – deklaruje, że nie odczuwa znaczących problemów z dostępnością półprzewodników, sytuacja wkrótce może ulec zmianie, niestety na gorsze.

Jak informuje brytyjski dziennik „The Guardian”, niedawno jeden z czołowych producentów chipów wykorzystywanych także w autach – niemiecka firma Infineon – zawiesiła produkcję w jednym ze swoich zakładów w Malezji z powodu nowej fali pandemii koronawirusa.

Teraz dwaj najwięksi producenci samochodów osobowych, Toyota i koncern Volkswagena, ostrzegają przed cięciami produkcji w nadchodzących miesiącach.

Cytowani przez „Guardiana” przedstawiciele Volkswagena zapowiedzieli, że kryzys w dostawach półprzewodników może zmusić należących do koncernu producentów do spowolnienia produkcji jesienią. Władze Toyoty poinformowały z kolei, że we wrześniu produkcja zostanie zmniejszona o 40 proc. Opóźnienia w produkcji mają dotknąć wielu popularnych modeli, m.in. corolli, yarisa, c-hr, camry, land cruisera czy priusa. Na zmniejszeniu produkcji ma ucierpieć także należący do Toyoty Lexus.

Jest źle, ale sprzedaż rośnie

Pomimo utrudnionego dostępu do podzespołów i wolniejszej produkcji, sprzedaż nowych aut na polskim rynku, i co za tym idzie liczba rejestracji, wyraźnie odbiły.

W ciągu pierwszych siedmiu miesięcy 2021 r. zarówno klienci indywidualni, jak i firmy rejestrujące na REGON, wprowadziły do bazy Centralnej Ewidencji Pojazdów 280 972 nowych aut osobowych, co jest wynikiem o ponad 26 proc. wyższym względem analogicznego okresu 2020 r.

– Po pandemii rynek faktycznie odbił. Stało się to, co przewidywaliśmy. W pewnym momencie klienci po prostu przyzwyczaili się do pandemii i kto zamierzał kupić auto, ten to zrobił. Generalnie gospodarka ma się dobrze, co widać zwłaszcza po liczbie aut rejestrowanych przez firmy. Zeszłoroczny minus jest niwelowany dobrymi wynikami w tym roku – twierdzi Jakub Faryś.

Jak dodaje, docelowo, jeśli nie nastąpi kolejne tąpnięcie na rynku, sprzedaż nowych aut powinna wyższa niż w rekordowym 2019 r.

– Z całą pewnością, gdyby dostępność podzespołów była większa i moglibyśmy dostarczać auta szybciej, sprzedaż byłaby na wyższym poziomie już teraz. Rzadko zdarza się jednak sytuacja, że ktoś rezygnuje z kupna samochodu w ogóle, tylko dlatego, że dany model nie posiada danej funkcji – ocenia Jakub Faryś. – Albo rezygnuje z niej, albo wybiera innego producenta – dodaje.

Tematy
Komentarze
Auto z salonu? Na niektóre modele trzeba czekać ponad pół roku
Marcin Kaźmierczak
Podziel się