Zbigniew Jakubas łatwo się nie poddaje - wywiad

- Często podkreślał Pan, że niezmiennie wierzy w tzw. starą ekonomię. I mówił, że "przedsiębiorstwo jest warte tyle, ile generuje zysku, a wspaniałe i wizjonerskie pomysły nie wystarczą. Muszą być bowiem wymierne efekty". Czy coś się ostatnio zmieniło w Pańskim podejściu do biznesu?

- Nie, nic się nie zmieniło. Nadal uważam, że najważniejsze są fundamenty, na których stoi firma.Życie pokazuje nam, na czym można zarabiać. Parę miesięcy temu mówiłem, że warto inwestować w surowce: w złoto, srebro i inne metale. Moje prognozy się sprawdziły - ceny złota poszły w górę o sto procent, srebra też i szybują dalej. Ceny miedzi też wzrosły i to do niewyobrażalnego poziomu siedmiu tysięcy dolarów za tonę.

- Nie żałuje Pan, że pozbył się akcji KGHM-u?

- W życiu każdego z nas rozwój oznacza popełnianie możliwie jak najmniejszej liczby błędów. Swego czasu miałem sporo akcji KGHM-u, które tanio kupiłem. Obawiałem się, że koszty kombinatu rosną w zbyt szybkim tempie, dlatego z zyskiem kilkudziesięcioprocentowym zdecydowałem o sprzedaży akcji. Dzisiaj oceniając, pośpieszyłem się ze sprzedażą, ale nie przewidziałem, że ceny miedzi poszybują aż tak wysoko. Takiego wzrostu nie przewidział chyba żaden analityk, toteż z perspektywy czasu podjętą decyzję uważam za błędną.

NASTĘPNY RUCH

- Wzrost cen miedzi Panu nie doskwiera?

- Nie, bo w przypadku nowosądeckiego Newagu i poznańskiego Przedsiębiorstwa Robót Kolejowych bazujemy na innych surowcach. Takich jak stal, szkło, aluminium i tworzywa sztuczne. Zatem podwyżki cen miedzi w nas nie uderzają.

- Którą z branż traktuje Pan priorytetowo? Kolejnictwo czy może branżę developerską?

- Kilka dziedzin będę dalej rozwijał. Zamierzam wycofać się z niektórych biznesów. Mam na myśli drukarnie w Warszawie i Lublinie, "Kurier Lubelski", czy Wydawnictwo Multico zajmujące się wydawaniem albumów.

- Kiedy zamierza Pan odsprzedać udziały w tych spółkach?

- Nie ma żadnego pośpiechu. Będę wycofywać się sukcesywnie. Na pewno będę rozwijać branżę developerską. Obecnie w grupie moich firm budujemy ponad pięćset apartamentów na terenie dwóch warszawskich osiedli. Chcę budować w granicach 500-600 apartamentów rocznie.

- A co z "Ruchem"? Od lat jest Pan zainteresowany uczestnictwem w prywatyzacji tej spółki.

- Nic się nie zmieniło, cały czas myślę o "Ruchu". To dla mnie właśnie priorytetowa sprawa. Jeżeli "Ruch" będzie prywatyzowany, to z całą pewnością będę jednym z oferentów.



- Wraz z Zygmuntem Solorzem?

- Niewykluczone. Choć nie rozmawiałem z nim ostatnio na ten temat. Od lat żyjemy w przyjaźni, ale jeśli zajdzie taka potrzeba, jestem w stanie przeprowadzić prywatyzację "Ruchu" o własnych siłach, w ramach grupy kapitałowej.

- "Ruch" przesunął swój debiut giełdowy na początek IV kwartału tego roku. Powodem ma być niespodziewana strata za ubiegły rok wynikająca z tytułu zapłacenia podatku od darowizny. Skarbówka znała bowiem, że "Ruch" formalnie przejął nieruchomości od Skarbu Państwa w ramach darowizny. Poza tym w połowie ubiegłego roku podpisano ze związkami zawodowymi umowę dotyczącą gwarancji zatrudnienia na 68 miesięcy. Nie niepokoi Pana to, co się dzieje w "Ruchu"?

