"Redukujemy całkowite zatrudnienie w DeepL o około 250 stanowisk. Ta decyzja nie została podjęta lekkomyślnie" - tak szef jednego z głównych konkurentów Google Translate Jarek Kutyłowski ogłosił decyzję "najtrudniejszą w karierze". To oznacza redukcję liczby osób pracujących w tym niemieckim start-upie o jedną piątą.


To, co było podstawą funkcjonowania DeepL, staje się teraz powodem redukcji zatrudnienia. Jak wyjaśnia CEO, "po przeanalizowaniu wielu scenariuszy" okazało się, że zaprzęgnięcie AI do wielu rutynowych zadań pozwoli firmie nadążyć za zmianami dyktowanymi przez rynek. Tym samym 250 pracowników otrzyma wypowiedzenie.
Dlatego też za zwolnieniami pójdzie przebudowa firmy, która zakłada stworzenie mniejszych i bardziej niezależnych zespołów, w których sztuczna inteligencja będzie zajmowała się codziennymi zadaniami, pozwalając specjalistom skupić się na tym, "co tylko oni mogą wnieść: na wykorzystaniu intuicji, kreowaniu nowych pomysłów i doprowadzaniu do projektu do samego końca".
Systemy AI pozwolą nam ukierunkować energię w pracę, która ma faktyczne znaczenie i działać z prędkością, jakiej wcześniej nie znaliśmy, zostawiając w tyle powstające blokady i codzienną nieefektywność - zaznacza Jarek Kutyłowski w poście na LinkedInie.
Na czym chce się skupić DeepL? Po przejęciu amerykańskiego Mixhalo, który specjalizuje się w streamingu audio, firma celuje w tłumaczenia symultaniczne.
DeepL nie jest odosobnionym przypadkiem. Meta, Oracle czy choćby Coinbase, coraz mocniej opierając się na AI, przeprowadzają fale zwolnień. Dodatkowo inne modele sztucznej inteligencji także przecież mogą bez problemu przetłumaczyć teksty. Firma, która zaczynała jako niemiecki start-up, jest wyceniania na około 2 mld dolarów.

opr. aw


























































