Wczoraj inwestorzy ze Starego Kontynentu przeliczyli się w ocenie optymizmu Amerykanów – przy neutralnym zamknięciu sesji w Europie, amerykańskie indeksy poleciały w dół po ok. 3%. Znacznie lepiej spisali się inwestorzy z Azji, gdzie główne indeksy albo wzrosły, albo odnotowały niewielkie spadki.
Za to o godzinie 10:20 spadki przeważały na wszystkich zachodnioeuropejskich giełdach, z wyjątkiem parkietu w Dublinie. W Londynie FTSE100 tracił 1,1%, schodząc do poziomu 4.119 pkt. Niemiecki DAX spadał o 2,3%, notując wynik 4.569 pkt. Paryski CAC40 zniżkował o 2,4%, osiągając wartość 3.085 pkt.
Analitycy tłumaczą te spadki ostrożnością inwestorów, którzy boją się, że listopadowy raport z amerykańskiego rynku pracy będzie najgorszy od 26 lat. Ekonomiści spodziewają się spadku zatrudnienia o 340 tys. i wzrostu bezrobocia do 6,8%, co świadczyłoby o coraz głębszej recesji w USA.
Bardzo słabo radzą sobie spółki surowcowe, co nie powinno dziwić, skoro ropa kosztuje zaledwie 42$ za baryłkę, a miedź 3.000$ za tonę. W efekcie kurs Anglo American spada o 5,6%, a notowania BHP Billiton zniżkują o 6,2%. Akcje British Petroleum tanieją o 4,5%, zaś walory Tullow Oil tracą na wartości 5,2%.
K.K.


























