- Oczywiście, że mnie niepokoi. W ogóle owe gwarancje zatrudnienia to skandal. Nie oceniam nowego prezesa, który jest w firmie od niedawna. Natomiast ostatnie dziesięć lat w sferze zarządzania tą spółką to był po prostu dramat. To przykład przedsiębiorstwa, którego szanse były marnowane przez złe zarządzanie.

- Jak chciałby Pan restrukturyzować tę firmę, skoro obowiązują gwarancje pracownicze?

- Można w ramach "Ruchu" rozwijać inny biznes i przenosić do niego pracowników na równorzędnych warunkach pracy.


CO MI PSUJE ZDROWIE


- Czy rządy Prawa i Sprawiedliwości psują gospodarkę?


- Na szczęście gospodarka, w większości już prywatna, rozwija się własnym rytmem. Oczywiście, że funkcjonowanie utrudniają przedsiębiorcom niespójne przepisy, niestabilne prawo i atmosfera nieprzychylna przedsiębiorcom. W wielu miastach Polski urzędy skarbowe są nieżyczliwe ludziom biznesu. Nadal przeważa nastawienie wyniesione jeszcze z czasów PRL-u. To dotyka każdego przedsiębiorcy, każdemu psuje to zdrowie. Weźmy choćby ignorancję urzędników rozpatrujących pozwolenia na budowy. Procedury ciągną się miesiącami i nikt nie ponosi z tego tytułu odpowiedzialności. To jest niesprawny system, który funkcjonuje od lat. To nie Prawo i Sprawiedliwość go stworzyło.

- A nie konserwuje go przypadkiem?

- Przyznam szczerze, że liczyłem, iż PiS rozwiąże pewne problemy szybciej i skuteczniej. Chodzi na przykład o reformę polskiego sądownictwa. Nie może być tak, że pozywa pan przedsiębiorstwo winne panu pieniądze, po czym czeka na rozprawę dwa lata. W międzyczasie pozwany "przedsiębiorca" spokojnie likwiduje firmę doprowadzając ją do upadłości, a wcześniej oczywiście wyprowadza z niej pieniądze. Kiedy ostatecznie zapadnie wyrok, to nie można go egzekwować, bo już nie ma z kogo.

- Gdzie się Pan tak naciął?

- W Szczecinie. Jedna z moich firm została parę lat temu oszukana przez miejscowego "biznesmena", który po prostu nie zapłacił za towar. Wytoczyliśmy proces, który wygraliśmy, ale po kilkunastu miesiącach. Gdyby sąd działał sprawniej, to zdążylibyśmy zabezpieczyć nasze roszczenie na majątku firmy.

W innej spółce zdefraudowano olbrzymie pieniądze. Zakonserwowane patologie! Już kilka lat sprawy ciągną się w prokuraturze. Żadna się jeszcze nie zakończyła. Wszystko stoi w miejscu. A przecież system prawny państwa jest niezwykle istotny i rzutuje na całą gospodarkę. Weźmy choćby sprawę sądów wieczystoksięgowych. W Warszawie czeka się po kilka tygodni na załatwienie w nim sprawy.

- To jak Pan sobie radzi?

- Mam dobrych prawników, którzy odwołują się i są w stanie skutecznie sprawę "wychodzić". Ale to jest marnowanie czasu.


KOLEJ NA PRZYSZŁOŚĆ


- Nie myślał Pan o inwestowaniu za granicą?


- Myślę o jednej inwestycji zagranicznej. Uprzedzając pańskie pytanie, mogę powiedzieć tylko tyle, że chodzi o dużą inwestycję. Mam nadzieję, że cała sprawa rozstrzygnie się w ciągu miesiąca, może dwóch. Nic więcej powiedzieć nie mogę.

- Chce Pan inwestować w Europie Wschodniej czy Zachodniej?

- Nie, raczej mam na myśli południe. Mówiąc o branżach, z którymi wiążę spore nadzieje, wymienię też rynek kolejowy. Infrastruktura w kolejnictwie jest u nas w opłakanym stanie. Konieczna jest realizacja inwestycji, gdyż w przeciwnym razie stracimy dopłaty z Unii Europejskiej. W przypadku torów kolejowych sprawa jest prostsza niż z budową autostrad. Tam dochodzi bowiem kwestia wywłaszczania gruntów. A tu po prostu trzeba wymieniać stare tory na nowe. Mam największą firmę budowy torów w Polsce, Przedsiębiorstwo Robót Kolejowych w Poznaniu.

