Premier Litwy Mindaugas Sinkeviczius oświadczył w piątek, że żyjemy w pobliżu granic, za którymi panują dyktatorzy. W piątek przypada 35. rocznica zbrodni w Miednikach na granicy z Białorusi, gdy z rąk radzieckiego OMON-u zginęło siedmiu litewskich celników.


„Los sprawił, że żyjemy w pobliżu granic, za którymi panują dyktatorzy, gdzie lekceważy się wolność słowa i zasady demokracji, a nawet szaleje otwarta agresja” – powiedział Sinkeviczius, którego cytuje komunikat urzędu premiera.
Szef litewskiego rządu podkreślił, że „trwająca wojna Rosji przeciwko Ukrainie wyraźnie pokazuje, że nie możemy stracić czujności ani na chwilę; musimy być gotowi do obrony granic naszego państwa i ochrony jego obywateli”.
Zbrodnia w Miednikach, to jedna z najtragiczniejszych kart w historii walki Litwy o niepodległość pod koniec XX wieku.
31 lipca, przed 35 laty, funkcjonariusze radzieckiego oddziału sił specjalnych milicji OMON z Rygi przeprowadzili atak na litewski posterunek graniczny w Miednikach, położony przy granicy z Białorusią. W wyniku napaści zginęło siedmiu funkcjonariuszy służby celnej, policji i straży granicznej.

Za udział w zbrodni były funkcjonariusz OMON Konstantin Michaiłow został skazany na karę dożywotniego pozbawienia wolności. Litewskie sądy skazały zaocznie na dożywocie także trzech innych byłych omonowców – Andrieja Łaktionowa, Czesława Młynika i Aleksandra Ryżowa. Rosja odmówiła wydania ich Litwie.
W piątek w Wilnie i w Miednikach, przy pomniku upamiętniającym tragiczne wydarzenie w 1991 roku, odbyły się uroczystości z udziałem najwyższych władz kraju.
Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP)
aki/ mal/





























































