Bez jednej wyraźnej przyczyny w czwartek doszło do silnych spadków na głównych rynkach akcji. Dolar osłabił się względem euro, a jeszcze niedawno panicznie wyprzedawane złoto szybko drożało. Chiny, Fed i Grecja – to najgroźniejsze demony straszące inwestorów.


Indeks S&P500 spadł o 2,11%, osiągnął najniższą wartość od lutego i zszedł poniżej poziomu, z którego rozpoczynał rok. Nasdaq po stracie 2,83% znalazł się najniżej od kwietnia, a Dow Jones spadł o 2,06%, osiągając najniższą wartość od października 2014 roku. Wszystkie trzy główne amerykańskie indeksy spadały przez całą sesję, dziennie minimum osiągając na zamknięciu notowań. W rezultacie na wykresie dziennym pojawiły się wielkie i złowrogie czarne świece.
Spadki nie ominęły też największych parkietów europejskich. Londyński FTSE100 stracił 0,55%, niemiecki DAX spadł o 2,34%, a francuski CAC40 o 2,05%. W Mediolanie FTSE MIB poszedł w dół o 2,6%, a najgorzej spisującą się giełdą na Starym Kontynencie były Ateny finiszujące ze stratą 3,6%.

Ciekawie było też na innych rynkach. Złoto kontynuowało gwałtowne odbicie z 5-letnich minimów, w czwartek drożejąc o 1,6%. Przez ostatnie dwa tygodnie notowania żółtego metalu poszły w górę o 5,8% i wymazały straty z drugiej połowy lipca. Rynek złota w zaledwie kilkanaście sesji przeszedł ze stanu silnego wyprzedania w rejon relatywnego wykupienia.
Z 6-letniego dna wydobyły się notowania miedzi, które w czwartek wzrosły o 1,7%. Za to nowe 6-letnie dno ustanowił kurs ropy naftowej – i to zarówno amerykańskiej WTI jak i europejskiej Brent. Sporo działo się na parze euro-dolar, której notowania poszły w górę o ponad 1% i po raz pierwszy od czerwca euro przekroczyło próg 1,12 USD.
Powodów do niepokoju i nagłych decyzji nie brakowało. Po pierwsze, bardzo źle wygląda sytuacja gospodarcza Chin, gdzie tempo wzrostu gospodarczego ostro hamuje, a oficjalne statystyki są mało wiarygodne. Przez ostatnie kilka lat to Chiny i południowo-wschodnia Azja były głównym motorem globalnego wzrostu gospodarczego.
Po drugie, po publikacji protokołu z ostatniego posiedzenia FOMC na rynki wdarła się niepewność: niemal powszechnie oczekiwana jesienna (we wrześniu lub w październiku) podwyżka stóp procentowych już wcale nie jest taka pewna. Teoretycznie to dobrze dla rynku akcji, ale na Wall Street króluje kult nieomylności Fed-u i brak zapowiadanej wcześniej podwyżki stanowi sugestię, że zdaniem Rezerwy Federalnej sytuacja jest gorsza, niż się wydaje inwestorom.
Po trzecie, znów przypomniała o sobie Grecja. Po przeforsowaniu przez parlament pakietu bardzo niepopularnych żądań kredytodawców premier Cipras podał się do dymisji i zaapelował o jak najszybsze rozpisanie przedterminowych wyborów. Poprzednie odbyły się w styczniu i przyniosły miażdżące zwycięstwo radyklanie lewicowej Syrizy. Co przyniesie nowa elekcja w kraju pogrążonym w depresji gospodarczej, trudno w ogóle przewidywać.
Krzysztof Kolany




























