- No właśnie, branża kolejowa ma chyba dobre perspektywy. Zważywszy, że trafią do niej z Unii Europejskiej ogromne pieniądze. Ponad 4 mld euro w latach 2007-2013 między innymi na modernizację szlaków oraz zakup taboru.



- Oby tylko nie okazało się, że nasi urzędnicy nie będą potrafili zabezpieczyć wkładu własnego i 75 proc. dopłat z Unii Europejskiej diabli wezmą...

- Ostatnio głośno o przetargu na zakup sześciu wagonów dla warszawskiej Szybkiej Kolei Miejskiej. Przetarg wygrał Newag. Na wniosek Platformy Obywatelskiej ma się nim zająć prokuratura. Platforma uważa, że przetarg mógł być ustawiony, bo kiedy go rozstrzygano, wiceprezydentem Warszawy odpowiedzialnym za komunikację był Andrzej Urbański, dziś szef kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Wcześniej Andrzej Urbański był redaktorem naczelnym należącego do Pana "Życia Warszawy".

- Z tego co wiem, to Newag wystosował do ministra Ziobry pismo z prośbą o przeprowadzenie dochodzenia przy otwartej kurtynie i publiczne wyjaśnienie tej sprawy. Powiem tylko, że w sprawach wagonów nigdy z panem Urbańskim nie miał kontaktu prezes Newagu, ani tym bardziej ja sam. Te sprawy podlegały wówczas innemu urzędnikowi - Sławomirowi Skrzypkowi, a nie panu Urbańskiemu. Ktoś, kto wytoczył działa i rozpętał całą sprawę, nawet o tym nie wiedział. Staliśmy się ofiarą politycznych utarczek między PO a PiS. To gra polityczna, dlatego chciałbym, żeby całą sprawę wyjaśnić jak najszybciej w świetle jupiterów. Mam nadzieję, że usłyszymy słowo przepraszam z ust polityków PO.

- A zarzuty, że wagony z Newagu są przestarzałe, zbudowane na konstrukcji z odzysku?



- Jak słyszę, że pod Warszawą powinny kursować pociągi rozpędzające się na krótkich odcinkach do prędkości ponad 150 km na godzinę, to mogę się tylko uśmiechnąć. To wymagałoby zmiany całej infrastruktury. Nasze wagony są kompletnie nowe, po kapitalnym remoncie są tylko napędy. Koszt takiej jednostki to ok. siedem milionów złotych. A nowy, wyprodukowany na Zachodzie wagon kosztowałby ok. 22 mln zł. Nie rozumiem natomiast dlaczego Szybka Kolej Miejska, w której jeżdżą pociągi z Newagu nie weszła do rozkładu jazdy wspólnie z WKD.

- Swego czasu zamierzał Pan nabyć udziały warszawskiej Legii. Nadal jest Pan zainteresowany piłką nożną?

- Absolutnie nie. Bez reformy PZPN nie da się nic zrobić z polską ligą i poziomem futbolu. Miałem propozycje, ale nie podejmuję rozmów.

- A co z firmą budowlaną Maxer? Kiedy rozmawialiśmy w ubiegłym roku, to pamiętam, że strasznie narzekał Pan na zarząd Maxera.

- I dalej narzekam! To nietrafiona inwestycja. Spółka z kreatywną księgowością. Teraz toczą się sprawy w prokuraturze. Pieniądze raczej nie do odzyskania...

- Zawiódł Pana instynkt?

- Można i tak powiedzieć. Nikt się nie spodziewał, że nierzetelność rozliczeń ponad 20 budów jest aż tak dalece posunięta. Po prostu wykazywano, że prace w tzw. toku są zaawansowane bardziej niż były rzeczywiście. Przewiduję, że Maxer raczej nie przetrwa. Jest propozycja dla wierzycieli zamiany wierzytelności na akcje. Jeśli się nie powiedzie, firma upadnie.

