

Prezydent Donald Trump w sobotę zarządził wysłanie do Los Angeles 2 tys. członków Gwardii Narodowej, która ma zapewnić "bezpieczeństwo i ochronę federalnego mienia i personelu".. Następnego dnia rano Dowództwo Północne USA poinformowało o rozlokowaniu w L.A. ok. 300 gwardzistów. Niedziela to trzeci dzień protestów, które wybuchły po zatrzymaniu 44 imigrantów przez agentów ICE w Los Angeles. W mieście dochodzi do starć między służbami a protestującymi.
Gwardia Narodowa zaczęła przybywać do Los Angeles w niedzielę rano czasu miejscowego (po południu w Polsce) w związku z protestami przeciwko działaniom funkcjonariuszy Urzędu ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE).
Działania Gwardii "po dwóch dniach przemocy, starć i zamieszek" pochwalił prezydent Donald Trump. Zarzucił niekompetencję gubernatorowi Kalifornii i burmistrzyni Los Angeles.
"Te protesty radykalnej lewicy, (z udziałem) podżegaczy i często opłacanych awanturników, NIE BĘDĄ TOLEROWANE. Ponadto od teraz NIE BĘDZIE DOZWOLONE noszenie MASEK na protestach. Co ci ludzie mają do ukrycia i dlaczego???" - napisał prezydent w serwisie Truth Social.
HOLY HELL!
— Morgan J. Freeman (@mjfree) June 8, 2025
Look at what’s happening in LA!
Someone call the National Guard!
Oh, wait… that’s Jan 6… my bad 😳pic.twitter.com/Lioi15FdxT
W sobotę rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt ogłosiła, że prezydent podjął decyzję o skierowaniu do hrabstwa Los Angeles 2 tys. żołnierzy Gwardii Narodowej.

Tom Homan, "car granicy", który nadzoruje w administracji Trumpa sprawę deportacji imigrantów, ostrzegł, że służby będą kontynuowały działania w Los Angeles "codziennie". Zapowiedział w telewizji NBC News, że nawet przedstawiciele władz lokalnych mogą zostać aresztowani, jeśli będą przeszkadzać w działaniach agentów ICE.
Minister obrony Pete Hegseth zasugerował, że również żołnierze piechoty morskiej mogą być skierowani do Los Angeles, by odpowiadać na protesty.
Demokratyczny gubernator stanu Kalifornia Gavin Newsom ocenił, że decyzja władz federalnych o wysłaniu Gwardii Narodowej ma charakter celowej eskalacji. Zapewnił, że władzom Kalifornii nie jest potrzebna pomoc. Również burmistrzyni Los Angeles Karen Bass uważa, że miejska policja może sama poradzić sobie z protestami i wątpi w konieczność skierowania do miasta Gwardii Narodowej.
Ruch 50501, który organizuje protesty przeciwko działaniom prezydenta Trumpa, ogłosił, że w najbliższych dniach mają odbyć się pokojowe demonstracje w Stanach Zjednoczonych na znak wsparcia dla Los Angeles. Organizacja oskarżyła ICE o przeprowadzenie w piątek bez nakazu „wojskowych nalotów”, podczas których zatrzymano co najmniej 44 osób. 50501 domaga się "natychmiastowego zakończenia nielegalnych federalnych nalotów imigracyjnych, które terroryzują rodziny i społeczności w całych Stanach Zjednoczonych".
Telewizja NBC News poinformowała, że minionej nocy policja w Los Angeles aresztowała 11 osób za to, że nie rozeszły się mimo nakazu służb. Stacja podała, że w sobotę podczas protestów splądrowano stację benzynową i podpalono samochód. Według NBC News na niedzielę zaplanowane są kolejne demonstracje przeciwko ICE.
Gubernator Kalifornii: Trump chce zasiać chaos. Wzywa do wycofania Gwardii Narodowej z Los Angeles
Należący do Demokratów gubernator Gavin Newsom ocenił, że Trump "ma nadzieję na chaos, by móc usprawiedliwić więcej represji, więcej strachu, więcej kontroli". "Zachowaj spokój. Nigdy nie stosuj przemocy" - zaapelował w serwisie X.
Let’s get this straight:
— Gavin Newsom (@GavinNewsom) June 9, 2025
1) Local law enforcement didn’t need help.
2) Trump sent troops anyway — to manufacture chaos and violence.
3) Trump succeeded.
4) Now things are destabilized and we need to send in more law enforcement just to clean up Trump’s mess. https://t.co/g6bwwZ29fc
Demokratyczny senator Bernie Sanders poszedł o krok dalej, krytykując Trumpa w rozmowie z CNN. Zarzucił prezydentowi, że "wpycha kraj w autorytaryzm" i "chce całej władzy dla siebie". Oskarżył też Trumpa o to, że "nie wierzy w konstytucję ani w praworządność". Zaznaczył, że gubernator Kalifornii ani burmistrzyni Los Angeles nie prosili o wsparcie Gwardii Narodowej. "Ale (Trump) uważa, że ma prawo, by robić, co chce" - dodał Sanders.
Reporter: All of this about immigration enforcement—
— Acyn (@Acyn) June 9, 2025
Newsom: I think it’s something much more. This is about authoritarian tendencies. This about command and control. This is about power. This about ego. This is a consistent pattern.. this guy has abandoned the core principles… pic.twitter.com/uuAiHzYiIo
Burmistrzyni Los Angeles Karen Bass uważa wysłanie Gwardii do jej miasta za "niepotrzebne". "Próbowaliśmy porozmawiać z administracją i powiedzieć im, że nie ma absolutnie żadnej potrzeby, aby wojska były na miejscu w Los Angeles” – powiedziała burmistrzyni, cytowana przez gazetę "Los Angeles Times". Jak dodała, protesty, które miały miejsce w sobotę wieczorem w L.A., "były stosunkowo niewielkie, wzięło w nich udział około 100 protestujących". "Los Angeles było całkowicie spokojne przez cały dzień" - zapewniła. Decyzja Trumpa "to jest pozerstwo” – oświadczyła.
