Tegoroczne temperatury na ogromnych minusach mocno dają się we znaki. Utrzymujące się mrozy wiążą się z wielkimi wydatkami na ogrzewanie. Nad rachunkami można załamywać ręce, dlatego Polacy zaczęli szukać innych, tańszych rozwiązań. Czym decydują się palić w piecach i czy zawsze może się to dobrze skończyć?


Jak podaje "Fakt", pellet w ciągu roku zdrożał aż o 300 do 500 zł za tonę. Za ten rodzaj opału zapłacimy w workach po 15 kg nawet 2500 zł/t.
Polacy zaczęli poszukiwać tańszych sposobów na ciepłe mieszkania. Postanowili palić w piecach tym, co jest korzystniejsze finansowo. I tak niektórzy zaczęli decydować się na owies, który w sprzedaży kosztuje od 600 zł/t. Według wyliczeń "Faktu" w sprzedaży są także: kukurydza z ceną 27 zł za worek 25 kg, fasola, która uważana jest za substytut ekogroszku oraz pestki wiśni (1000 zł).
Atak zimy spowodował również wzrost zaopatrzenia w węgiel. Pani Anna ze składu węgla w Koszalinie powiedziała "Faktowi", że gdy tylko przyszły pierwsze mrozy, Polacy zaczęli uzupełniać swoje zapasy. Robili to do tego stopnia, że przez dwa dni zabrakło węgla na składzie.
Przeczytaj także
Jednak w przypadku bardziej szokujących zamienników, należy liczyć się z pewnymi konsekwencjami. Mowa o awariach pieców i utracie gwarancji.

W "Wirtualnym Nowym Przemyśle" czytamy przytoczoną wypowiedź dr inż. Jacka Biskupskiego z Polskiej Akademii Nauk - Materiał pelletowy łatwo się odpala i palniki, które radzą sobie z pelletem, mogą nie zapalić innych materiałów: kukurydzy, owsa, pestek wiśni. Wrzucenie tego do kotła może też spowodować utratę gwarancji urządzenia lub doprowadzić do problemów z jego działalnością.
A samego pelletu i tak zaczyna brakować?
Ten, co jest, zdrożał, albo nie ma go powoli wcale - czytamy w wyborczej.biz. Prezes Stowarzyszenia Producentów i Importerów, Janusz Starościk, wskazuje, że ostrzegał przed takim stanem rzeczy.
Dzwoniącym po pellet, w słuchawce podawany jest komunikat, że pelletu nie ma, ani kilograma. Wyborcza.biz postanowiła sprawę sprawdzić. Autor Wyborczej.biz relacjonuje:
"Czytam w internecie, że brakuje pelletu. Ludzie piszą prawdę, czy zmyślają?" – pytał w sklepie Captain Pellet w Połańcu, który dowozi paliwo na całą Polskę.
"Proszę pana, nie ma nic. Nie ma ani kilograma. Proszę dzwonić za 3 tygodnie" - odpowiedziała sprzedawczyni.
"To przez mrozy. Jest ogromne zapotrzebowanie na opał, w ogóle nie spodziewaliśmy się takiej liczby zamówień, magazyn jest pusty. Czekamy na dostawę" - relacjonuje sprzedawczyni, cytowana przez autora.
Z kolei Pan Michał na internetowej grupie użytkowników kotłów na pellet pisze - Nie dajmy się zwariować i nie kupujemy za 2-3 tys. zł za tonę. Byłem dzisiaj w Kędzierzynie-Koźlu i kupiłem 1770 zł za tonę. Tam mieli pełne magazyny.
Jak więc widzimy, zdania i sytuacje są podzielone. Jednak niezaprzeczalnie tegoroczne mrozy i gwałtowny wzrost cen surowców energetycznych, doprowadziły do poszukiwania przez Polaków tańszych alternatyw i porównania cen w różnych miejscach, by nie przepłacać, za i tak drogi już opał.
Niewykluczona interwencja z RARS na rynku pelletu po ocenie UOKiK
Gdyby UOKiK stwierdził zaburzenia na rynku pelletu, to wtedy w przyszłości, wspólnie z Rządową Agencją Rezerw Strategicznych (RARS) będzie podejmowana interwencja - poinformował w Sejmie minister energii Miłosz Motyka, pytany o rosnące ceny pelletu.
"Rząd nie reglamentuje cen pelletu (...), mamy rynek, który dzisiaj, jak widać, wymaga działania Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów" - powiedział na konferencji w Sejmie, pytany o rosnące ceny pelletu.
Zauważył, że wpływ na ceny ma też sytuacja rynkowa związana z dostępnością pelletu.
"Czy dochodziło tutaj do zmowy cenowej, to będzie sprawdzał UOKiK. Liczymy na to, że te ceny się ustabilizują, na to też wpływ ma sytuacja niższej dostępności tego surowca, przy jednocześnie znacznie większym zużyciu" - wskazał.
Zaznaczył, że dotychczas ceny pelletu w Polsce były dość konkurencyjne.
"W tym zakresie myślę, że zbyt wielu nie odebrało tego sygnału, który dawaliśmy, żeby przygotować się odpowiednio pod względem zapasów" - powiedział Motyka.
Dopytywany o możliwą interwencje na wzór tej, jaka nastąpiła pod koniec 2024 r. na rynku masła - gdy Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych (RARS) zdecydowała o uwolnieniu blisko 1000 ton masła z rezerw w celu ustabilizowania wysokich cen - nie wykluczył tego w przyszłości, po ocenie sytuacji związanej z cenami pelletu przez UOKiK.
"Jeżeli dojdzie do sytuacji, w której podejrzenia się potwierdzą (...), to będziemy tutaj działali w zakresie ewentualnych działań interwencyjnych ze zwiększeniem po prostu tego produktu na rynku, ale to są działania w przyszłości wynikające z tego, czy zostało zaburzone faktycznie działania rynkowe" - powiedział szef ME.
Dodał, że w przypadku stwierdzonych zaburzeń na rynku Państwo może wchodzić z odpowiednią interwencją.
"Tutaj na pewno, jeżeli tak będzie, to wspólnie z RARS-em będziemy interweniowali" - zaznaczył.
W środę portal RMF FM podawał, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta na razie nie stwierdza zmowy cenowej na rynku pelletu i dotychczas otrzymał jedynie pojedyncze sygnały dotyczące wysokich cen pelletu. (PAP Biznes)
jz/ asa/
oprac. WM






























