- Wydawcy mają do Pana żal o wycięcie z "Sukcesu" felietonu Manueli Gretkowskiej. Zamiast kartki ze stronami 17 i 18 czytelnicy zobaczyli ślady cięcia. To wręcz groteskowa sprawa.

- No cóż, ma pan rację. Nic dodać, nic ująć. Zawsze na końcu szef odpowiada za wszystko. Jestem szefem Multico- -Press, a więc biorę to na siebie.

- Nie wierzę, by bez Pańskiej wiedzy ktoś podjął decyzję o wycięciu felietonu.

- Tak, to odbyło się za moją wiedzą. Jak już prawo Murphy'ego działa, to do końca. Ponieważ byłem złożony chorobą, konsultowaliśmy sprawę z dyrektorem wydawnictwa na odległość. To z pewnością nie była okoliczność sprzyjająca wyważonej decyzji. Dziś naprawiamy nasz błąd. W numerze majowym dajemy obydwu stronom równe prawo do prezentacji swoich poglądów, a naszym czytelnikom możliwość pełnego zapoznania się z materiałem.

- Nie drażni Pana to, że znajomi się śmieją i mówią, że powinien Pan otworzyć fabrykę nożyków do papieru?

- Nie wiem, czym wycinano, bo jeśli nożyczkami, to fabryka nożyczek, ale na poważnie - życie toczy się dalej, emocje ustąpiły. Jako wydawca uważam, że nigdy nie powinno dojść do takiej sytuacji. Zarzuty ze strony mediów były jak najbardziej słuszne. Dziś patrzymy w przyszłość i będziemy jak dotychczas prezentować w "Sukcesie" odważne i kontrowersyjne poglądy. "Sukces" nie powinien na tym ucierpieć. Sprzedaż jest na bardzo dobrym poziomie.

- Nie myślał Pan o tym, by pozbyć się "Sukcesu"?

- Nie poddaję się łatwo i nie każdy kopniak uzasadnia wyjście z biznesu. Trzeba wstać, otrzepać się i iść dalej.

- A nie zazdrości Pan czasem szefowi Prokomu Ryszardowi Krauzemu, który coraz odważniej wchodzi na rynki zagraniczne?

- Zazdroszczę tylko tym, którzy mają więcej czasu dla siebie i mogą go przyjemnie spędzać w otoczeniu najbliższych.

Rozmowa odbyła się 27 kwietnia 2006 r.

Jerzy Dudała
Źródło:

Newsletter Bankier.pl

Dodałeś komentarz Twój komentarz został zapisany i pojawi się na stronie za kilka minut.

Nowy komentarz

Anuluj
0 0 ~Były pracownik NEWAG

To co mówi Mr.jakubas to jawna prowokacja obiecywal zwykłym pracownikom(takim jak ja) złote góry a na końcu zwolnił ok. 60% załogi i to ma być gospodarka wolno rynkowa ? czyli niby że co skoro jako kapitał ludzki tacy jak ja jesteśmy nie rentowni dla gospodarki narodowej(NIE RENTOWNI)(NIE ZARADNI ŻYCIOWO)czyli jako element nie potrzebny gospodarczo należało by nas zniwelować !!!!! czytaj spolić we klematoriach oświęncim-brzezinka

Pokaż cały komentarz !

Do rozliczenia PIT 2018 zostało:

WCZYTAJ TWÓJ E-PIT
KGHM -1,31% 105,80
2019-04-25 11:24:38
WIG -0,68% 60 546,97
2019-04-25 11:28:00
WIG20 -0,81% 2 353,08
2019-04-25 11:43:45
WIG30 -0,75% 2 701,62
2019-04-25 11:43:00
MWIG40 -0,30% 4 170,58
2019-04-25 11:28:30
DAX -0,03% 12 309,40
2019-04-25 11:43:00
NASDAQ -0,23% 8 102,01
2019-04-24 22:03:00
SP500 -0,22% 2 927,25
2019-04-24 22:08:00

Znajdź profil

Przejdź do strony za 5 Przejdź do strony »

Czy wiesz, że korzystasz z adblocka?
Reklamy nie są takie złe

To dzięki nim możemy udostępniać
Ci nasze treści.