Przedstawiciele administracji Trumpa podkreślają natomiast, że prezydent podjął dobrą decyzję i krytykują władze Kalifornii i Los Angeles za brak odpowiednich działań w reakcji na protesty.
"Myślę, że prezydent zrobił dokładnie to, co musiał" - podkreślił przewodniczący Izby Reprezentantów Mike Johnson. Zarzucił gubernatorowi Kalifornii, że "nie potrafi albo nie chce" podjąć koniecznych działań na miejscu, "więc prezydent wkroczył", by zająć się tą sprawą.
Szefowa resortu bezpieczeństwa krajowego Kristi Noem powiedziała, że Trump skierował Gwardię do Los Angeles, by "utrzymać pokój" i "nie dopuścić do powtórki" z protestów w 2020 roku w Minneapolis. Uznała, że do wysłania Gwardii doprowadziły "złe decyzje" kalifornijskiego gubernatora.
"Wall Street Journal": Zaczynają się wojny deportacyjne
Zaczynają się wojny deportacyjne - napisał w niedzielę amerykański "Wall Street Journal". Weekendowe protesty w obronie imigrantów w Los Angeles pokazują, czego możemy się spodziewać w przyszłości - podkreśliła gazeta.
"WSJ" zaznaczył, że realizacja ogłoszonego przez Donalda Trumpa w czasie kampanii wyborczej planu deportacji migrantów nie mogła obyć się bez protestów. Jednak jeśli ten proces przerodzi się w przemoc i wywoła reakcję militarną ze strony Białego Domu, to będzie wiązał się z ryzykiem nie tylko dla obu stron sporu, ale też dla państwa - napisał "WSJ".
Gazeta zaznaczyła w artykule redakcyjnym, że zapowiadana przez Biały Dom deportacja wszystkich imigrantów, przebywających w USA nielegalnie, będzie stanowiła duże wyzwanie dla amerykańskiego rynku pracy i może wywoływać niepokoje społeczne, takie jak te obserwowane obecnie w Kalifornii.
To niedorzeczne, by sądzić, że "naloty" służb na pracowników restauracji czy sklepów nie wywołają negatywnej reakcji - czytamy. "Tym bardziej, gdy ICE (Urząd ds. Imigrantów i Egzekwowania Ceł) działa w sposób brutalny, jak czasami bywa w przypadku jego agentów" - napisała gazeta. "Niektórzy lewicowcy popierający imigrantów zrobią to samo (będą działać w sposób brutalny - PAP) i wtedy sytuacja się skomplikuje" - kontynuował "WSJ". Dziennik zwrócił uwagę, że ryzyko polityczne dla Trumpa wzrośnie, jeśli dojdzie do rozbijania rodzin czy omyłkową deportację migrantów.
Trump może jednak śmiało powiedzieć, że ma mandat do przeprowadzenia masowych deportacji i że dysponuje szerokimi uprawnieniami prawnymi do ich zorganizowania. Bezpieczeństwo granic było jednym z najpopularniejszych tematów podczas kampanii prezydenckiej Trumpa w 2024 r. "Oznacza to, że ma on wolną rękę, jeśli chodzi o rozwiązanie tego problemu" - czytamy.
Władze Kalifornii podkreślają, że nie było potrzeby wysyłania Gwardii Narodowej do Los Angeles. I tak rzeczywiście może być, jednak Demokraci rządzący w miastach przyjmujących imigrantów powinni odpowiadać za utrzymanie porządku. "Jeśli tolerują utrudnianie pracy ICE, dają Trumpowi pretekst do zaangażowania wojska" - napisał "WSJ".
Według "WSJ" Trump "może posunąć się za daleko", ale Demokraci też "powinni spojrzeć w lustro".
Redakcja wezwała "do zdrowego rozsądku po obu stronach", ale - jak przyznano - prawdopodobnie nie można na to liczyć w najbliższym czasie.
Kamala Harris: Reakcja Trumpa na protesty "okrutna i wykalkulowana"
Była wiceprezydent USA Kamala Harris oceniła w niedzielę, że wysłanie przez prezydenta USA Donalda Trumpa Gwardii Narodowej w odpowiedzi na protesty w Los Angeles to krok "okrutny i wykalkulowany".
"Tak jak wielu Amerykanów jestem oburzona tym, co obserwujemy na ulicach naszego miasta" - napisała w serwisie X pochodząca z Kalifornii Harris.
Według niej wysłanie do L.A. przez Trumpa Gwardii Narodowej to "niebezpieczna eskalacja, mająca na celu wywołanie chaosu".
Decyzja Trumpa oraz ostatnie obławy przeprowadzone przez Urząd ds. Imigracji i Egzekwowania Ceł (ICE) w Południowej Kalifornii i w innych częściach kraju to "część okrutnego, wykalkulowanego planu, mającego na celu zasianie paniki i podziałów".
Harris, która w ubiegłorocznych wyborach była kandydatką Demokratów na prezydenta i przegrała z Trumpem, oceniła, że działania administracji nie są prowadzone na rzecz bezpieczeństwa, lecz po to by "siać strach".
Napisała też, powołując się na policję L.A, gubernatora Kalifornii i burmistrzynię Los Angeles, że demonstracje w obronie migrantów są "w większości pokojowe".
Z Waszyngtonu Natalia Dziurdzińska (PAP)
ndz/ kar/





























































